Wokół książek

Wklejeni w widok

  • autor
  • Zofia Król
Chodzi się ze względów zdrowotnych, politycznych, towarzyskich albo intelektualnych. Współczesne wędrówki jednak coraz częściej bywają formami sprzeciwu wobec odrealnionego świata.
rysunekJustyna Frąckiewicz

W  Ogrodzie rozkoszy ziemskich, tryptyku niderlandzkiego malarza Hieronima Boscha, otoczony ciasnym tłumkiem wyznawców ogromny owoc staje się obiektem kultu, a w samym dole obrazu, blisko ramy, trupioblada postać w liściu na głowie łapczywie wgryza się w skórkę i wtula nagim ciałem w łachoczący meszek. Poziomki kwitną zwykle między kwietniem a czerwcem, chwilę później pojawiają się owoce, lekko wydłużone, ale drobne i kuliste. Wysypane z dzbana czy słoika, toczą się po stole każda w swoją stronę. Nie obracają się wokół własnej osi i nie zmieniają nagle raz obranego kierunku, jak to bywa z owocami o mniej regularnych kształtach. Zarówno w Polsce, jak i na stokach Quantock Hills w hrabstwie Somerset, których roślinność będzie nas tu przez chwilę interesować, występują dziś rzadziej niż w końcu XVIII wieku. Upodobały sobie słoneczne granice lasów i łąk, z widokiem na (w miarę upływu lat coraz mniej odległy) horyzont. W czasach, kiedy po stokach spacerowała poetka i pisarka Dorothy Wordsworth – oraz jej dwóch częściej później przez historię wspominanych towarzyszy – było ich tam w każdym razie bardzo wiele. Pojawiają się wielokrotnie na kartach dzienników, które prowadziła na przełomie wieków. Prawie dwieście lat później poziomka trafiła także na okładkę ich kolejnego wydania w edycji Oxford Paperbacks. Akwarela niemieckiej ilustratorki Elsy Felsko przedstawia wersję podręcznikową: owoce i kwiat występują równocześnie, zielone listki rozchodzą się równomiernie na wszystkie strony, a wyrwane z ziemi korzonki zostały poprawnie rozczapierzone.

 


poziomka pod żywopłotem.Zbierane latem, poziomki zajmują ważne miejsce w rozpisanej na dni dziennika, niemal sielankowej opowieści: oto brat, siostra i ich towarzysz wędrują po lasach, podsłuchują ptaki, wylegują się nad wodą, obserwują fazy porostu mchu i pozostawione przez owce na sztachetach płotów kłęby futra. Trzykrotnie Dorothy wypatruje jednak kwitnące poziomki także zimą. W Wigilię Bożego Narodzenia 1802 roku notuje, że znalazła na spacerze wzdłuż jednego z jezior kwitnącą gałązkę. W styczniu tego samego roku zauważa kwiatek poziomki na skale u brzegu jeziora Grasmere. Kwiat tkwi na łodydze o rozwiniętych dopiero do połowy liściach i Dorothy w pierwszym odruchu zrywa roślinę, żeby od razu, zatroskana nagle o to rodzące się wbrew okolicznościom życie, wsadzić z powrotem do ziemi. Jednak pierwsza zimowa poziomka, która trafiła na karty dziennika, została znaleziona już w czasach najbardziej poetycko płodnych wspólnych spacerów, 4 lutego 1798 roku, pod pewnym żywopłotem po drodze z Alfoxton House do Nether Stowey, dokąd Dorothy odprowadzała Samuela Coleridge’a. W tym samym akapicie śpiewa skowronek, kwitną leszczyny, a spod traw wyglądają stokrotki. Łagodny klimat Wysp nie do końca wyjaśnia te przyrodnicze ewenementy.

Dzienniki Dorothy Wordsworth

Biografowie twierdzą zresztą, że Coleridge był w pierwszych dniach lutego gdzie indziej – być może fragmenty są po prostu błędnie datowane. Brakuje jednak podobnego wytłumaczenia w przypadku grudniowej i styczniowej poziomki. Dociekanie, skąd wzięły się one w zimie, choć pasjonujące, musimy tu, niestety, porzucić i poprzestać na uwadze, że w świecie Dorothy Wordsworth zimowe poziomki – jeszcze przecież pozbawione owoców – to właśnie odróżnia od pospolitych letnich, że zostają podczas spacerów dojrzane w swojej pojedynczości, nie jedynie wspomniane w liczbie mnogiej pomiędzy innymi radościami. 

Gdzie dokładnie mógł się znajdować ów żywopłot, pod którym rosła datowana na luty poziomka? Internetowy przewodnik Nether Stowey Footpath Group radzi skręcić w prawo na wzgórza tuż przed drogą A39, którą można dziś dojechać z Alfoxton House do Coleridge Cottage w siedem minut, nawet biorąc pod uwagę światła przed skrętem w Lime Street. Zdjęcia tej okolicy na Google Street View były robione latem, więc prawdopodobieństwo znalezienia poziomek na ekranie jest spore. Żywopłoty ciągną się wzdłuż wąskich dróżek już na początku trasy, kiedy wyruszam pomarańczowym ludzikiem spod domu Dorothy i Williama w Holford. Niedaleko za wyjściem z lasu, blisko już Nether Stowey, stojący na rozsuwanej drabinie mężczyzna manipuluje przy parapecie na pierwszym piętrze otynkowanego na czerwonawo domu. Jak większość postaci uchwyconych przez Google’a, nie ma zapewne pojęcia, że właśnie trafił na zawsze do archiwów gigantycznej mapy. Ubrany w jasne dżinsy i białą koszulkę, skupiony na pracy, mógłby się znaleźć na jednej z nostalgicznych fotografii Jacqui Kenny, Amerykanki z agorafobią, która tworzy fotoreportaże z całego świata, podróżując wyłącznie za pomocą Google Street View i przycisku komputerowej myszki. 

Wspólne spacery Dorothy, Williama i Samuela dały początek wydanym w 1798 rokuBalladom lirycznym, które ustanowiły symboliczny początek brytyjskiego romantyzmu. W tym samym roku, w odległym prawie w równej linii o dwa i pół tysiąca kilometrów na wschód Zaosiu albo pobliskim Nowogródku urodził się zresztą pewien bobas, także twórca otwierających nową epokę ballad. William i Dorothy spacerowali regularnie jeszcze przez całe lata – razem, osobno, w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Bezpośrednio wiązał się z chodzeniem także wyłożony we wstępie doBallad…sławny zamysł literacki Wordswortha, żeby w poezji posługiwać się językiem codziennym, możliwie najprostszym i najbliższym mowie zwykłych ludzi. W kontekście zamiłowania do zwykłości zabawnie brzmi znaleziony w archiwach internetu opis hotelu, który działał jeszcze do początku lat dwutysięcznych w Alfoxton House. „Alfoxton oferuje przystań z dala od zgiełku dnia codziennego”. Wciąż też dostarcza „wspaniałych możliwości pieszych wycieczek”. Podobno jednak hotel się nie opłacał i dom przeszedł w ręce prywatne. Na Google Street View w ogóle nie widać go zza muru. 

 


wyjście w krajobraz.Kiedy William – ze względu na pogodę lub chorobę – nie mógł robić dalekich wycieczek, chodził podobno w tę i we w tę, układając kolejne linijki do wytwarzanego przez ciało rytmu. Rebecca Solnit, autorka nie tylko znanych feministycznych esejów, ale i książki o chodzeniuZew włóczęgi. Opowieści wędrowne, cytuje także fragment jednego z esejów De Quinceya, w którym ten wychwala zgrabne i sprawne nogi Wordswortha, obliczając, że przez całe życie przebyły od 175 do 180 tysięcy mil angielskich. Oznaczałoby to, że poeta jezior okrążył Ziemię wzdłuż równika mniej więcej siedem razy. Dla badacza historii chodzenia znacznie ciekawsze są jednak nogi Dorothy, i to nie tylko dlatego, że należały do kobiety, a o pamięć o kobiecych głowach i nogach – w innej roli niż ta zwykle im przypisywana – należy się nieustannie upominać. Przede wszystkim dlatego, że dla Williama chodzenie stanowi głównie sposób na tworzenie, zaś na kartach dzienników Dorothy jest nieustannie tematyzowane: samo słowowalkingpojawia się tu w różnych formach aż 443 razy. Podstawową informacją, jakiej siostra poety udziela czytelnikom prawie każdego dnia, jest to, czy w tym dniu chodzili, czy też nie chodzili: jeśli tak, następuje choćby krótki opis wycieczki; jeśli nie, zwykle podaje także przyczynę – nie z chodzenia, ale z niechodzenia trzeba się tu tłumaczyć. 

Ta informacja – chodzili czy też nie chodzili – nabiera tu szczególnej wagi. Połączenie jednoznaczności – tak lub nie – z powtarzalnością nadaje relacjom autorki z czytelnikiem regularne metrum i czyni jej …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl