Z Pismem u...

Zadie Smith. Na każdy temat

  • autor
  • Katarzyna Kazimierowska
Możesz mieć codziennie nowy romans, twierdzi Zadie Smith, literackie bożyszcze, jeśli tylko pójdziesz do biblioteki.
Doriano Strologo

Nieopatrznie przekazana kilku znajomym wiadomość, że umawiam się na wywiad z Zadie Smith, zmienia moje życie. Nagle nawet ci niespecjalnie zainteresowani światem literatury zaczynają wypytywać o pisarkę, którą kojarzą głównie z okładek kolorowych magazynów. Na kilka dni przed wywiadem czuję się niczym bokser wchodzący na ring, by walczyć z legendą – niemal brakuje mi poklepywania po plecach i masażu karku dla rozgrzewki. Znajomi dzwonią z pytaniami: „I jak?”, „Już po?”, „Jaka ona jest?”. Koledzy po fachu w wieczór przed rozmową kilka razy powtarzają: „Powodzenia!”. Napięcie rośnie. Nie ma wątpliwości:Zadie Smithbudzi emocje, to jedna z niewielu pisarek-celebrytek na świecie. Każda jej książka czy opowiadanie to wydarzenie. Recenzenci – od brytyjskiego „Guardiana” po amerykański „New York Review of Books” – zachwycają się erudycją, oczytaniem i błyskotliwością autorki. Siła rażenia i popularności „jednej z najbardziej ukochanych autorek swojego pokolenia”, jak głosi jej strona internetowa, oraz „supergwiazdy brytyjskiej literatury”, jak podaje magazyn „Elle” – rośnie z kolejną publikacją.

 


pada ciepły sierpniowydeszcz, kiedy Zadie Smith wchodzi szybkim krokiem do sopockiej kawiarni. Rozgląda się, znika na chwilę w toalecie. W magazynach kobiecych w tym miejscu zwykle pojawia się informacja, w co nasza bohaterka jest ubrana i jak wspaniale wygląda bez makijażu oraz że jedynie wargi musnęła czerwoną szminką. Zamiast tego zanotuję, że zanim włączę dyktafon, prosi o minutę, bo chce wysłać SMS do rodziny. Stuka intensywnie na starej czerwonej Nokii z półuśmieszkiem pod nosem – punkt dla niej, rzeczywiście, tak jak mówi w wywiadach, nie ma smartfona. Dźwięk klawiszy brzmi archaicznie, a przecież wszyscy mieliśmy takie telefony zaledwie dekadę temu. Ale nie będziemy rozmawiały o smartfonach, wszechobecnych mediach społecznościowych, braku prawdziwych relacji i sztuki konwersacji, która zdaje się już nie istnieć, bo zniszczyły ją lajki i memy – choć o tym Zadie Smith, czterdziestotrzylatka urodzona w Willesden w Londynie, powiedziała i napisała już chyba wszystko. 

Smith chętnie potwierdza w wywiadach, że z jednej strony nie ma czasu na media społecznościowe, a z drugiej – zwyczajnie ją to przerasta. W październiku tego roku w rozmowie dla magazynu „Wysokie Obcasy Extra” przyznała się Michałowi Nogasiowi, że czytając setki komentarzy pod swoim przypadkowo zrobionym zdjęciem, wrzuconym przez znajomego na Instagram, omal nie dostała załamania nerwowego. Media społecznościowe podobno wyzwalają w niej agresję, co mogłoby dla Zadie skończyć się źle. No, ale o ubolewaniu nad upadkiem obyczajów w dobie Facebooka nie rozmawiamy, choć to nie jest jedyny temat, który w ustach Smith wybrzmiewa pesymistycznie. 

Wynagradzając czytelnikowi brak informacji o tym, czy paznokcie Smith były pomalowane, wspomnę o jej głosie. Oprócz filigranowej sylwetki i kanonicznej twarzy, Smith ma jeszcze głos, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Nie pasuje do jej delikatnej urody – głęboki, melodyjny, o niskich rejestrach, chwilami wręcz męski. Z taką tonacją i brytyjskim akcentem, z którego ona sama czasem się nabija, nawet słowofucknie brzmi w jej ustach wulgarnie. Ten głos mógłby zaprowadzić ludzi na ulice. Na razie zachęca ich do rzucenia smartfonem o ścianę i wystrzegania się mediów społecznościowych. I opowiada o wakacjach w Anglii przy stoliku, na którym nie ma nawet kawy. Ekspres nie był gotów na tak wczesną wizytę, w pustej kawiarni bez świadków, jeśli nie liczyć baristy.

 


początek fenomenu zadie smithsięga jeszcze lat 90. XX wieku, kiedy takie historie były możliwe. Zamiast przygotowywać się do końcowych egzaminów w King’s College w Cambridge, nikomu nieznana dwudziestolatka wysyła osiemdziesiąt stron maszynopisu do uznanej agencji literackiej Wylie, a ta podpisuje z nią kontrakt na dwie książki z obłędnym honorarium w wysokości dwustu pięćdziesięciu tysięcy funtów. Od takiej kwoty może zakręcić się w głowie, zwłaszcza jeśli jest się dziewczyną z robotniczego osiedla komunalnego z zamieszkanego przez imigrantów północno-zachodniego Londynu. Nikt na Wyspach już nie powtórzył sukcesu wydawniczego debiutu Smith. Napisała jeszcze cztery powieści i każda była wydarzeniem. Dziś jest uznaną pisarką i eseistką, jej opinie mają znaczenie. 

Zadie Smith jest chodzącym przykładem tego, że można mieć wszystko: być pisarką, żoną, matką, celebrytką i dziewczyną z sąsiedztwa, nie płacąc za to wielkiej ceny.

Dawno żadna wypowiedź z kręgu literackiego nie wzbudziła tylu kontrowersji w świecie mediów społecznościowych, ile zeszłoroczna uwaga Smith podczas spotkania z publicznością na Edinburgh International Book Festival, że nastolatki nie powinny spędzać tyle czasu przed lustrem. Zauważmy, że powiedziała to posągowa piękność o twarzy Neferetiti – jak ujął to pisarz Jeffrey Eugenides w artykuleThe Pieces of Zadie Smithna łamach „New York Timesa”, prywatnie przyjaciel Smith – jedna z najbardziej rozpoznawalnych pisarek na świecie, która u boku przystojnego męża-poety, Nicka Lairda i dwójki dzieci zdobi okładki kolorowych pism. 

Jest chyba jedyną autorką w randze celebrytki, która chętniej opowie o tym, jak dzieci nie dają jej pracować oraz jak nieatrakcyjnie ubiera się, gdy pisze, albo jak po ukończeniuO piękniewypiła na stojąco butelkę dobrego sancerre, a potem położyła się na płytach chodnikowych w ogródku za domem i długo płakała, niż o przyjęciach, na które zaprasza intelektualną śmietankę Nowego Jorku ze swoim mentorem Martinem Amisem na czele. 

Jest chodzącym przykładem tego, że można mieć wszystko: być pisarką, żoną, matką, celebrytką i dziewczyną z sąsiedztwa, nie płacąc za to wielkiej ceny. I mimo upływu czasu mieć wysokie notowania w literackim świecie, bo każda jej książka – lepsza lub gorsza – to wydarzenie, na które czekają zarówno czytelnicy, jak i krytyka.

 


śmierć pojawia się bardzo szybko, niemal na początku naszej rozmowy. Zdaje się, że literacka ulubienica świata wkroczyła w smugę cienia, choć może to mieć związek z jej najnowszą powieścią, której, jak przyznała podczas naszego spotkania, jeszcze nie zaczęła pisać. Najpierw ten ponury wątek pojawia się, gdy zaczepiam Smith o tytuł zbioru esejów, który w Polsce miał premierę pod koniec sierpnia.Widzi mi się, jakkolwiek urocze, nie oddaje finezji oryginału. BoFeel Free(Smith skradła tytuł mężowi, który tak nazwał swój tom wierszy wydany w tym roku) to zaproszenie do rozmowy – „śmiało, proszę się nie krępować, niczego nie zabraniam”, zachęta do swobodnego czytania, komentowania. To akurat zabawne, bo w środku czytelnik znajdzie głównie teksty o granicach i ograniczeniach – o płotach (jak w eseju o brexicie), o tym, gdzie się kończy swobodne zachowanie, gdy trzylatka zwraca ci uwagę, że jest niestosowne (Radość), wreszcie o granicy naszych pragnień i potrzeb (Plaża). Zapytana o to, Smith odpowiada od razu, że choć dla niej te słowa to prywatne zadanie, by zachęcić siebie do większej swobody, to wie, że się nie zdadzą jej na nic, bo sama porusza się w granicach wytyczonych przez stary liberalny porządek. 

– Ale dla mnie podstawa to śmierć – mówi Smith, nerwowo się śmiejąc. – I zawsze, gdy myślę o młodszych, o ich pomysłach, koncepcjach, rewolucjach, to zaraz wraca do mnie to pytanie: „Ale zaraz, co ze śmiercią?”. Wiem, że śmierć to ostateczna granica, ale po drodze są jeszcze inne, jak obowiązki i prawa człowieka, a samo prawo, choć niedoskonałe, porządkuje przecież nasze wolności, bo tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka, moja się kończy. Moich studentów to irytuje, dla nich prawo to przede wszystkim ograniczenia, ale dla mnie, odkąd czuję się starsza, to naturalne, że ktoś narzuca mi porządek prawny. Prawa, obowiązki i wolności – z tego też się bierze demokracja. To nudne, wiem, a dziś w Stanach najgorszą obelgą jest nazwanie kogoś liberałem. Albo liberalnym humanistą. Ale trudno, taka jestem, to tradycja, z jakiej pochodzę. – Zadie wzrusza ramionami. Smith (do czternastego …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl