Opowiadanie

Zabierz mnie na randkę, proszę

  • autor
  • Sylwia Chutnik

Babcia kazała Magdzie znaleźć sobie chłopaka. Określała to jako „zrobienie czegoś ze swoim życiem”. Magda kochała babcię i chciała sprawić jej przyjemność. Starała się z kimś związać, ale ciągle trafiała tylko na gejów lub kretynów. Chciała sprawić przyjemność samej sobie i przestać być już Tą, Która Nie Uprawia Seksu (bo nie ma z kim), (bo jej się nie chce), (no bo jak to w ogóle zaaranżować, to kitłaszenie się po łóżku?).

Wchodziła więc na portale typu wymień-sprzedaj. Logowała się, że niby kuchenka stara, ale sprawna, do oddania za wino. W rzeczywistości jednak szukała skrytych przed oczami gapiów wątków „pan pozna panią/ pani pozna pana”, gdzie było swojsko jak za dawnych czasów seks czatów z początków internetów. Żadne tam Tindery, żadne aplikacje. Po prostu myk, i człowiek by się zaraz na wideokamerze skręcił. I jeszcze numer Gadu-Gadu zostawił. Nie chodziło o modę na vintage, ale o jasną sytuację dla ludzi w każdym wieku. 

W relacjach musi być prosto i szybko. Podobnie jak ze sprzedażą niepotrzebnych gratów. Zero sentymentu, tylko oferowanie towaru za odpowiednią cenę. Magda zagadywała na przykład Mariusza lat czterdzieści dwa (zawód: budowa, hobby: telewizja i seks). 

– Cześć.

– Cześć.

– Opowiedz coś o sobie.

I wtedy dostawała zdjęcie penisa na tle glazury Opoczno. W rogu czaiła się szafka łazienkowa Meble Bodzio. Penis był we wzwodzie, zadowolony i jakiś taki uroczysty. Jakby chciał do Magdy powiedzieć: aha, może my się nie znamy, ale i tak jestem zajebisty. Po takim postawieniu (he, he) sprawy konwersacja stawała się dość skomplikowana. Bo teraz tak: co odpisać? „Ładny”? Wysłać na wszelki wypadek emotikonkę uśmiechniętej buzi, która nie znaczy zupełnie nic i jest na tyle neutralna, że każdy ją sobie interpretuje, jak chce? Ale Mariusz, rozochocony sytuacją, z brawurą podpowiadał ciąg dalszy:

– Ty wyślij mi swoją.

No tak. No dobrze. Przecież nie zaczęła tej rozmowy, aby wysyłać poezję Herberta, na Boga! Trudno, powzięła decyzję i musiała brnąć dalej. Jak powiedziała Kalina Jędrusik w Lekarstwie na miłość: „a właśnie, że będę niemoralna!”. Proszę bardzo. Trzy języki obce, dwa fakultety i zdanie na każdy temat, ale oto Magda próbowała zrobić sobie selfie ze swoją cipką. Bardzo trudna sprawa, wyginała się więc w łazience z opuszczonymi majtkami i próbowała jednocześnie uśmiechać się i przyjmować wyzywającą minę, mając na uwadze fakt, że nie o mimikę twarzy tu chodzi. Zniecierpliwiony Mariusz poganiał na ekranie:

– No? Wysyłasz?

I Magda wiedziała, że jak zaraz nie wyśle, to on sobie pójdzie i nie będzie jej chciał. Nie będzie miała seksu, nawet wirtualnego. I znowu będzie musiała wypić całą butelkę wina oraz płakać w pościeli pachnącej perfumami nie wiadomo dla kogo. Dobrze – jest zdjęcie. Nie widać na nim za wiele, ale zadanie zostało wykonane. Magda najpierw wysłała, a potem powiększyła kadr, aby dokładnie przyjrzeć się sobie. Nigdy nie widziała, jak to wygląda. Takie duże, takie z bliska. U ginekologa prosiła czasem o USG dopochwowe, ale u lekarza to co innego – jest wtedy skupiona na swojej paranoi, że ma nowotwór wszystkiego i że zaraz zobaczy na monitorze guzy wielkości piłki lekarskiej. Teraz jest inaczej. W tak zwanym zaciszu domowym nawet dół brzucha nie może dłużej stanowić zagadki. Można się wreszcie pogapić. TAM. Z wrażenia zapomniała o konwersacji, a tymczasem w okienku – szaleństwo, konfetti i nagroda:

– Zajebista jesteś – chwalił narządy płciowe Mariusz. – Teraz cycki – komenderował. 

rysunek Tomasz Walenta

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl