Opowiadanie

Nigdy więcej Capri!

Hotelowy gong wzywający na obiad zadźwięczał po raz trzeci. Nastąpiło kilka chwil ciszy, w których znudzeni, lecz dobrze wychowani turyści czekali za drzwiami, by nie wyjść na zbyt głodnych – a potem nagle korytarze i schody wypełniły się zniecierpliwionym gwarem. W jednym momencie tłum wmaszerował do jadalni, szczęśliwy, że wreszcie będzie miał co robić. 

Restauracja ta być może nie wydawałaby się tak całkiem ponura, gdyby z uporem nie próbowała udawać, że jest czymś więcej niż zwykłą jadłodajnią. Nad wejściem, w ramie ozdobionej secesyjnym ornamentem, przedstawiającym lilie wodne, naga dziewica bawiła się z wężem, a wokół niej najróżniejsze anemicznie nadprzyrodzone postaci grały na fletach. Na przeciwległej ścianie powieszonoIch pierwsze spotkaniew nazbyt bengalskim blasku księżyca. 

rysunki Iza Dudzik

Siedząca naprzeciwko swego zaczytanego w gazecie męża pani Grönros szczerze nie znosiła zupy, męża, w ogóle całego Capri. Nie mogła pojąć, dlaczego te malowidła tak potwornie ją irytują. Po prostu czuła, jak z niej drwią. Naśmiewają się, ponieważ dała się nabrać na całą tę przeklętą wyspę, na której z dnia na dzień miała coraz silniejsze wrażenie, że się ją szufladkuje jako kolejny, numerowany okaz w podróży poślubnej. Wiedziała, że wszyscy siedzący przedIch pierwszym spotkaniemsą nowożeńcami. Rodziny usadzono na środku sali, natomiast samotnych turystów rozważnie wciśnięto w okienne wykusze, plecami do ściany. 

Dlaczego, na Boga, nie pojechali na Wyspy Kanaryjskie, do Estonii albo do Marsylii, gdziekolwiek, gdzie wszystko nie było tak potwornie świadomie ustawioneà la tourist? I czy Albert nie mógłby jej zabrać do zwykłej włoskiej knajpy, gdzie romantyczności nie trzeba wieszać na ścianach ani egzekwować na rachunku, bo ta po prostu unosi się w powietrzu, jest w spaghetti – pani Grönros sama nie wiedziała – ale atmosfera jest tam, zupełnie naturalnie, nie trzeba się jej wstydzić ani czuć się jak idiota.

„Grochówka” – rozmyślała ironicznie pani Grönros. Klopsiki iMehlspeise mit Schlagsahne. Rzetelnie, obficie i śmiertelnie nudno. Dookoła higienicznie i biało w aryjski sposób, a pośród importowanych jeden przecudnej urody włoski kelner, dalej …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Kup prenumeratę

Późną wiosną 1939 roku Tove Jansson podróżowała samotnie po Włoszech, gdzie z dnia na dzień coraz wyraźniej odczuwała politycznie napiętą atmosferę. Trafiła między innymi na przepełnioną turystami wyspę Capri. Zainteresowanego czytelnika odsyłamy do książki Listy Tove Jansson w przekładzie Justyny Czechowskiej, wydanej przez Marginesy w 2016 roku. Opowiadanie powstało w 1939 roku po powrocie autorki do domu, w polskim przekładzie ukazuje się po raz pierwszy. © Tove Jansson 1939, Moomin Characters ™

FreshMail.pl