Opowiadanie

#miłość

Nie wierzę już w #miłość – mówi, wydmuchując w moim kierunku chmurę papierosowego dymu, tak wielką, że przez chwilę już nie wiem, czy oddycham nią, czy dalej smogiem.

– Lepiej późno niż wcale – odpowiadam.

Mój stosunek do całej sprawy od jakiegoś czasu charakteryzował daleko posunięty sceptycyzm. Dokładniej od czasu, gdy musiałam się rozwieść po ekspresowym małżeństwie – motyle żyją chyba dłużej, niż ono trwało. 

SalomeX – to ksywa mojej przyjaciółki na Instagramie – stoi naprzeciwko mnie i nerwowo porusza dłonią, w której trzyma papierosa, jakby dawała komuś znaki dymne. Jej oczy są ciemne jak kulki jałowca. Przypominają oczy mojego eksmęża; przez chwilę wyobrażam sobie, że gram nimi w bilard i rozbijam bank. 

– Cóż jest przyczyną twojego zwątpienia? – pytam. – Uważaj z tym wszystkim, bo będziesz jak miedź brzęcząca – śmieję się serdecznie, chcąc rozładować atmosferę, ale SalomeX jako osoba nerwowa nie podziela mojego entuzjazmu, jej twarz marszczy się w napadzie wrogości, jakbym wydarła jej z rąk ostatnie ciasteczko z haszem i połknęła je niczym wąż mysz. – No dobra, gadaj, co się stało – próbuję ją udobruchać. Całe życie z wariatami, mam pewną wprawę. 

– On się stał – mówi. – Ten, z którym byłam trzy miesiące, do czasu, gdy mu wyskoczyła nowa para na Tinderze. Wtedy już z nim nie byłam, bo zaczął być z nią. Nie wiem, co mnie, kurwa, podkusiło, żeby wtedy, po wyborach do rady miasta, bo miało to miejsce w ten dzień, skręcić w tę drogę przez park. Tym samym bowiem otworzyłam puszkę …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl