Opowiadanie

Ulga

  • autor
  • Natalia Fiedorczuk-Cieślak

Drzwi balkonowe są uchylone. W ogródku walają się sterty dziecięcych śmieci. Plastikowe, wyblakłe, niedawno jeszcze w pstrokatych, dziecinnych kolorach zieleni kiwi, różu, pomarańczu. Zwożone przez znajomych i dziadków lub wybierane małą rączką w sklepie z chińskim badziewiem na nadmorskim deptaku. Wózek z plastikowym dyszlem pełen zaschniętego błota.

<iframe width=”100%” height=”20″ scrolling=”no” frameborder=”no” allow=”autoplay” src=”https://w.soundcloud.com/player/?url=https%3A//api.soundcloud.com/tracks/441011916%3Fsecret_token%3Ds-lnaeG&color=%23e4087e&inverse=false&auto_play=false&show_user=true”></iframe>

Rzucona niedbale na ostro zakończone druciane ogrodzenie bluzeczka w paski. Wypłowiała od słońca, z zaschniętymi plamami drży lekko od podmuchów wiatru. Dziecięcy wózek stojący w poprzek ścieżki prowadzącej do furtki ogródka. Jasna tapicerka budki podeszła pleśnią, ciemne maleńkie plamki wyglądają jak rój meszek. Nie da się ich strzepnąć, strząsnąć, rozgonić. Boczne kółka od dziecięcego rowerka, mały i brudny kask. Oczywista wręcz goła lalka bobas z brudną twarzą…

Chyba bardziej krzepiąca byłaby świadomość, że ktoś opuścił ten dom w pośpiechu, w strachu, niedokładnie spakowany, może w środku nocy. Tymczasem tutaj dokonuje się rozkład stopniowy, trwający miesiące i lata, rozkład znacznie trudniejszy do pojęcia, do wytłumaczenia. Ślady życia, które zwinęło się gwałtownie i w energicznej desperacji, dawać mogą jakąś cichą nadzieję, że w pozostałą swoją część życie to wkracza z mocą rozpędzonego uciekiniera – uporczywego, heroicznego uchodźcy.

rysunek Izabela Kaczmarek-Szurek

Tymczasem dziecięcy śmiech, popłakiwanie, trzaskanie garnkami, kobiece zrzędzenie, zgrane w jeden chór odgłosów domu obok, domu, w którym coś się toczy, coś, co nas poniekąd zabezpiecza i koi – to wszystko zamierające na naszych oczach, ulegające stopniowej degradacji, tak strasznie złości. Mimochodem zauważasz, że dźwięków dochodzących od tamtej strony płotu jest coraz mniej. Nikną i giną. W tamtym domu znajduje się czakram, od którego odkleja się materia, błąd systemu, czarna dziura. W tamtym domu znajduje się antymateria. Zatacza coraz szersze koła, wpełza w szparę naszych drzwi, stopniowo pożerając wycieraczkę i stojącą przy wejściu roślinę doniczkową.

Karolina rozwiesza pranie i patrzy w tamtą stronę. Walczy z chęcią, by przeleźć przez płot i posprzątać, poskładać to rozrzucone badziewie. „Może kupimy pergolę, puszczę po niej jakieś wino, czy coś – myśli – żeby nie widzieć tego, co tam się dzieje. Muszę pojechać do marketu i zobaczyć, jakie mają; zobaczę też takie pudła ogrodowe i może wejdę tam i to poskładam. Nie mogę na to patrzeć”. 

Zaczyna ją ściskać w przełyku. Pamięta swoje czekanie na matkę, kiedy miała trzynaście lat. Zostawała w domu sama na kilka dni. Matka brała podwójne dyżury, nie czując potrzeby informowania o tym córki. Pamięta to nieprzyjemne ukłucie po przebudzeniu się w ciszy, kiedy nie słyszy krzątania, nawet przekleństw rzucanych w pośpiechu w poszukiwaniu klipsa czy paska do spódnicy. Matki było już coraz mniej, coraz rzadziej, rozmywała się w trzaśnięciach drzwiami, rzadkiej obecności w szkole na wezwanie wychowawcy. Czasem na złość wszystkiemu, na złość tej nieobecności, Karolina rzucała brudne majtki na podłogę i całymi dniami nie zmywała naczyń. Wtedy, po niezapowiedzianym powrocie, miała zagwarantowaną awanturę z wrzaskami i wyzwiskami. Zawsze to coś, zawsze to jakiś kontakt. I chociaż później leżała sztywno w łóżku, okryta kołdrą po czubek głowy, z twarzą opuchniętą i czerwoną od płaczu, bo czuła, że miała ją przez chwilę dla siebie i tak strasznie się za to nienawidziła, prawie tak samo jak nienawidziła wtedy matki.

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Fragment powieści Natalii Fiedorczuk-Cieślak pt. Ulga, która ukaże się 23 maja nakładem wydawnictwa Wielka Litera.

FreshMail.pl