Esej

Europa i Polska wobec globalnego paradoksu

Choć coraz bliżej nam do brytyjskiego sceptycyzmu, Unia Europejska wciąż pozostaje dla nas naturalnym miejscem na Ziemi.

Przez blisko ćwierć wieku dominowało przekonanie, że rozwój Unii Europejskiej i Polski to dwa powiązane ze sobą, komplementarne procesy. Nie znaczy to oczywiście, że nie pojawiały się odmienne opinie.

W państwach Europy Zachodniej wielu przestrzegało przed rozszerzeniem Unii o Polskę, upatrując w tym zagrożenia dla dalszego pogłębiania integracji. Także w Polsce, pomimo dość powszechnego poparcia dla członkostwa w Unii, nie brakowało krytycznych czy sceptycznych głosów, niekoniecznie sugerujących zanegowanie sensu samej akcesji, ale sygnalizujących, że nie wszystkie aspekty integracji europejskiej muszą być dla nas korzystne. Od ponad dwóch lat mamy jednak do czynienia z sytuacją, w której w pełni do głosu dochodzi przeświadczenie, że w przyszłości droga rozwoju Unii i Polski nie musi się wcale pokrywać. Może dojść między nimi nie tyle do konfliktu, co do wyraźnego oddalenia się od siebie, rozejścia. Nowa sytuacja, która zaistniała w Polsce nie tylko za sprawą politycznej zmiany, ale także w związku z ujawnieniem się w pełni skutków kryzysu, jaki dotknął Unię (w postaci kryzysu euro i kryzysu migracyjnego), sprawia, że na pytanie o miejsce silnej Polski w silnej Europie coraz trudniej jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Czy oddzielne postrzeganie Polski i Unii jest jednak słuszne? Czy odpowiada ono faktycznej sytuacji? A przede wszystkim: czy jest dla nas korzystnym punktem wyjścia do konstruowania konkretnej polityki? 

Chcąc zrozumieć przyczyny przekonania o rozpadzie mariażu Unii i Polski, trzeba przede wszystkim spojrzeć na charakter zmian zachodzących w Europie i u nas. Unia w ostatnich ośmiu latach bardzo się zmieniła. Jeżeli przyjąć, że historia każdej politycznej struktury charakteryzuje się pewnymi etapami rozwoju, to tak jak w przypadku integracji europejskiej traktat z Maastricht z 1992 roku wyznacza moment wejścia w nową fazę polityki europejskiej, a upadek bloku wschodniego i zjednoczenie Niemiec w latach 1989–1991 otwiera okres nazywany pozimnowojennym, tak z kolei lata 2009–2016 znamionują już powolne przejście do nowego etapu, dla którego nazwy jeszcze nie mamy. Unia, do której Polska wchodziła w 2004 roku, oraz Unia dzisiaj, jaka wyłania się z kryzysu strefy euro i kryzysu migracyjnego, po brexicie i w kontekście nowych zbrojnych konfliktów w Europie Wschodniej, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce Północnej, to dwie całkiem odmienne rzeczywistości polityczne i społeczne. 

Trik politycznych elit, jakim jest zaproponowana przez Angelę Merkel i Emmanuela Macrona ucieczka do przodu i budowa pogłębionej integracji w mniejszym gronie państw, zdecydowanie nie wystarczy, by przywrócić Unii wewnętrzną …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Kup prenumeratę

FreshMail.pl