Wokół książek

Jak upada Francja. O fenomenie "żółtych kamizelek"

  • autor
  • Michał Matlak
Pięćdziesiąt lat po rewolucyjnym 1968 roku Francję znów zalała fala społecznego gniewu, który wstrząsnął obozem władzy i elitą kraju.
rysunek Dominik Nawrocki

Co najmniej od 1789 roku Francja jest bohaterką opowieści o upadku. Zazwyczaj były to narracje konserwatystów przerażonych Wielką Rewolucją i jej następstwami, ale ostatnio coraz częściej o upadku kraju mówi wystraszona globalnym kapitalizmem lewica. Zwykle więc nie pyta się o to, czy Francja upada, ale w jaki sposób.

Ostatnie miesiące dostarczają kolejnych sugestywnych obrazów, które stanowią tło do apokaliptycznych wizji. Trudno się dziwić, bo to faktycznie seria jak z powieści Michela Houellebecqa (w pewnym sensie nawet nie „jak”, ale po prostu z jego powieści): najpierw spektakularne, wielotygodniowe protesty ruchu „żółtych kamizelek”, a w kwietniu pożar narodowej katedry Notre Dame. 

Czasem nazbyt pospiesznie krytyka określa Houellebecqa mianem proroka. WPlatformieprzewidział wprawdzie zamach terrorystyczny na Bali, a jego zapowiedź islamizacji Francji, czyliUległość, została opublikowana w dzień zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, ale tym razem mamy do czynienia tylko z pewną zbieżnością wątków. 

Jego najnowsze dzieło –Serotonina– pokazuje protesty drogowe rolników przeciw europejskiej polityce rolnej, ale jest to przede wszystkim powieść egzystencjalna, o dojmującym smutku głównego bohatera. Szczęścia nie dają mu ani tradycyjne wartości, ani życie erotyczne, musi więc się posiłkować wymuszoną lekami produkcją hormonu serotoniny. Upadek Francji jest zatem u Houellebecqa upadkiem duchowym (a Francja służy tu zapars pro totoZachodu), jego książka to pieśń o niemożliwości szczęścia w zimnej ponowoczesnej kulturze, której symbolem staje się Unia Europejska – biurokratyczny, nieludzki moloch, odbierający narodom konieczne do życia libido. Dla autoraSerotoninyświat bez miłości i religii jest miejscem, w którym umiera się za życia. Ta pierwsza została zabita przez przekraczanie kolejnych obyczajowych granic (z czego zresztą skrzętnie korzysta większość bohaterów powieści), ta druga wyparowała z życia społecznego za sprawą fałszywego kultu racjonalizmu. Fałszywego dlatego, że człowiek nie ma z racjonalnością nic wspólnego.

Bunt rolników, na którego czele staje Florent-Claude, główny bohaterSerotoniny, tylko pozornie jest więc podobny do protestów „żółtych kamizelek”: dla Houellebecqa kryzys Francji to kryzys zachodniej duszy, jego siła jest odczuwalna na każdym szczeblu drabiny społecznej (bohaterami jego książek są zresztą zazwyczaj ludzie zamożni), tymczasem protest „żółtych kamizelek” obejmuje dwie warstwy społeczne: zubożałą klasę średnią i klasę robotniczą.

 


pięćdziesiąt latpo rewolucyjnym 1968 roku Francję znów zalała fala społecznego gniewu, który wstrząsnął obozem władzy i elitą kraju. Cały świat oglądał, jak centrum Paryża zamienia się w pole bitwy policji i protestujących, jak płoną wystawy drogich sklepów i restauracji na Champs-Élysées, jak zadyma narusza Łuk Triumfalny – kolejne święte miejsce Francuzów. Ostatnie miesiące przypominały karnawał – czas odwróconego porządku. 

Zaczęło się od protestu przeciwko podatkowi ekologicznemu na paliwo wprowadzonemu przez prezydentaEmmanuela Macrona. Jedną z inicjatorek była pięćdziesięciojednoletnia hipnoterapeutka Jacline Mouraud, która nagrała filmik oskarżający rząd i elity o gnębienie biednych obywateli i opublikowała go na Facebooku („Od dnia objęcia urzędu prześladował pan kierowców” – grzmiała do prezydenta). Jej nagranie, które trafiło do sieci w październiku, ma ponad sześć milionów odsłon i zostało udostępnione 242 tysiące razy. W kolejnym nagraniu Mouraud wezwała do ogólnokrajowych protestów. Podobnie zrobił trzydziestotrzyletni kierowca ciężarówek Éric Drouet, który też na Facebooku zaapelował o ogólnokrajową blokadę dróg w proteście przeciwko podwyżkom. Poskutkowało. 

Dla Houellebecqa kryzys Francji to kryzys zachodniej duszy, jego siła jest odczuwalna na każdym szczeblu drabiny społecznej.

17 listopada w całej Francji wyszły na ulice dwieście osiemdziesiąt dwa tysiące ludzi. Ich znakiem rozpoznawczym były kamizelki ratunkowe, które kierowcy muszą wozić w samochodach. Był to w istocie protest niższej klasy średniej mieszkającej w mniejszych miastach. To właśnie oni najbardziej potrzebują samochodów – nie mogą korzystać z dogodnego transportu wielkich metropolii, bo nie stać ich na kupno tamtejszych mieszkań. Do protestów nie przyłączyli się pochodzący z krajów Maghrebu mieszkańcy przedmieść, co może wskazywać na społeczne napięcie między białymi Francuzami a tymi, którzy pochodzą spoza Europy.

Rasowy charakter protestów najpełniejszy wyraz zyskał w otwartym antysemityzmie i rasizmie. Francuska publika była w szoku, gdy napotkany przez demonstrantów intelektualista żydowskiego pochodzenia Alain Finkielkraut (jego rodzice przyjechali z Polski) został obrzucony antysemickimi obelgami. To wyjątkowo paradoksalne, bo jako jeden z nielicznych francuskich intelektualistów poparł „żółte kamizelki”, uznając ich protest za okazję do debaty nad tożsamością kraju. Podobnych incydentów było zresztą dużo więcej. I choć nie da się wyczytać rasizmu z oficjalnych deklaracji ruchu, to potępienia ataku na Finkielkrauta też nie uświadczyliśmy. …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl