Opowiadanie

Lekcje tańca

  • autor
  • Wioletta Grzegorzewska

W czwartek, 5 lutego 1987 roku Serafin Walo obudził się po wschodzie słońca i jakiś czas gapił się bez celu w sufit. Cisza, przerywana miarowym tykaniem zegara i pomiaukiwaniem kota, zaczęła go drażnić. Wygramolił się spod pierzyny, usiadł na łóżku i włączył stojące na szafce nocnej radio. Z potoku słów spikera wychwycił strzępy informacji o tragedii w mysłowickiej kopalni, gdzie poprzedniego dnia w wyniku wybuchu metanu i pyłu węglowego śmierć poniosło siedemnastu górników. W zimowy i przejrzysty poranek zdziwił go zwrot „ponieść śmierć”. Zerknął na oprawioną w srebrną ramkę fotografię ojca, którego nie pamiętał, bo gdy Serafin miał dwa lata, stary zginął w kopalni. Jak ci górnicy.

rysunekMałgorzata Łukasiewicz-Tyczyńska

Potem pomyślał ze złością o matce, która kolejny raz zostawiła go samego w domu na całe ferie i pojechała do Zakopanego z wąsatym typem poznanym na zabawie choinkowej. Głodny kot nie dawał za wygraną, zakradł się do pokoju i drapał meblościankę, więc Serafin zwlókł się z łóżka, wsunął na zziębnięte nogi gumiaki, zarzucił kurtkę na ramiona, owinął szyję szalikiem i przeszedł przez drzwiczki prowadzące z sieni do chlewa. Tam wiązką słomy obtarł boki krowy ze strąków zaschniętego łajna, usiadł na drewnianym stołeczku i przyłożył głowę do boku zwierzęcia w poszukiwaniu rytmu serca. Pociągnął za strzyki i strugi mleka uderzyły o dno cynowego wiadra. Kiedy skończył doić, podłożył krowie siana, nalał kotu mleka na spodek, przystanął przy grzędzie, pozbierał do kieszeni jajka z gniazd i poczłapał do kuchni. Zanim zdołał napalić w piecu, minęła jedenasta. Zrobił sobie na śniadanie jajecznicę, potem wrócił do łóżka i przykryty po uszy pierzyną sięgnął po Szekspira.

darowizna na rzecz fundacji pismo

– Jakże podobna zimie ta rozłąka z tobą/ Po naszym wspólnym, słodkim, lecz ulotnym lecie!/ Jakiż ziąb we mnie rośnie z każdą mroczną dobą!– przeczytał na głos ulubiony sonet dziewięćdziesiąty siódmy, a przed jego oczami pojawiła się postać trzydziestoletniego instruktora, pana Darka, który od kilku tygodni prowadził lekcje tańca towarzyskiego w gminnym ośrodku kultury. Pan Darek, ubrany jak zwykle w koszulę w kratkę, granatową muszkę i dopasowane sztruksy, pląsał w sali, prezentując kroki walca wiedeńskiego. Nie należało ciągnąć tej myśli. Serafin zerwał się z łóżka i uciekł do kuchni.

Ta już zdążyła się wychłodzić. Wzdrygnął się od zimna. W takie lutowe dni miał wrażenie, że ziąb domu – może powodem były ściany z kamienia wapiennego, a może bliskość stawu – staje się ziąbem pierwotnym. Jakby wydobywał się przez studnię z wnętrza lodowca, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl