Reportaż

Droga polska

  • autor
  • Michał Szczęch
rysunekEwa Kielska
Jedzie pani Donia drogą wojewódzką do Kolska, jedzie Silska, jedzie Krysia Przybyłowa, jadą Stacewicze i Ela Miśkowa. A obok jedzie tir i wali ich do rowu.

Dwa lata temu Gabriela Stacewicz omal nie zginęła. Gdy pielęgnowała krzew róży, samochód skosił płot. Wina poszła na Henryka Matysika, wójta gminy Kolsko, że przy drodze w Sławocinie za mało robi.

– Przecież dzwoniłem do Zarządu Dróg Wojewódzkich, słałem pisma, bywałem osobiście – broni się wójt Matysik.

Szkopuł w tym, że dla Zarządu Sławocin, mały i na uboczu, nie jest priorytetem, choć w płot Stacewiczów w ciągu czterech lat uderzyło już dziewięć samochodów, a u mieszkających tuż obok Bramborów – dziesięć. U Skrzypczaków też uderzyło. I u Walichtów, i u Pachołków. Na palcach jednej ręki można policzyć rodziny, u których nie uderzyło wcale.

A poza tym w Sławocinie jest miło, jak mówią jego mieszkańcy. Władysława Wyrwa, gospodyni domowa i radna gminy Kolsko, nie wyobraża sobie gdzie indziej życia, bo tu zapuściła korzenie, tu ma znajomych i dom pełen wspomnień.

 


radna wyrwa: – Pamiętasz, jak samochód uderzył w słup elektryczny?

Aniela Brambor, sklepowa: – Wszyscy uciekaliśmy, żeby nas prąd nie pozabijał.Irena Pachołek, gospodyni domowa, ma przed oczami oponę: – Odpadła od ciężarówki. Leciała przez płot Stacewiczów i dalej, przez kolejne podwórza… – Irena traumę przeżywa do dziś, choć już trzy lata minęły. W nocy nie może spać.

Zbigniew Stacewicz, emerytowany rolnik: – To było dwieście kilo! Ktoś przez oponę mógł zginąć!

 


gabriela wyjrzała przez okno. Nikogo nie było, a płot leżał. – Dopiero po wyjściu na dwór spostrzegłam, że samochód wpadł do ogrodu.

Wtedy, w 2016 roku, Stacewiczom udało się złapać sprawcę. Bramborom raz też się udało, bo kierowca wrócił po tablicę rejestracyjną. darowizna na rzecz fundacji pismo Większość sprawców jednak uciekła. Niezłapani, nie odpowiedzieli za szkody, a stawianie nowego płotu kosztuje. Wiesław Brambor postawił. Nie minął nawet miesiąc, płot znów leżał.

Dlatego radna Wyrwa znów wyśle list, jeśli się odważy, do lubuskiego marszałka, do wojewody i do dyrektora Dróg Wojewódzkich.

– Niech o Sławocinie wreszcie sobie przypomną!

 


bo list z pytaniami o bezpieczeństwo i o ścieżkę rowerową, której w Sławocinie nie ma, wysłała do dyrektora 10 marca (priorytetem). Tak uradzili mieszkańcy w lutym 2018 roku. Radna Wyrwa zebrała podpisy.

– Odpowiedzi nie dostałam do dziś – pożaliła się w kwietniu Aldonie Jankowiak, sąsiadce z naprzeciwka, której w płot samochody uderzyły już cztery razy. I pani Donia aż się rozpłakała. Pracowała kiedyś w Odrze (fabryka nici w Nowej Soli), a jej mąż Marian w Dozamecie (zakłady metalurgiczne, praca podwyższonego ryzyka). – Fabryki pękły w latach 90. i my wtedy też jakby pękli. – Pani Doni chodzi nie tylko o życie, ale też o marzenia. Jankowiakowie marzyli, że uda im się wyjechać, że kupią gdzieś w mieście mieszkanie, a tu krach. Poszli na pomostówki (groszowe emerytury) i zostali w Sławocinie. Najstarsza córka zdała akurat maturę. Chciała iść na studia. Jankowiakowie wzięli więc kredyt. Kupili świnie. Hodowali też kaczki i nutrie. Po trawę dla królików Marian jeździł rowerem kilka wiosek dalej.

– To wy samochodu nie macie? – pytali niektórzy. I pytają do dziś. Bo Jankowiakowie woleli wykształcić córki, wszystkie trzy, więc nie mają. Są pod siedemdziesiątkę. On dostał niedawno udaru. Ona choruje na ręce. Wszędzie muszą jeździć rowerem, bo nie ma autobusów. Dlatego pani Donia nie zagłosuje w najbliższych wyborach, choć zawsze głosowała. Zresztą nie tylko ona. Na przykład pani Silska też nie zagłosuje.

Wójt Matysik klepnął kiedyś Silską po ramieniu. – Pani! Tu będzie ścieżka rowerowa! – powiedział publicznie, na zebraniu, i wskazał drogę wojewódzką.

Dziś ścieżkę buduje powiat (turystyczną), ale nie wzdłuż drogi, którą wskazał wójt, tylko kilometr za wioską, na starym torowisku. Aby skorzystać, mieszkańcy Sławocina będą musieli dotrzeć polem.

– Jedzie pani Donia drogą wojewódzką do Kolska, jedzie Silska, jedzie Krysia Przybyłowa, jadą Stacewicze i Ela Miśkowa. A obok jedzie tir i wali ich do rowu – opowiada radna Wyrwa. Włos jej się jeży na głowie. – W Wielkopolsce widziałam ścieżki nawet przy bocznych drogach, piękne, szerokie, oświetlone, z ławeczkami! A u nas? Mówili, że jak wejdziemy do Unii, to będą i ścieżki, i kanalizacja. I gdzie to wszystko jest? W Sławocinie nie widzę. I czy to jest w porządku – pyta radna Wyrwa – że nikt nam nie chce pomóc, choć ryzykujemy życie? O! Coś takiego leci. – Radna pokazuje na tira. – A oni tu śpią. – Pokazuje na dom Bramborów.

Jest Maryja, która świeci w nocy. Jest i taka, która zmienia kolor: w słońcu szata Maryi robi się niebieska, gdy za oknem pada deszcz, szata żółknie, a to znak, że samochód znowu może uderzyć, bo asfalt po deszczu jest śliski.

Dwa lata temu święcił go egzorcysta. Zmówił modlitwy. Róg pokoju obsypał solą święconą. Poprosiła Aniela Brambor, by wypędzić złe moce i kolizjom położyć kres. Ksiądz, który to robił, był kiedyś w gminie proboszczem. I w kościele w Kolsku odprawiał egzorcyzmy, na które zjeżdżały tłumy, aż go przenieśli do parafii w Zielonej Górze.
Tymczasem Aniela Brambor prowadzi do dużego pokoju. Spod sufitu patrzą Matki Boskie, przywiezione z Medjugorie, z Częstochowy, z Rokitna. Jest Maryja, która świeci w nocy. Jest i taka, która zmienia kolor: w słońcu szata Maryi robi się niebieska, gdy za oknem pada deszcz, szata żółknie, a to znak, że samochód znowu może uderzyć, bo asfalt po deszczu jest śliski.

W dużym pokoju szklanki tańczą na stole. – Tak jest zawsze, kiedy kierowcom się spieszy. – Aniela wzdycha każdego ranka i czeka. Drgania ustają. Wtedy co tchu pędzi do sklepu, który prowadzi na drugim końcu wioski. Byle zdążyć, nim nadjedzie kolejny tir.

A poza tym w Sławocinie jest miło, jak mówią jego mieszkańcy, i naprawdę ładnie. Tu klombik, tam ławeczka, kwiatki, obrazki, firanki. Stoi też piękna świetlica, wyremontowana przez gminę.

 


w grudniu 2016 roku wójt Matysik zwołał w świetlicy zebranie. Zaprosił urzędników, by spojrzeli w oczy rodzicom, którzy odbierają z przystanku dzieci wracające ze szkoły z duszą na ramieniu, bo w Sławocinie nie ma przejścia dla pieszych.

To wtedy, na zebraniu, policjanci, przedstawiciele Zarządu Dróg Wojewódzkich i Urzędu Marszałkowskiego powiedzieli, że przejście jest niepotrzebne, bo mieszkańcy i tak by nie korzystali, chodziliby tylko na skróty i dostawali za to mandaty. Urzędnicy ustalili ponadto, że bezpieczeństwo w Sławocinie poprawią kocie oczka (odblaski przylepione do asfaltu), przesunięcie znaków z ograniczeniem prędkości i trzy rzędy lekko wypukłych, czerwonych pasków na jezdni (tzw. progi akustyczne). Ustalili i odjechali mimo uwag, że takie zabezpieczenia nie zdadzą egzaminu. Przecież mieszkańcy zrobili kiedyś znak z płyty pilśniowej, z ograniczeniem do 40 kilometrów na godzinę, i postawili przy zakręcie. Nie pomogło. Dlatego woleliby fotoradar. Ale od 2016 roku samorządom stawiać fotoradarów nie wolno, bo zakazują tego przepisy. Gdy Mateusz Pachołek chciał zbudować sztuczny przy płocie, to policja postraszyła mandatem.

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl