Z Pismem u...

Marcin Masecki. Dźwięk przenosi w czasie

Jazz z lat 30. może pomóc w budowaniu naszej tożsamości. To jest nasza klasyka, na równi z Chopinem - twierdzi Marcin Masecki.
rysunki Iza Dudzik

Pewnego dnia dostał zlecenie, żeby nagrać muzykę. Poszukując przestrzeni do nagrań – bo od dwóch lat dzieli swoje życie między Warszawę a Berlin i w tym drugim mieście nie znalazł jeszcze odpowiedniego miejsca – wklepał w Google hasło: „studio berlin piano”. Zerknął na zdjęcia z wyników wyszukiwania, wybrał salę, poszedł nagrywać. W przerwie usiadł z herbatą i wtedy na ścianie studia zobaczył zdjęcia największych muzyków XX wieku. Zaczął się zastanawiać, gdzie właściwie trafił. Zapytał o to realizatora Philipa Krausego. Ten odpowiedział, że są w Emil Berliner Studios, miejscu nazwanym na cześć człowieka, który pod koniec XIX wieku wynalazł gramofon. Fonograf Edisona umożliwiał zapisywanie dźwięku początkowo na arkuszach cynowej folii nawiniętej na stalowy walec, a później na wałkach z celuloidu. Dopiero Emil Berliner stworzył płaską płytę z szelaku (rodzaju żywicy), którą można było produkować na skalę masową. W 1898 roku wspólnie z bratem Josephem założył pierwszą na świecie wytwórnię płytową: Deutsche Grammophon.

Marcin Masecki

(ur. 1982), pianista wykonujący muzykę jazzową i poważną. Współpracował z takimi artystami jak Tomasz Stańko, Michał Urbaniak, Wojciech Waglewski, Hal Crook czy Dave Samuels. Od kilkulat współpracuje z wydawnictwem Lado ABC. Jest laureatem licznych nagród, w tym dwóch Fryderyków (2008 i 2012) oraz Paszportu „Polityki”.

Słuchając tej opowieści, Marcin robił coraz większe oczy. Wyjaśnił, że razem z kolegą nagrywa muzykę przedwojenną. – Naprawdę? Bo my tu mamy mikrofon z 1924 roku! – zawołał Philip. Wtedy stało się jasne, że bohaterem drugiej płyty Jazz Bandu Młynarski-Masecki będzie właśnie on: Rolls-Royce wśród mikrofonów.

 


jan młynarskiw czarnym fraku, z białym kwiatem w butonierce; reszta zespołu w smokingach, białych koszulach, w muchach. Wszyscy jakby niedzisiejsi, ze staroświeckimcharmem. Kiedy wychodzą na scenę, można przeżyć podróż w czasie. Piosenki, które zapowiada, a potem śpiewa Młynarski, opowiadają o tym, co fascynowało przedwojenną Warszawę: o zakazanych miłościach, niezapomnianych nocach, egzotycznym Abdulu, ekscentrycznej New York Baby i jej rozświetlonym neonami mieście. Ich interpretacje wyróżnia humor, urok i muzyczna wirtuozeria – słychać to zwłaszcza w żywiołowych improwizacjach. Publiczność szaleje. Nawet gdy koncert odbywa się w sali z miejscami siedzącymi, słuchaczom trudno usiedzieć w miejscu: tańce, brawa i wiwaty – tak wyglądają wieczory z utworami zNocy w wielkim mieście, pierwszej płyty Jazz Bandu Młynarski-Masecki.

Z Marcinem Maseckim spotykam się pewnej wiosennej soboty. Dzień wcześniej wrócił z koncertu w Międzyzdrojach, wieczorem ma już kolejny występ. Rozmawiamy w jego mieszkaniu w przedwojennej kamienicy w centrum Warszawy. Siedzimy przy dużym, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Artykuł ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (09/2019) pod tytułem Z Pismem u... Marcina Maseckiego, którego dźwięk przenosi w czasie.

FreshMail.pl