numer październikowy
Newslettery
Rzeczywistość
Felietony
Idee
Posłuchaj
Kultura
Opowiadanie
Zbliżało się południe. Na podłogę salonu wlewało się miękkie niczym przejrzała brzoskwinia światło słoneczne, oblepione drobinkami kurzu i pyłkami kwiatów. Ubrany w biały podkoszulek, wygrzewałem plecy w tym ciepławym, słodkomdlącym świetle i w milczeniu czytałem z żoną niedzielne wydanie porannej gazety. Miniony tydzień był równie męczący co poprzednie. Zaledwie kilka minut wcześniej wybudziłem się z długiego snu, na który mogłem sobie pozwolić jedynie w dzień wolny od pracy. Leżąc na boku, od czasu do czasu wyginałem ociężałe ciało, by przybrać wygodną pozycję, i z najmniejszą możliwą prędkością przesuwałem wzrokiem po druku.