Opowiadanie

Stara wiosna

  • autor
  • Paweł Sołtys

Jest gdzieś pewnie skład na wiosny, które już minęły. Zwinięte w rulon, blakną tam i szarzeją, tracą zapach i schną. Ale po to jesteśmy ludźmi, by móc jedną z tych wiosen zabrać na trochę stamtąd, odwinąć ją, chuchnąć, potrzeć, uczynić z niej wiosnę-Łazarza, oczywiście na chwilę, oczywiście to świętokradcza kpina, ale nie ma na to rady. Byłem już wtedy po lekturze tysiąca książek – a może i więcej – a wiele z nich miało na mnie ogromny wpływ, powodowały, że chciałem inaczej żyć, zmieniać się, zapładniały mnie marzeniami o możliwych życiach, o miłości, szaleństwach i tak dalej. Bywałem dzięki nim w innych miastach, epokach i światach, bywałem, przede wszystkim, kim innym, zmieniałem wygląd, poglądy, płeć i wiek, słowem, dawały mi to wszystko, co książki mogą dać. Miałem siedemnaście lat i coś do zrobienia, nie pamiętam co. 

Jakieś papiery gdzieś złożyć albo co gorsza coś skądś odebrać? Nie wiem. Wiem, że kwiecień się rzucił do roboty po swojemu, nagle, kwitło wszystko, naświetlały się ulice, jakby ktoś po trzymaniu przez całą zimę miasta w ciemni teraz je …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl