Opowiadanie

#miłość

  • autor
  • Patrycja Pustkowiak

Nie wierzę już w #miłość – mówi, wydmuchując w moim kierunku chmurę papierosowego dymu, tak wielką, że przez chwilę już nie wiem, czy oddycham nią, czy dalej smogiem.

– Lepiej późno niż wcale – odpowiadam.

Mój stosunek do całej sprawy od jakiegoś czasu charakteryzował daleko posunięty sceptycyzm. Dokładniej od czasu, gdy musiałam się rozwieść po ekspresowym małżeństwie – motyle żyją chyba dłużej, niż ono trwało. 

SalomeX – to ksywa mojej przyjaciółki na Instagramie – stoi naprzeciwko mnie i nerwowo porusza dłonią, w której trzyma papierosa, jakby dawała komuś znaki dymne. Jej oczy są ciemne jak kulki jałowca. Przypominają oczy mojego eksmęża; przez chwilę wyobrażam sobie, że gram nimi w bilard i rozbijam bank. 

– Cóż jest przyczyną twojego zwątpienia? – pytam. – Uważaj z tym wszystkim, bo będziesz jak miedź brzęcząca – śmieję się serdecznie, chcąc rozładować atmosferę, ale SalomeX jako osoba nerwowa nie podziela mojego entuzjazmu, jej twarz marszczy się w napadzie wrogości, jakbym wydarła jej z rąk ostatnie ciasteczko z haszem i połknęła je niczym wąż mysz. – No dobra, gadaj, co się stało – próbuję ją udobruchać. Całe życie z wariatami, mam pewną wprawę. 

– On się stał – mówi. – Ten, z którym byłam trzy miesiące, do czasu, gdy mu wyskoczyła nowa para na Tinderze. Wtedy już z nim nie byłam, bo zaczął być z nią. Nie wiem, co mnie, kurwa, podkusiło, żeby wtedy, po wyborach do rady miasta, bo miało to miejsce w ten dzień, skręcić w tę drogę przez park. Tym samym bowiem otworzyłam puszkę z Pandorą – tak właśnie mówi, popełniając mój ulubiony błąd. – Zobaczyłam ich w mojej dzielnicy wysiadających z auta. Może też właśnie spełnili swój obywatelski obowiązek i teraz wracali do domku wyjeść cały swój miód manuka jedną łyżką, a potem uprawiać równie słodki, przyjacielski seks?! – mówi wzburzona, a ja mimowolnie rozglądam się dokoła. Stoimy właśnie w jej dzielnicy, na Starym Żoliborzu, wśród wiekowych domów. Na kilku gankach dostrzegam duże, wydrążone dynie, w które włożono świeczki, i kiedy znów wracam wzrokiem do wzburzonej SalomeX, mocą analogii zaczynam myśleć, że jej głowa przypomina główkę kapusty, w którą włożono racę – mam wrażenie, że zaraz eksploduje i liście pierdolną wkoło, na te stare domy. A wtedy ona daje dalej: 

– „Musiał się tu przeprowadzić z tą swoją raszplą?” – pytałam samą siebie w rozpaczy. Ta dzielnica jest za mała dla nas dwojga. To miasto jest dla nas dwojga za małe! Widziałam ich, jak wysiadali z auta i brodzili po mokrych liściach, zbutwiałych jak ja w środku. Mówię ci, jakby mnie rozkroić, to tam było zepsute mięso, lewy tatar z człowieka. Moje serce to była źle sprawiona ryba fugu – pływało we krwi, której mi napsuł. Wszystko we mnie było trujące, rozpaczliwe. Stałam z boku oparta o drzewo i obejmowałam je jak boję – ten park to było zasrane morze, w którym tonęłam. Rude morze liści, brodziłam w nim po kostki, wiedząc, że zaraz zatonę, ten chodnik rozstąpi się pode mną i wyląduję tam, na dole, dołączę do innych warszawskich zwłok, którymi to miasto jest wytynkowane.

– Obstaw chmurę – mówię i sztacham się podanym mi …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl