Esej

Spieszmy się kochać dziennikarzy

Media stały się chłopcem do bicia. Ich wiarygodność podważają możni tego świata, próbują je uciszyć i pozbyć się niewygodnych krytyków. Atmosfera pogardy dla demokracji tylko temu sprzyja.
rysunki Marek Skupiński

Jak wynikało z nagrania opublikowanego w tureckich mediach, ostatnie słowa Dżamala Chaszukdżiego – dziennikarza saudyjskiego pochodzenia pracującego dla „The Washington Post” – brzmiały: „Nie mogę oddychać”. Poza tym było słychać dźwięk piły, którą po uduszeniu Chaszukdżiego najprawdopodobniej poćwiartowano jego ciało.

Wydawało się, że gdy osiadł w Stanach Zjednoczonych i zatrudnił się w jednym z najważniejszych dzienników na świecie, stał się bezpieczny. Może dlatego jego zabójstwo było tak wstrząsające (pomijając sposób, w jaki je dokonano). Odbiło się szerokim echem na świecie i stało się przedmiotem poważnej dysputy międzynarodowej, w którą są zaangażowani przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Europy, Arabii Saudyjskiej i Turcji, najważniejszych organizacji chroniących prawa człowieka i wolność prasy. Śledztwo w sprawie morderstwa Chaszukdżiego prowadzi ONZ. 

Zabójstw dziennikarzy i śmierci w trakcie wykonywania pracy było jednak znacznie więcej. 2018 rok nie zapisał się chlubnie w historii – w porównaniu z poprzednim wzrosła liczba zabitych, więzionych, a także przetrzymywanych jako zakładnicy.

 


chaszukdżi był komentatorempolityki wewnętrznej Arabii Saudyjskiej. Zajmował się rodziną królewską, polityką i religią. Dawno temu był związany z panislamskim ruchem Bracia Muzułmanie, gdzie poznał Osamę bin Ladena, z którym kilkakrotnie przeprowadzał wywiady. Z biegiem czasu ich drogi się rozeszły. Na sześć lat przed zamachem na World Trade Center na prośbę rodziny bin Ladena Chaszukdżi próbował go przekonać, by publicznie ogłosił rezygnację ze stosowania przemocy. Ten oczywiście odmówił. Gdy dla jednych bin Laden stał się guru globalnego dżihadu, a dla drugich – terrorystą numer jeden, Chaszukdżi został nieprzejednanym krytykiem działań Arabii Saudyjskiej. Twierdził, że była temu winna jej kultura, w szczególności oficjalna religia państwowa, wahhabizm, czyli najbardziej rygorystyczna wersja islamu. Chaszukdżi twierdził, że nieprzypadkowo to właśnie piętnastu Saudyjczyków porwało samoloty, które wbiły się w Pentagon i wieże World Trade Center. Poparł amerykańską inwazję na Irak, czym przysporzył sobie wielu przeciwników na Bliskim Wschodzie. Jak pisał dziennikarz „The New Yorkera” Lawrence Wright, Chaszukdżi wierzył – dosyć naiwnie – że Amerykanie będą w stanie zaprowadzić demokrację w tym kraju i szerzyć swoje wartości. Dostawał i tracił kolejne …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl