Portret

Bojko Borisow, ochroniarz, mężczyzna roku, premier Bułgarii

  • autor
  • Sylwia Siedlecka
Kolejni prezydenci opuszczają gabinet, przychodzą nowi, a złote dziecko Bułgarii wciąż trwa na stanowisku. Zanim Bojko Borisow został politykiem roku, dwukrotnie wybrano go mężczyzną roku.
rysunekBartek Arobal Kociemba

Ten tytuł jest dla niego ważny, bo politykiem roku może zostać wielu. Ale jednym i drugim? „Wybór był między mną i nikim” – powiedział dziennikarzom po wygranej w konkursie radia Darik na polityka 2008 roku (zebrał czterdzieści dziewięć procent wszystkich głosów). 

Mówił: „Mężczyźni są jak lwy: powolni i leniwi, dlatego wolę pracować z kobietami”. 

W tłumie polityków zawsze się wyróżnia. Nie wzrostem. Ma 183 centymetry, są wyżsi. Raczej wyglądem emerytowanego boksera wagi ciężkiej: potężny, barczysty, opalony, o szerokiej szczęce i włosach podgolonych tuż przy skórze. 

Podczas obchodów siedemdziesiątej rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej w Gdańsku z udziałem licznych przywódców państw stanął za nim Silvio Berlusconi i dłonią odmierzył szerokość pleców szefa bułgarskiego rządu. Po czym rozpostarł ręce na znak, że rozpiętość jest ogromna i powiedział do zgromadzonych: „To dopiero jest premier. Nie to, co wy”.

Może tajemnica tkwi w jego spojrzeniu, które zdaje się mówić, że Borisow zna życie od podszewki i jest z tego powodu trochę smutny, a trochę zmęczony. A może po prostu istota jego popularności polega na tym, że zachowuje się tak, jakby władza w oczywisty sposób mu się należała? Bez kompleksów wypowiada się na tematy, na których się nie zna. Mówi tylko po bułgarsku, i to niechlujnie, w dodatku językiem ulicy i z niedbałą dykcją, a jednak wygrywa w sondażach z politykami-ekspertami. Wkroczył w świat polityki jako zamożny biznesmen i często tym argumentem podkreśla czystość własnych intencji. Kiedy słucha pytań dziennikarzy, zazwyczaj wygląda na zniecierpliwionego, jakby tylko czekał na moment, kiedy znów będzie mógł działać, a gadanie było stratą czasu. Patrzy nie na nich, lecz gdzieś obok albo ponad głowami. Na zadane pytania reaguje błyskawicznie i zawsze ma gotowy komentarz. 

 


w europie go lubią.Podczas otwarcia wystawy złotych skarbów z Warny w Parlamencie Europejskim w 2015 roku przewodniczący KE Jean-Claude Juncker nazywa Borisowa „złotym dzieckiem Bułgarii”. Witając się z nim w Brukseli, drobniejszy i nieco niższy Juncker wtula się w potężne ramiona bułgarskiego szefa rządu. Junckera Borisow fascynuje, ale też pozwala sobie wobec niego na pewien protekcjonalizm, co widać w gestach utrwalonych wielokrotnie przez kamery dziennikarskie. Szef Unii klepie Borisowa na pożegnanie w policzek albo przemykając w Europarlamencie za jego plecami gładzi w przelocie dłonią wygoloną głowę Borisowa w momencie, kiedy premier Bułgarii udziela właśnie wywiadu z okazji rozpoczętej w styczniu 2018 roku prezydencji Bułgarii w Unii. Swoje uczucia Juncker wyraża również słowami:

„Kocham premiera Bułgarii jak brata i przyjaciela. Jest poważnym i silnym człowiekiem, czego nie odważę się powiedzieć o sobie”. – Śmieje się po oficjalnym spotkaniu z Borisowem w Brukseli w 2016 roku.

Z Angelą Merkel bułgarski szef rządu również pozostaje w dobrych stosunkach. Wiele wspólnych zdjęć utrwala jej szczery, pełen czułości uśmiech skierowany w jego stronę. A Borisow często powtarza, jak ważne czy wręcz najważniejsze są dla niego dobre relacje z Niemcami. Kiedy we wrześniu 2009 roku wyjeżdża na jedno z pierwszych spotkań roboczych jako premier, w programie jest też kolacja, w której bierze udział Merkel. Porcja okazuje się zbyt mała dla Borisowa. Zjada ją kilkoma kęsami i spogląda na talerz sąsiadki, która, widząc to, proponuje, że odda mu swoją. Borisow odmawia, ale ponieważ Merkel nalega, bierze i zjada. 

Sztuką jest być w dobrych relacjach jednocześnie z Junckerem, Merkel, Orbánem i Erdoğanem. A jemu się to udaje.

W czasie oficjalnego spotkania z Władimirem Putinem Borisow wręcza rosyjskiemu prezydentowi szczeniaka owczarka bułgarskiego o imieniu Buffy. W pierwszym momencie Putin wydaje się zaskoczony, ale już za chwilę z błogim uśmiechem i przymkniętymi oczami tuli policzek do puszystego futra.

– Jest sprytny, umie stać się w oczach ludzi takim, jakim chcą go widzieć – mówi Georgi Stojczew, tłumacz z Sofii i były pracownik bułgarskiego MSZ. – Jak każdy spryciarz z chwiejnym poczuciem własnej wartości próbuje też imitować sposób myślenia wielkich graczy politycznych, chociaż nie zawsze się z nimi zgadza. Sztuką jest być w dobrych relacjach jednocześnie z Junckerem, Merkel, Orbánem i Erdoğanem. A jemu się to udaje. 

„Dzień dobry, jestem Aleksander Andreew z «Deutsche Welle» – przedstawia się dziennikarz na początku rozmowy.

„Dzień dobry, jestem Bojko Borisow z Bankji”. – Po czym przechodzi z dziennikarzem na „ty”. 

Potrafi też tak:

„Na razie, sikoreczki! I pamiętajcie: głosujcie na mnie, bo spadnę w rankingach!” – woła do szwaczek w Petriczu podczas swojej pierwszej kampanii wyborczej.

Umie zjednać sobie Bułgarów, bo wie, jak cenią bezpośredniość. Pielęgnuje wizerunek chłopaka z Bankji, kogoś, kogo można poklepać po ramieniu i kto mógłby być dobrym sąsiadem. 

 


w języku bułgarskimjeszcze w czasach trwającego pięć wieków panowania osmańskiego zakorzeniło się tureckie słowokomszułuk(dosłownie: sąsiedztwo) oznaczające furtkę między sąsiadującymi podwórkami. Furtka ta zawsze pozostawała otwarta, w odróżnieniu od zabarykadowanych wysokich bram od strony ulicy, obecnych w architekturze osmańskiej. Boczne przejście sprzyjało nieformalnym sąsiedzkim kontaktom, zaś w czasie panowania tureckiegokomszułukoznaczał, że Bułgar i Turek mieszkający obok siebie mogli być dobrymi, wspierającymi się sąsiadami, zachowując religijną i etniczną odrębność, a wrogami stawali się dopiero w wymiarze oficjalnych instytucji, które często podsycały wzajemne antagonizmy, zwłaszcza zależność Bułgarów wobec Turków. 

Borisow przenosi zasadękomszułukudo polityki.

– Doceniam i bawi mnie to, że mówi dobitnie, momentami dosadnie, bez frazesów, bo kieruje swoje wypowiedzi do przeciętnego Bułgara, ale on chyba w inny sposób nie potrafi mówić – uważa Iliana Genew-Puhalewa, wykładowczyni bułgarystyki na Uniwersytecie Warszawskim. – Nigdy nie mówi bezosobowo czy z dystansem: o rządzie powiada „ja”, o bułgarskim wybrzeżu „moje plaże”, a o współpracownikach „moi ludzie”. Kiedy był szefem policji i coś się działo, on, niczym bałkański superbohater, królewicz Marko na skrzydlatym koniu, zjawiał się na miejscu, gdzie już czekały media, i osobiście rozwiązywał problem. W kraju o stosunkowo niewielkim terytorium, jakim jest Bułgaria, łatwiej o bezpośredni kontakt polityka ze społeczeństwem. 

Buduje wizerunek wybrańca narodu i poręczyciela jego interesów. Kogoś, kto wreszcie przyszedł zrobić porządek w zakłamanym świecie polityki. Jakby na potwierdzenie tych słów fotografuje się w swoim gabinecie z naładowanym pistoletem na biurku.

Choć jest doświadczonym zwierzęciem politycznym, od niemal dekady jednym z głównych graczy na scenie, nadal zachowuje ten szorstki, bezpośredni, a zdaniem innych pozbawiony ogłady sposób bycia, za pomocą którego buduje wizerunek wybrańca narodu i poręczyciela jego interesów. Kogoś, kto wreszcie przyszedł zrobić porządek w zakłamanym świecie polityki. Jakby na potwierdzenie tych słów fotografuje się w swoim gabinecie z naładowanym pistoletem na biurku. 

Ludzie wybaczają mu wpadki, wulgarne odzywki wykrzykiwane w stronę oponentów politycznych, których nazywa kretynami i idiotami. Może dlatego, że potrafi skraść ich serca nawet w beznadziejnie trudnych sytuacjach. Na Boże Narodzenie 2016 roku jedzie do wsi Chitrino, w której kilkanaście dni wcześniej wskutek wybuchu cysterny kolejowej zginęło siedem osób, a wielu mieszkańców straciło dach nad głową. Po oficjalnych zapewnieniach, że zrobi wszystko, żeby przywrócić mieszkańcom normalne życie, Borisow dziękuje za nadany mu tytuł honorowego obywatela miejscowości. Tyle że – dodaje – do nadawania takiego tytułu uprawnione są miasta, więc chętnie zostanie honorowym wieśniakiem Chitrina, zwłaszcza że sam pochodzi ze wsi. Ludzie na sali śmieją się i klaszczą, mimo że wiele osób przy stolikach jest w czerni i parę dni temu straciło kogoś bliskiego.

„Wy jesteście prości ludzie, ja jestem prosty, dlatego się rozumiemy” – mówi do metalurgów podczas wizyty w hucie w mieście Kyrdżali w 2012 roku. 

Podczas otwarcia Galerii Kwadrat 500 w Sofii dowcipkuje:

„Przeczytałem, że otwierają nowe muzeum ze starymi obrazami. I mówię: w takim razie chociaż w jednym skrzydle dajmy obrazy nowych, młodych artystów”. 

Po spotkaniu w 2011 roku z jednym ze swoich idoli, Arnoldem Schwarzeneggerem, przyznaje się do innych fascynacji – wymienia Chucka Norrisa oraz Bruce’a Lee.

W wywiadach chętnie opowiada o życiowej drodze, jaką przebył: od biednego dzieciaka z przedmieścia do najważniejszego człowieka w kraju. Wszystko zaczęło się w komunistycznej Bułgarii, w miejscowości Bankja w 1959 roku. To czas tuż po odwilży, kiedy stalinizm odchodzi w niepamięć, a władzę w kraju obejmuje Todor Żiwkow, który obiecuje ludziom więcej swobód i wsłuchanie się w ich potrzeby. Choć Bułgaria jest jednym z państw, które w bloku wschodnim najmniej odczuły poluzowanie polityczne w latach pięćdziesiątych, Żiwkow jest witany jak nowa nadzieja, zwłaszcza poprzez kontrast ze swoim poprzednikiem Wyłkiem Czerwenkowem, byłym agentem NKWD, noszącym przydomek „krwawy Wyłko” z racji okrutnego rozprawiania się z wrogami komunizmu. 

Umie zjednać sobie Bułgarów, bo wie, jak cenią bezpośredniość. Pielęgnuje wizerunek chłopaka z Bankji, kogoś, kogo można poklepać po ramieniu i …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Konsultacja merytoryczna: dr Mateusz Seroka, Ośrodek Studiów Wschodnich im. Marka Karpia. Tekst ukazał się w ósmym wydaniu miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" pod tytułem "Bojko Borisow. Chłop z Bankji".

FreshMail.pl