numer lutowy

Dostęp online

Zapewnij sobie stały dostęp do wysokiej jakości materiałów o najważniejszych problemach i zjawiskach współczesnego świata. Załóż konto i kup dostęp online do wszystkich treści, także w wersji audio, PDF, ePUB i MOBI.

Załóż konto

Rzeczywistość

Posłuchaj

Idee

Felieton

Marcin Wicha

Brak mi słów. „Brak mi słów” to zazwyczaj rozbieg. Nie do wiary, to już przekracza wszelkie granice, brak słów – a potem westchnienie lub wielokropek, sekunda ciszy – i proszę! Słowa jakoś się znajdują. Co za ulga! Co za radość! Można przystąpić do omawiania wydarzeń ostatniego miesiąca. Jednak niektórych słów brakuje naprawdę. Przeczytałem w internecie, że po szwedzku jest specjalny wyraz na określenie kogoś, kto zbyt wolno wchodzi do lodowatej wody. Japończycy mają nazwę dla rozczarowania odczuwanego po wyjściu od fryzjera, a Portugalczycy – na obserwowanie oceanu, próby odgadnięcia, co jest po drugiej stronie (łowiska krewetek, betonowe nabrzeże z rzędami zardzewiałych magazynów) i odczuwanie nieopisanej tęsknoty, która jednak mija na myśl, że może już dziś wieczorem wydarzy się coś przyjemnego i pora wracać. (Wiem, wszyscy o tym czytali. Ciekawostka to wiedza zatrudniona w branży rozrywkowej).

Kultura

Opowiadanie

Paweł Sołtys

Czy pan należy? Ale to na szczęście nie do mnie, głos za plecami, chyba do telefonu, czyli w kosmos, może nawet do nikogo. Przejmuję to pytanie i rozwijam po swojemu, gnę jak pręt szkła. – Czy pan należy się komuś? Do kogoś jest przynależny? Albo może komuś pan leży po prostu, nadaje się, podchodzi? Ale to mało, takie zagięcie, jeszcze raz więc podgrzewam, plotę na moje. – Czy pan należy? Czy pan należycie dotąd stąpał? Czy pan małe życie wiódł, czy większe wiodło pana aż tu? Czy pan na (miłość boską) leży z kimś, palicie, schnie pot? Czy pan na leży już, leże zimowe lub suchotnicze pod śmiertelną koszulę i gromniczy wosk? Patrzcie, jedno niczyje pytanie rozbufania się we mnie, mało, a uleciałbym jak balon w niebo, ku przekłuciu jakiemuś niespodzianemu. A to pssss nagle już: – Co pan tak sterczy? Coś pan zamawia czy zasnął pan? Bo wszedłem do kawiarni samoobsługowej i pytam teraz sam siebie (zamawiając oczywiście w tym czasie): – Czy ja sterczę, czy ja śnię? A może sterczę we śnie? Jak sztylet, sztyblet, szynkwas z drzazg? Zamawiam więc. Wielkie zaklęcie. Dziewczyna podaje mi kawę pod ogromnymi oczami. – Tu trzysta lat temu cmentarz był zaraźny – to mówię do tego, co za mną, do tego, co pytał, czy sterczę. – Masowe mogiły, modlitwy na szybko, z połykaniem sylab, znaki krzyża koślawe, w pośpiechu. Z czasem trupy z ciała się odarły i przemieszały kości. Są pod panem na pewno dłonie o dwunastu palcach i stużebrowe korpusy. Odsuwa mnie jakoś tak ramieniem, nie patrząc, jakbym był czymś nieożywionym. Materiał jego płaszcza pociera o mój policzek, materiał jego płaszcza jest szorstki i mokry, pachnie trochę zwierzęco. – Dla mnie espresso i kanapka z szynką – mówi do tej z oczami.

Fotoreportaż

Humor

Komiks

FreshMail.pl