Felieton
Najwyżej odlecę
Od kilku miesięcy budzi mnie ten sam dźwięk. Monotonne szu-szu-szu. To starszy mężczyzna zamiata kamienną uliczkę przed naszym domem. Nie spieszy się. Co chwilę przystaje, żeby z kimś się przywitać
Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.
Od kilku miesięcy budzi mnie ten sam dźwięk. Monotonne szu-szu-szu. To starszy mężczyzna zamiata kamienną uliczkę przed naszym domem. Nie spieszy się. Co chwilę przystaje, żeby z kimś się przywitać
Dostałam go w prezencie, choć wcale nie wygląda okazale. Czarna farba nieco obłazi, jest poobijany, w dodatku lekko się zacina. Ważę go w dłoni i dziwię się, że choć mały, jest taki ciężki i solidny.
Zawsze zerkam przez ramię, czy aby ktoś mi się nie przygląda. Wolę to robić w samotności, niezauważona. Co mają o mnie gadać pod nosem: „ale dziwaczka”.
Po raz pierwszy od dawna przyszły mrozy i śnieg. Wyjęłam ją z szafy i obejrzałam pod światło. Jest ciemnozielona, ale trochę spłowiała, straciła kolor. Na dzianinowych ściągaczach rozpanoszyły się supełki, ostateczny znak zmechacenia.
Mieści się w dłoni. Jego chropowata powierzchnia w kolorze czekolady, z czerwonymi przebłyskami, jest ciepła w dotyku. Niewielki, cztery centymetry na półtora, nie robi wrażenia. Jeden kąt prosty, dwa ostre. Trzy ścianki.