Reportaż

Będę grał w grę

  • autor
  • Miłosz Szymański
rysunki Paweł Lorenc
W czerwcu 2018 roku Światowa Organizacja Zdrowia przedstawiła projekt jedenastej rewizji Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-11). 
Jedną z najbardziej kontrowersyjnych nowości
jest w niej wyszczególnienie jednostki chorobowej 6C51 – gaming disorder.

Nie patrzę na zegarek – mówi Wiesiu.

– Czasem tylko mi się zdarza, że zerkam: druga, trzecia, czwarta, no, nie chce mi się spać. Choć mam świadomość, że będę się budził nie później niż o ósmej, dziewiątej, bo tak jestem skonstruowany. Wtedy myślę sobie, że jak teraz pójdę spać, to jeszcze będę miał te cztery godziny. Rano sięgam po pada i tak kolejny boży dzień…

Gram w piątek. Wstaję rano w sobotę, znowu gram i już jest niedziela. Budzę się z padem w ręku i myślę o jakimś śniadaniu. Zazwyczaj czekam do południa, aż się pierwsza pizzeria otworzy. Jem pół pizzy na obiad, resztę na kolację. Wystarcza.

Kiedyś było u mnie gorzej z tym graniem. Grałem w LoL [League of Legends– przyp. aut.]. Miałem syndrom kolejnego meczu. Siadałem, a sześć godzin później nie wiedziałem, co się stało z moim życiem. Zauważyłem, że źle się czuję, jak nie rozegram przynajmniej jednego meczu dziennie.

Wielu graczy wyobraża sobie, że będą grali i ktoś będzie im za to płacił. Tylko że wcześniej trzeba jeszcze skończyć niełatwe studia.

Komputer w jego domu był od zawsze, ale rodzice pozwalali Wiesiowi tylko na godzinę grania dziennie. Łatwo im to było egzekwować w dwupokojowym mieszkaniu w bloku, trudniej, kiedy przeprowadzili się do domu jednorodzinnego. Rodzice siedzieli na parterze, w ogrodzie, czasem gdzieś wychodzili. Wiesiu do przepisowej godziny dokładał coraz więcej. Mało czasu spędzał poza domem. Nie był zainteresowany tym, co jego wielkopolskie miasteczko ma do zaoferowania. Czasem tylko pograł w piłkę albo poszwendał się z kolegami.

Najwięcej czasu spędzał z takim jednym, któremu nie ograniczali czasu na komputer. Odwiedzał go niemal codziennie. Grali w różne gry, najczęściej w strzelanki. Potem Wiesiu grzecznie wracał do domu na kolację, siedział chwilę z rodzicami i kładł się spać.

Kiedy poszedł do liceum w większym mieście, wiedział już, co chce robić później. Wymarzył sobie informatykę i pracę przy tworzeniu gier. Wielu graczy ma takie pomysły. Wyobrażają sobie, że będą grali i ktoś będzie im za to płacił. Tylko że wcześniej trzeba jeszcze skończyć niełatwe studia. To często weryfikuje ich plany. Ale nie zawsze tak się dzieje. Część programistów nigdy nie studiowała informatyki. Programowania uczyli się na kursach albo samodzielnie, w domu.

Tych, którzy uczyli się sami, jest najmniej. Nic dziwnego. Siada taki gracz przy swoim biurku, na wygodnym fotelu. Zasłania okno, żeby światło nie odbijało się w monitorze, zapala małą lampkę. Zakłada wielkie słuchawki z mikrofonem, puszcza ulubioną muzykę. Sięga po wyprofilowaną, wyważoną mysz i odpala samouczek programowania w Javie albo Pythonie. Wszystko jest na miejscu. Ale ćwiczone latami psy Pawłowa domagają się akcji, strzelania, bitew i pościgów.

Gracz stara się pisać kod, lecz pamięć mięśniowa jest nieubłagana. Palce odruchowo lądują na tych klawiszach co zawsze. Środkowy na W, serdeczny na A, wskazujący na D, mały na Caps Locku, który wciska się, kiedy zamierzamy coś powiedzieć przez komunikator. Prawa ręka źle się czuje na klawiaturze, ucieka na myszkę. Jak długo można się uczyć w takich warunkach? Prędzej czy później, raczej prędzej, nauka zostaje odłożona na potem, jak przejdę tę grę, zrobię tamtą mapę, wykonam tę misję, na jutro, od poniedziałku, po wakacjach, nigdy.

„Może lepiej, myśli gracz, jednak zrobić te studia”. Wychodzić co rano z domu, codziennie wysiedzieć swoje na uczelni, wracać, czasem nawet się uczyć. Ciężko. Ale na salach wykładowych siedzi wielu takich. Oni też walczą, też cierpią. Chcieliby zagrać, a tu jutro egzamin. W grupie łatwiej, choć wielu i tak nie wytrzymuje.

Ósmy finał mistrzostw świata w LoL oglądało sto dwadzieścia siedem milionów ludzi. Tyle samo wynosi populacja Japonii.

– W 2009 roku, kiedy poszedłem na studia, rodzice kupili mi laptopa do nauki. Przypadkiem miał dobrą kartę graficzną…

Musiał mieć. Przecież programowanie wymaga dobrego komputera. Konieczne są: szybki procesor, bardzo dużo RAM-u, mocna karta graficzna. Na takim komputerze można odpalić każdą nową grę.

Wielu chłopakom na pierwszym roku kompletnie odbija. Szczególnie jeśli przyjechali na studia z daleka i mieszkają na stancji albo, co gorsza, w akademiku. Dziewiętnastolatek, wolna chata, pieniądze od rodziców i duża liczba kompanów do kielicha – to przecież mieszanka wybuchowa. Ale Wiesiu przeszedł okres burzy i naporu inaczej. Mieszkał na stancji z kuzynem. Rzadko imprezował, rzadko pił. Rzadko robił cokolwiek poza graniem. Nikt już go nie ograniczał.

– Zauważyłem, że jestem typem jeszcze mniej socjalnym niż kuzyn. Bo on czasem wychodził do sklepu, a ja tylko siedziałem przy kompie.

Miesiąc po tym, jak Wiesiu odebrał indeks i legitymację studencką, była premiera LoL. Gra okazała się hitem, który porwał miliony ludzi na całym świecie. Twórcy idealnie dobrali składniki. LoL to gra sieciowa, w której walczą ze sobą dwie pięcioosobowe drużyny. Każdy gracz wybiera sobie postać o unikatowych umiejętnościach, dysponującą określonymi czarami i rodzajami broni. Plansza jest kwadratowa. W dwóch przeciwstawnych narożnikach znajdują się bazy, połączone trzema drogami: jedną biegnącą przez planszę po skosie i dwiema poprowadzonymi na obrzeżach. Wygrywa drużyna, która zniszczy bazę przeciwnika. W LoL jest wszystko: myślenie taktyczne, współpraca, dynamiczna akcja, czary, smoki i rywalizacja. W dodatku gry nie trzeba kupować, można ją zainstalować za darmo. Nic dziwnego, że szybko zaczęła bić rekordy popularności. W maju 2018 roku w Paryżu odbył się ósmy finał mistrzostw świata w LoL. Oglądało go sto dwadzieścia siedem milionów ludzi. Tyle samo wynosi populacja Japonii.

Wiesiu szybko się wciągnął. Grał mecz za meczem. Każdy był inny i wymagał innej taktyki, bo zarówno przeciwnicy, jak i koledzy z drużyny mogli przed bitwą wybrać inne postacie niż poprzednim razem.

Wiesiu miał drużynę, z którą trenował. Pięciu graczy, każdy w swoim domu, przed komputerem, w słuchawkach z mikrofonem, bo rozmawiali przez komunikator. Spotykali się podczas gry po południu i grali do późnej nocy. Wszyscy padli ofiarą systemu rankingowego.

To on jest najbardziej uzależniającym elementem LoL. Drużyna, która wygrywa mecz, dostaje punkty. Tym więcej, im wyżej w rankingu byli jej przeciwnicy. Pokonani tracą punkty. Drużyna, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl