Wersja audio
Jest 22:30, środek tygodnia, ulica Chmielna w centrum Warszawy. W kolejce do kasy jednego ze sklepów znanej ogólnopolskiej sieci staje mężczyzna, z wyglądu zmęczony nie tylko dniem, ale i całym życiem. W koszyku ma niewiele, kilka półlitrowych puszek, zaraz zostanie obsłużony. Ale piwa nie kupi. „Blokada w kasie. Nie mogę sprzedać” – tłumaczy kasjerka. „Ale dlaczego?” „Jest zakaz sprzedaży alkoholu po 22:00”. Niedoszły klient najwyraźniej o żadnym zakazie nic nie wiedział, choć w warszawskim Śródmieściu obowiązuje od listopada zeszłego roku. „To już się człowiek nawet piwa po ciężkiej pracy nie może napić?” – rozpacza donośnie. Kasjerka nie przegania go, wręcz pociesza, tłumaczy, że bardzo chciałaby mu to piwo sprzedać, ale naprawdę nie może. I tak siebie nawzajem żałują.
W Ciechanowie jest bardziej spektakularnie. Po trzech miesiącach od wprowadzenia tam nocnej ciszy alkoholowej pan Karol, właściciel lokalnego sklepu wielobranżowego, w wywiadzie dla regionalnej telewizji opowiada: „Przychodzą, wręcz błagają nas po 22:00, żebyśmy cokolwiek im sprzedali. Skrajne sytuacje są takie, że ludzie przed nami aż klękają, żeby im sprzedać, bo – za przeproszeniem – są niedopici”.
Jesteśmy świadkami zmiany. To, co jeszcze do niedawna wielu mieszkańcom naszego kraju wydawało się normalnością, a więc niemal nieograniczony dostęp do alkoholu o każdej porze dnia i nocy, powoli staje się nieaktualne. Niektórzy mówią o tym z przejęciem: mamy w Polsce nocną prohibicję. – Ale to nie jest żadna prohibicja – precyzuje doktor Jacek Moskalewicz, socjolog i badacz zdrowia publicznego z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, który specjalizuje się w epidemiologii uzależnień oraz polityce alkoholowej. – To, co mamy teraz w Polsce, to jest regulacja, a nie prohibicja [ta polega na całkowitym zakazie produkcji, dystrybucji i spożywania alkoholu – przyp. M.M.]. A sprzedaż alkoholu wymaga regulacji – dodaje Moskalewicz.
Możliwość takowej pojawiła się osiem lat temu. W 2018 roku znowelizowano ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która dała samorządom prawo wprowadzenia ograniczeń w nocnej sprzedaży alkoholu. Od początku chodziło przede wszystkim o sklepy, zwłaszcza te w centrach dużych miast, które razem z późnonocną, a nierzadko całodobową ofertą małpek, czteropaków w promocji czy ratunkowych flaszek na imprezę stanowią dla swojej najbliższej okolicy przedsionek piekła.
Jak takie piekło wygląda? Chętnie opowie Piotr Bełczowski, który wychował się i mieszka w niewielkim bloku w pobliżu wspomnianego sklepu przy ulicy Chmielnej. Zanim jego dzielnicę objęto nocnym zakazem sprzedaży alkoholu – na co razem z sąsiadami zrzeszonymi w koalicji „Prosimy ciszej” czekał z utęsknieniem – ze swojego balkonu wychodzącego prosto na deptak regularnie słyszał wrzaski przetaczającej się ulicą pijanej młodzieży, ryk muzyki z przenośnych głośników, bójki imprezowiczów, którzy robili sobie przystanek na ławkach dokładnie naprzeciwko jego mieszkania, a także czuł zapach moczu oddawanego pod ścianą jego bloku. Rano pod sklepem mijał grupy leczących kaca porannym piwem. I tak było nie tylko w weekendy, ale …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Dostęp do tego materiału mógłby kosztować 14,99 zł. My w tej cenie dajemy Ci miesięczną subskrypcję wszystkich naszych treści. Wypróbuj, możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Studium ukazało się w czerwcowym numerze „Pisma” (6/2026) pod tytułem Polska nocą bezalkoholowa.