Esej

Unia stworzyła najniebezpieczniejszy szlak migracyjny świata

Unia Europejska nie rozwiązała problemu migracji. Odsunęła go od swoich granic, skazując uchodźców na cierpienie w Libii.
rysunek Anna Piesiewicz

Sapirowi nigdy nie udało się dotrzeć do Europy. Ale kiedy o niej mówi, jego oczy błyszczą. W jego Europie nie ma rasizmu, a każdemu, bez względu na religię i narodowość, należy się szacunek – po prostu dlatego, że jest człowiekiem. W Europie każdy może się kształcić, ma możliwość rozwoju i znalezienia pracy, która zapewni mu utrzymanie. 

Sapira poznałam w ośrodku dla migrantów na granicy tunezyjsko-libijskiej, dokąd uciekł po wielu miesiącach tortur i wyzysku w Libii. Jego marzenie jest tak samo silne jak przed dwoma laty, kiedy rozpoczął swoją pielgrzymkę ku Europie – pomimo tego, że ta zatrzasnęła przed nim drzwi. Polityka migracyjna Unii Europejskiej, porażka wspólnych inicjatyw w tym zakresie i antyimigrackie nastroje, do których w dużej mierze przyczyniło się stanowisko Polski i innych krajów naszego regionu, skazały Sapira i setki tysięcy innych migrantów uwięzionych w Libii na bezprawną przemoc. 

Sapir pochodzi z Erytrei, w której panuje jedna z najcięższych dyktatur świata, gdzie tysiące ludzi przebywają w więzieniach bez wyroków i prawa do procesu, nie działają żadne niezależne media, a każdy dorosły obywatel może zostać w dowolnej chwili powołany bezterminowo do armii. W czerwcu 2016 roku śledczy ONZ oskarżyli erytrejski rząd o to, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza popełniał zbrodnie przeciwko ludzkości na własnych obywatelach, między innymi w formie niewolnictwa, gwałtów i tortur. Ojciec Sapira, który był działaczem opozycji, uciekł przed represjami do sąsiedniego Sudanu z żoną i dwoma synami. Niedługo potem zmarł, a na szesnastoletnim Sapirze spoczęła odpowiedzialność utrzymania rodziny. Robił, co mógł, żeby sprostać zadaniu – zatrudnił się jako tragarz, pracował w pralni, w sklepie spożywczym i herbaciarni. Ale jako Erytrejczyk był traktowany jak obywatel drugiej kategorii; nie miał szans na edukację ani lepszą pracę. Kiedy jego młodszy brat zachorował na białaczkę, nie mógł zapłacić za jego leczenie. Chłopak zmarł.

Wtedy Sapir obiecał sobie, że nie pozwoli na to, żeby taka sytuacja przytrafiła się ponownie komukolwiek w jego rodzinie – ani mamie, ani przyszłej żonie lub dzieciom. Rozwiązanie problemu wydawało się być na wyciągnięcie ręki. W jego dzielnicy działała grupa młodych Sudańczyków, którzy obiecywali zdesperowanym nastolatkom lepsze życie w Europie – oczywiście za odpowiednią opłatą.

Droga do raju wiodła wprawdzie przez piekło Libii, ale Sapir był zdeterminowany, a przemytnicy obiecywali mu, że do Europy przedostanie się bez problemu na jednej z łodzi. Kiedy dotarł do granicy Sudanu i Libii w styczniu 2017 roku, miał dwadzieścia jeden lat, a w głowie wizję godnego życia.

Nie wiedział jednak, że na przeprawę do Europy wybrał wyjątkowo niefortunny moment. Miesiąc po jego przyjeździe do libijskiej Al-…

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Tekst powstał w ramach projektu SILENCE HATE. Wyłącz nienawiść. Zmiana języka może zmienić świat, który ma na celu zwalczanie i zapobieganie mowie nienawiści w internecie wymierzonej w uchodźców i migrantów. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską w ramach programu Prawa, równość i obywatelstwo.   Więcej informacji: amnesty.org.pl

FreshMail.pl