Opowiadanie

Drugie ciało

  • autor
  • Jakub Żulczyk

Siedziała na przystanku autobusowym. Przystanek, zamiast ją osłaniać, eksponował, czuła się, jakby ktoś przykleił ją do dziesiątki na tarczy. Jednak nie wstawała z zimnej, plastikowej ławki, bo nie miała już siły. Przyciskała kolana do brody, obejmując nogi ramionami. Wyobrażała sobie, że jest żółwiem. 

Była tu od dziesięciu dni. Wyskoczyła z pociągu towarowego, gdy tylko zobaczyła na horyzoncie światła miasta, i powoli, małymi krokami, kierowała się w stronę centrum. Tak przynajmniej jej się wydawało – jeszcze do niego nie doszła.

Chowała się. Dnie spędzała w krzakach, zagajnikach, na podwórkach kamienic nieopodal śmietników, w towarzystwie kotów i szczurów; nocami włóczyła się po peryferiach, odbijała się od zamkniętych sklepów, nigdy nie spotykając nikogo. Tylko czasami w ciemności dawało się słyszeć ciche szurnięcia, widać było, przez krótki moment, ślad sylwetki. „Duch, taki jak ja”, myślała. „Duchy ze sobą nie rozmawiają”, dodawała w myślach. 

W końcu, po dziesięciu dniach spacerów na ślepo, wydostała się z dzielnicy blokowisk, która w pewnym momencie zaczęła wydawać jej się nieskończona, i dotarła do dzielnicy kamienic i szerokich, dwupasmowych ulic, poprzecinanych szpalerami zieleni. Za dnia chodnikami spacerowali ludzie, po ulicach jeździły samochody, głównie jeden model, wielki i kanciasty, ale w różnych kolorach; auta w świetle dnia przypominały rozsypane kredki turlające się po gigantycznym biurku; asfaltowe ulice zalewało słońce, ale ona wtedy szukała schronienia, jak szczur; wieczorami wszystko gasło, miasto robiło się puste i martwe.

Było coraz zimniej, jakby co minutę temperatura spadała o stopień. „Ale przynajmniej zaraz będzie mi ciepło, bo sobie umrę”, pomyślała. A zaraz pomyślała coś jeszcze – że może śmierć jest takim wiecznym zimnem, które nigdy się nie kończy.

Nigdy nie chciała być gruba. Przeglądała czasami kolorowe magazyny, gdzie wysokie i szczupłe kobiety reklamowały bluzki, spodnie i płaszcze. Potem patrzyła na siebie w lustrze i myślała, że gdyby nie twarz, to w sumie sama mogłaby ubierać się w różne ciuchy, dawać sobie robić zdjęcia i brać za to pieniądze. To musi być bardzo dobre zajęcie. Intratne i ciepłe. Była przekonana, słusznie zresztą, że ładnych ludzi wszyscy traktują lepiej. Po matce policjantce, brzydkiej kobiecie, odziedziczyła szeroką buzię, spłaszczony nos i małe oczy. Tylko figurę miała w porządku. Ale tak naprawdę twarz jest ważniejsza od sylwetki. Ludzie zawsze patrzą najpierw na twarz.

 

rysunkiPiotr Kowalczyk

 

Stare kamienice wznosiły się nad nią jak złe pałace, a od całodobowego sklepu z alkoholem, parę kroków stąd, biło światło i wręcz namacalne ciepło, ale nie mogła już dłużej tam stać, wygonił ją sprzedawca. Oczywiście mógł zabrać ją na zaplecze, zagotować wodę i dać jej pić. Ale zrozumiała jego „spierdalaj”, wiedziała, dlaczego tak do niej mówi. Potwornie cuchnęła. Teraz, gdy przyciskała twarz do kolan, starała się oddychać ustami. Śmierdziała potem, brudem i gównem. 

„Lepsze to, niż wiesz co”, nuciła sobie w duchu. „Lepsze to, niż wiesz co”. 

Żeby chociaż przyjechał jakiś nocny autobus, do którego mogłaby wsiąść i dostać się na pętlę, ale nic nie wskazywało na to, by nocne akurat na tym przystanku się zatrzymywały. Była w tym mieście pierwszy raz i nie wiedziała nawet, czy kursują w nim jakieś nocne autobusy. 

W jej rodzinnym mieście nie jeździły żadne autobusy, bo jej rodzinne miasto było dużo mniejsze. W jej rodzinnym mieście były same wysokie bloki. W jednym z nich mieściła się szkoła, a w innym sklep. Gdy skończyła szkołę, poszła pracować w sklepie, na dziale z kosmetykami. Po pracy wracała do domu i robiła obiad dla matki i ojca. Ojciec siedział w pokoju, rozwiązywał krzyżówki i czekał, aż wróci matka. 

Nocami wyobrażała sobie siebie jako różne dzikie zwierzęta. To przychodziło do niej samo. Bez tego marzenia nie mogła zasnąć. Najbardziej lubiła być ptakami, jakimikolwiek, nawet gołębiami, w końcu nawet gołębie mogą wzbić się na chwilę w powietrze. 

– Proszę wstać – usłyszała. To był głos męski, przytłumiony, ale głośny, jak mowa księdza. Chodnikiem zbliżały się w jej stronę dwie sylwetki. Nagle zabolały ją oczy. Światło latarki było ostre jak nóż. 

– Wstań – usłyszała po raz kolejny. Chciała odpowiedzieć, że jej ciężko. Od zimna mięśnie zaczęły jej sztywnieć. Chwilę trwało, zanim skutecznie rozkazała swoim stawom podnieść ją do góry.

– Już sobie idę – powiedziała, uprzedzając pytanie, co tu robi. Stojąc, jeszcze bardziej czuła swój własny smród. To nie było tylko bycie brudną, to było coś, co nosiła od zawsze w środku, a co teraz wyciekało z niej porami na zewnątrz. 

– Nigdzie nie idziesz. – Mężczyzna miał na sobie czarny mundur ciasno opinający ciało i był wielki jak olbrzym z bajki. Druga postać mogła być kobietą, ale była niewiele mniejsza od niego. Szeptała coś do trzymanego w dłoni urządzenia. Poza nimi na ulicy nie było nikogo. Zimno zaczynało gasić światła w oknach kamienic. Nie wiał wiatr, to zimno było statyczne, zawieszone w powietrzu jak niewidzialna girlanda z kłującej waty szklanej. 

– Nigdzie nie idę – powtórzyła po nim. 

– To znaczy tak, idziesz.

Kobieta odłożyła urządzenie. 

– Idziesz z nami – powiedziała. 

– Gdzie? – zapytała ona, a wtedy mężczyzna wyciągnął pałkę i z całej siły trzasnął ją w bok, aż przewróciła się na ziemię. 

Zabolało jakby ktoś oblał ją wrzątkiem. 

Ojciec lubił bić matkę, sprawiało mu to przyjemność. To nie była furia, tylko rozrywka, jak krzyżówki. Miał na to różne patenty. Zmieniał je w zależności od samopoczucia. Plastikowe wiadro z wyszczerbioną krawędzią, wąż od prysznica, ciężki i stary pilot od telewizora, pompka do roweru. Różne rzeczy. Dziwne rzeczy. 

Ojciec lubił bić matkę; z nią, córką, robił co innego. Od tego, co robił, nie chce się już żyć. By zamknąć wszystko, wystarczy niewiele odwagi. Tyle, co wstać z fotela po długim siedzeniu. 

Gdy ojciec przychodził i kładł się na niej, wyobrażała sobie, że jest małym, jadowitym pająkiem, który wchodzi mu do ucha. 

– Zabierzmy ją na piątkę – powiedziała kobieta. Nie do niej, do …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl