Reportaż

Dzieci o głośnym wzroku

rysunki Joanna Karpowicz
Jak leczą szczególne dzieci po obu stronach polsko-niemieckiej granicy?

Hanower. Eva-Maria pamięta ten dzień bardzo dobrze. Siedziała z synem Achazem w pokoju. – Wszedł Ahrend, mój mąż, i zapytał, czy nie sądzę, że nadszedł czas, żeby w życiu naszego syna zaczęło dziać się coś więcej. – Eva-Maria spojrzała na niego pytającym wzrokiem. Powiedział jej, że zadzwonił Jugendamt (niemiecki urząd do spraw dzieci i młodzieży) i pytał, czy nie chcieliby adoptować jeszcze jednego dziecka. 

Są zachwyceni tym pomysłem. Dziewczynka ma na imię Anna. – Babcia Ahrenda od strony matki i moja babcia od strony ojca tak się nazywały. To typowo niemieckie imię – opowiada Eva-Maria. Nie mają żadnych wątpliwości. Decyzja zapada bardzo szybko. Odwiedzają Annę w szpitalu. Dziewczynka jest wcześniakiem, przychodzi na świat 24 lipca 1992 roku. Sześć tygodni spędza w inkubatorze. Zdjęcie, na którym Eva-Maria pierwszy raz trzyma ją na rękach, stoi do dziś w sypialni, na honorowym miejscu. – Przyjechała do nas dokładnie tego dnia, którego powinna była się urodzić. Z tych początków pamiętam, że Anna była bardzo grzeczna, spokojna. Niepokojąco spokojna. Często spała – wspomina.

 


cieremki,pięćdziesiąt kilometrów na południowy wschód od Białegostoku. Asia jest drugim dzieckiem Iwony i Witka. – Nie wiedzieliśmy, że to będzie dziewczynka – wspomina Iwona. Nie pamięta już, czy nie chcieli wiedzieć, czy lekarze po prostu im nie powiedzieli, jakiej płci jest dziecko. 

Decydują się na adopcję. Przechodzą przez wszystkie procedury. Urzędniczka oznajmia im, jednak że dziecka nie dostaną. Są za starzy.

Ciąża przebiega zupełnie normalnie. Iwona cały czas czuje się bardzo dobrze. Asia rodzi się w terminie, 18 lipca 1994 roku. Waży 3300 gramów i dostaje dziesięć punktów w skali Apgar. Jest wyjątkowo grzecznym, spokojnym dzieckiem. W ogóle nie płacze. 

 


hanower.Wydaje się, że mają wszystko. Są szczęśliwym małżeństwem. Zdrowie im dopisuje. Po pięknym, dużym domu biegają dwa psy. Pielęgnowany z troską przez Evę-Marię ogród jest pełen kwiatów. Spełniają się też zawodowo. Ahrend zarządza rodzinną firmą. Eva-Maria jest architektką wnętrz. Do pełni szczęścia brakuje im dzieci. Starania trwają jednak bardzo długo. – Po ośmiu poronieniach powiedziałam mężowi, że to wystarczy – mówi. Podejmują decyzję o adopcji. Przechodzą przez wszystkie możliwe procedury, jednak urzędniczka oznajmia im, że dziecka nie dostaną. Są za starzy. – Miałam wtedy 39 lat. Pamiętam, że powiedziałam jej: „To się jeszcze okaże”. W Niemczech jest bardzo mało dzieci, które można adoptować, a potencjalnych rodziców – wielu. 

Opowiada znajomej o swoich problemach. Okazuje się, że ta właśnie szuka rodziców adopcyjnych dla dziecka siostrzenicy swojej przyjaciółki. Dzięki temu przypadkowi Eva-Maria i Ahrend adoptują chłopca. – Wzięliśmy go do siebie, gdy miał trzy dni. Bardzo ostrożnie i powoli, może z sześćdziesiąt kilometrów na godzinę, jechaliśmy z tym skarbem autostradą do domu – śmieje się, wspominając tę sytuację. Chłopiec ma na imię Achaz. 

Eva-Maria rezygnuje z pracy. Odtąd będzie zajmować się dzieckiem.

Po przysposobieniu Achaza Eva-Maria i Ahrend nagle nadają się już na rodzinę adopcyjną. Jugendamt dzwoni do nich półtora roku później z pytaniem, czy chcą wziąć Annę. Po dwóch latach znowu się odzywa, z propozycją adopcji jeszcze jednego dziecka. – Ale mąż powiedział im, że nie możemy tego zrobić. Moja szwagierka chorowała na raka. Mąż wiedział już wtedy, że może się tak zdarzyć, że będziemy musieli zaopiekować się dziećmi jego brata – wspomina Eva-Maria. Szwagierka umiera w 1995 roku. Szwagier nie może sobie poradzić ze stratą. Dwa lata później idzie do lasu i popełnia samobójstwo. Zamiast trzeciego dziecka Eva-Maria i Ahrend adoptują jego trójkę dzieci. 

 


cieremki.Dom jest niewielki, ale pięknie położony wśród łąk i lasów. Cisza i spokój. Świeże powietrze. Do najbliższej miejscowości parę kilometrów. Pies szczeka, tylko kiedy przyjeżdża samochód po mleko do skupu. 

Łąki otaczające dom Iwony i Witka sąsiadują z Puszczą Ladzką. O świcie, gdy mieszkańcy jeszcze śpią, czasem zbliżają się do niego żubry. Do ich widoku Iwona już przywykła. Podobnie jak do dzików. Tych też jest całkiem sporo.

Iwona z Witkiem poznają się jeszcze jako dzieci. Mieszkają w sąsiednich wsiach. Szybko sobie uświadamiają, że chcą być razem. Kochają się, pasują do siebie. Po …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl