Reportaż

Zgłaszam nieprzygotowanie do życia

  • autor
  • Aleksandra Warecka
rysunki Dominik Nawrocki
Kończą osiemnaście lat i opuszczają dom dziecka. Państwo daje im na do widzenia pięćset złotych miesięcznie i mówi: „Za to teraz żyjcie”.

Półmrok. Kinga siedzi na piętrowym łóżku i co chwilę pociera chore oczy. Koński ogon, okulary, beżowa koszulka na ramiączkach, dresowe, szare spodnie, bose stopy. Ma dziewiętnaście lat i pięciomiesięczną córeczkę, Maję. 

Dwa lata temu, w czerwcu, po ponad roku pobytu opuściła dom dziecka. Trafiła tam z trzema braćmi i siostrą z powodu „zaniedbań opiekuńczo-wychowawczych i braku bezpieczeństwa dzieci”. Pracownica pomocy:

– „Zaniedbania opiekuńczo-wychowawcze” oznaczały nieustanne komunikowanie się wrzaskami, a „brak bezpieczeństwa” – siostrę Kingi śpiącą na parapecie przy oknie bez klamek. 

– Zasady, pilnowanie, nakazy. Zbiorowisko wszystkiego, czego nie cierpię – mówi powoli, szukając słów. – Budynek pełen obcych ludzi. Jak były pretensje, że za późno wracam, mówiłam: „Mogliście mnie nie zabierać”. Jeśli nie korzystałam z sali komputerowej, to z jakiej racji mam ją sprzątać? No, logicznie rzecz ujmując. Zjadłam, umyłam talerz i do widzenia.

Mała śpi na dolnym łóżku. Górne należy do brata Kingi, który jest w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym (MOW). – To taki przedsionek poprawczaka – tłumaczy Kinga. 

MOW-y to przede wszystkim jednak ośrodki resocjalizacyjne, do których trafia młodzież zagrożona wykluczeniem społecznym. W praktyce może to oznaczać przedłużające się wagary albo eksperymentowanie z używkami. Brat Kingi znalazł się tam za pobicie. Przyjeżdża w weekendy i święta. W domu wszystkich jest siedmioro: oprócz Kingi i Majki – mama, trzej bracia i siostra. Mieszkają na pięćdziesięciu ośmiu metrach. Zadłużonych (matka nie płaciła czynszu) na pięćdziesiąt tysięcy złotych.

Z powodu zasłoniętych okien wszystko wydaje się bure: pościel, suszące się ubranka, ciuchy wystające z plastikowych worków, ręczniki leżące na biurku. Tylko dziecięca mata w literki tworzy na podłodze kolorową plamę. 

– Stwierdziłam, że nie będę ich słuchać, bo ich logika jest powalająca. Wykłócałam się. O to, jak pracują. Nie pasowało mi, że jakiś dzieciak tłucze mi brata, a wychowawca nie potrafi wyciągnąć konsekwencji. Do tej pracy trzeba mieć ciężki tyłek, ogólnie rzecz ujmując. Był taki chłopak, co klął, rzucał czymś. Kiedyś obudziły mnie wrzaski. Wychowawczyni chodziła po korytarzu i darła się jak opętana. Że ma dosyć, że sobie nie pozwoli, że pójdzie do sądu. Jak wyszła, tak nie wróciła.

Miałam opiekunkę usamodzielnienia. Najlepsza wychowawczyni z domu dziecka. Szła po zasadach. Rozumiała, że nastolatków denerwuje, że nie mogą oglądać filmów po dwudziestej drugiej. Bo jest regulamin. A jednocześnie mamy czuć się jak w domu – opowiada Kinga. 

Opiekun usamodzielnienia to osoba, która ma być doradcą i wsparciem dla wychowanka szykującego się do dorosłego życia. Pomaga w stworzeniu indywidualnego programu usamodzielnienia, w którym nastolatek zapisuje swoje plany na przyszłość. 

Według swojego programu Kinga miała skończyć gimnazjum, znaleźć pracę. Gimnazjum nie skończyła, programu nie zrealizowała.

Mała zaczyna płakać. – Chodź, popatrzysz sobie na panią. 

Maja pokazuje w szerokim uśmiechu dolne jedynki.

Kiedy dwa lata temu Kinga wyszła z domu dziecka, wróciła po dwóch dniach. 

– Potraktowali mnie jak największe zło – znów pociera zmrużone oczy. – Zrobili zebranie i spytali mamę, czy mnie zabierze. Mama powiedziała: „Pakuj rzeczy, idziesz do domu”. Tylko nie wiedziała, że w ten sposób jestem skreślona z mieszkania chronionego. Urlopowali mnie trzy miesiące przed osiemnastymi urodzinami.

Urlopowanie to pobyt dziecka u rodziców za zgodą sądu, najczęściej podczas weekendów, świąt i wakacji.

Joanna Brudny-Morawska z Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie (WCPR) prostuje: – Jeśli wychowanka sporządziła indywidualny program usamodzielnienia, nie straciła uprawnień. Placówka nie może samowolnie skreślić wychowanka z listy przed ukończeniem przez niego osiemnastego roku życia. Nie ma takiej możliwości. Nie ma też możliwości, żeby placówka wnioskowała o urlopowanie. Może to zrobić tylko rodzic, a sąd musi wyrazić na nie zgodę.

Pod koniec października 2017 roku Kinga zaszła w ciążę. Zorientowała się, gdy dziecko zaczęło kopać. Jej mama dopiero wtedy, kiedy dziewczyna była w siódmym miesiącu. – Jestem cięższa, pracowałam na noc, więc nikt nie zauważył. Do siódmego miesiąca sprzątałam pociągi. 

– Idę zrobić mleko. Niunia, przecież jestem. Nigdzie nie uciekam.

Nie chce mieszkać z matką: – Z mamą zawsze byłam konfliktowa. 

Mają oddzielne budżety. Kinga żyje z tysiąca ośmiuset złotych, z czego tysiąc to kosiniakowe – zasiłek, który przysługuje mamom niemającym prawa do zasiłku macierzyńskiego. Skończy się jej w lipcu. Oprócz tego dostaje 500 plus, 193 złote z tytułu samotnego rodzicielstwa i dziewięćdziesiąt pięć złotych rodzinnego. 

Od września planuje iść do pracy, a małą oddać do żłobka. Ośrodek pomocy społecznej pomaga jej załatwić lokal socjalny. Z ojcem dziecka ma sporadyczny kontakt. 

– Teraz to bym poszła do szkoły. Kilka godzin odpoczynku. Naprawdę, bez obrazy, Majka!

Odprowadza mnie do drzwi. Przechodzimy przez pokój braci. Przy jednej ścianie łóżko piętrowe, przy drugiej – jednoosobowe. Rozgrzebana pościel. Na środku pokoju dziecięca wanienka. Reklamówki z ubraniami, rozrzucone śrubki. 

Schodzę z trzeciego piętra starej, ale odnowionej kamienicy z zabetonowanym, pozbawionym drzew dziedzińcem. W pobliżu Żabka, łuszczące się budynki sąsiadują z nowoczesnymi biurami. Szewc obok pracowni florystycznej. Bar sushi naprzeciwko zakładu pogrzebowego. 

 


kingajest jednym z 74 840 dzieci, które w 2017 roku wychowywały się w pieczy zastępczej. Niepełnoletni trafiają tam, kiedy rodzina jest w kryzysie (bo tylko cztery procent z tych prawie siedemdziesięciu pięciu tysięcy to sieroty biologiczne) – z powodu alkoholu, przemocy, zaniedbań – i nie radzi sobie z opieką nad dzieckiem. Wtedy interweniuje państwo i umieszcza małoletniego w pieczy: rodzinnej (rodzinne domy dziecka, rodziny zastępcze) lub instytucjonalnej (placówki opiekuńczo-wychowawcze). Bo dziś domy dziecka oficjalnie nie istnieją. Pozostały tylko w języku potocznym. 

Dziecko trafia więc do placówki i zaczyna się praca. Pracownicy socjalni z ośrodków pomocy społecznej pracują z rodziną biologiczną, by dziecko do niej wróciło. Jeśli to niemożliwe – szuka się rodziny zastępczej lub adopcyjnej. Kiedy to się nie udaje, dziecko przygotowywane jest do samodzielności. 

Rok przed osiągnięciem pełnoletniości wychowanek wybiera opiekuna usamodzielnienia. To może być wychowawca, ulubiony wujek, pracownik socjalny – osoba, na którą zgodzi się dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie (PCPR) lub Ośrodka Pomocy Społecznej. Indywidualny program usamodzielnienia – stworzony przez nastolatka i jego opiekuna – trafia do PCPR, a centrum nadzoruje i wspomaga dalej wychowanka w usamodzielnieniu. Od realizacji programu uzależniona jest pomoc finansowa.

Gdyby Kinga uczyła się po opuszczeniu placówki, dostawałaby miesięcznie 526 złotych. Gdyby realizowała swój program, otrzymałaby również jednorazowo pieniądze na tzw. zagospodarowanie (1577 złotych) oraz na usamodzielnienie (1735 złotych na zakup sprzętu do mieszkania lub kursy zawodowe). Jeśli spędziłaby w domu dziecka powyżej trzech lat, dostałaby na usamodzielnienie 6939 złotych. Za pieniądze na zagospodarowanie młody człowiek, który dotąd był pod opieką systemu (zapewniającego mu dach nad głową, wyżywienie, pomoc lekarską itp.), ma znaleźć mieszkanie, wyposażyć je, zadbać o siebie. I utrzymać się za niewiele ponad pięćset złotych miesięcznie.

Jeśli wychowanek kontynuuje naukę, może zostać w pieczy zastępczej do dwudziestego piątego roku życia. Pod warunkiem, że dyrektor lub rodzice zastępczy wyrażą na to zgodę.

– Czasem mówią: „Nie, ja nie będę nic spisywać. Żadnego programu. Nie chcę żadnej pomocy. Chcę wyjść i o wszystkim zapomnieć”. – Agnieszka Oracz-Zawistowska, kierownik Działu do spraw Pieczy Zastępczej w Warszawskim Centrum Pomocy Rodzinie (WCPR) myśli, że to są ci, którzy mają nieprzerobione kwestie związane z pobytem w pieczy i chcą się odciąć od przeszłości. Nie chcą nawet pomocy finansowej. 

– Mamy dla nich mnóstwo ofert: na przykład płatny staż w PKO BP, program, w ramach którego mogli skorzystać ze wsparcia psychologicznego, prawnego… – wymienia Joanna Bury-Morawska, zajmująca się pieczą zastępczą i usamodzielnianymi wychowankami w WCPR. – Mają z czego korzystać. Gdyby tylko chcieli, to my byłybyśmy szczęśliwe. 

Oracz-Zawistowska dodaje: – Pracujemy nad ich motywacją. Mówimy, jak udział w tych programach wpłynie na ich przyszłość.

 


w tym miesiącuśniadania robi Oliwia, a kolacje Patryk. Korytarz sprząta Marcin, a jadalnię Klaudia. W ciągu tygodnia obiady gotuje kucharka. W weekendy dzieci z wychowawcą. 

Tu widać, że słowo „bidul” odeszło w niepamięć. Mieszkanie ma dwieście pięćdziesiąt metrów kwadratowych. Jasno i nowocześnie. Ogromny salon połączony jest z kuchnią, w kolorze écru i gorzkiej czekolady, korytarzem i salą telewizyjną. Na stole rozłożone puzzle. Na ścianie tablica ze zdjęciami z konkursu fotograficznego. Regał z książkami, trzy biurka z komputerami. Pokoje dwuosobowe. Kolory ścian w pokojach wybrały dzieci. Mieszkanie mieści się na piątym piętrze w nowym, zwykłym bloku na warszawskiej Pradze. Mieszka tu czternaścioro dzieci, w wieku od ośmiu do osiemnastu lat. 

Na budynku nie ma tabliczki: „placówka opiekuńczo-wychowawcza”. To ważne. Bo kiedyś, gdy była, dzieci się wstydziły. Potrafiły, wracając ze szkoły z kolegami, minąć blok i pójść …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl