Opowiadanie

No to cyk

Tadzik roztaczał opiekę nad okryciami wierzchnimi od września do początku maja. W przychodni lekarskiej przy ulicy Leszno posłuch miał znikomy, szacunkiem również cieszył się żadnym. Wszystko przez dziecięcą aparycję i spojrzenie zezujące, osobowość łagodną i konfliktów nieznoszącą. Przeto łatwo było Tadzika zlekceważyć, zrzucić na niego winę za zgubiony parasol albo rękawiczkę bez pary. Tadzik wszystko znosił ze spokojem, a przy tym gen gawędy odzywał się w nim wyraźnie. Buzowały w nim barwne opowieści o starej Warszawie, tylko zawsze brakowało mu słuchaczy, a słuchaczom – czasu. W przerwach w ruchu chorych lub cierpiących na starczą hipochondrię rozwiązywał krzyżówki. Ołówkiem, dzięki czemu jedną po …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl