numer listopadowy
Newslettery
Rzeczywistość
Felietony
Idee
Posłuchaj
Kultura
Opowiadanie
Jestem wolna, lekka, zostawiam ten badziew i brud, bulgot i ból, burczenie, wchłanianie i wydalanie. Pa, pa, moje cielsko, good bye flaki i duszny lęku o poranku, lecę, turlam się, nurkuję, a wokół mnie ławica małych srebrzystych stworzeń. Są gibkie i silne, wkręcają się we mnie, nie we mnie i rozbłyskują pod skórą pokrytą łuskami, przemieszczają się jak tęczowe wiry. Jestem jak one, przemieniona, chlastam ogonem, kołyszę piersiami pięknymi jak u modelki plus size, wzbudzając pieniste tsunami. Nawet jeśli wrócę do siebie, do tej ciężkiej, poturbowanej, wielkiej Ryby z kiszkami pełnymi gazów, z głupim naiwnym łbem, z dupą jak zajezdnia tramwajowa i duszą przypominającą balonik stratowany przez nieczuły tłum, nie będę już taka sama.