Reportaż

Miłość ma gorzki smak amfetaminy

Jak wciągasz, możesz tydzień nie spać. Gdy masz piętnaście lat, to organizm jest taki, kurwa, wytrzymały, że o ja pierdolę! Co dają narkotyki? Fazę. Coś się dzieje. Jesteś w tej samej rzeczywistości, ale wszystko widzisz i czujesz inaczej.
rysunki Aleksandra Gołębiewska

Kiedy pierwszy raz o tym słyszę, na początku nie rozumiem. Sandra opowiada o tym jednym tchem, mówiąc o swojej pracy i planach. – Normalnie, dziewczyny z gimnazjum zadawały się z dilerami, bo było fajnie, bo dostały torebkę, kreskę i pigułę. Najwidoczniej nie miały innego pomysłu na życie. A potem zaczynały regularnie ćpać i już nie ogarniały. Ani szkoły, ani życia, ani tego, że facet je robi w chuja.

Rozmawiamy dalej, a ja nie mogę przestać myśleć o tym innym świecie, w którym gimnazjalistki na amfetaminie stają się dziewczynami do towarzystwa. W którym seks jest normalną walutą, a ecstasy za piętnaście złotych – zwyczajnym sposobem na podryw.

Sandra, elegancka, szczupła brunetka, o czujnym spojrzeniu. Ma dwadzieścia trzy lata. Mieszka w S., dwudziestopięciotysięcznym mieście na wschód od Warszawy. Miast podobnej wielkości jest w Polsce dwieście dwadzieścia pięć, ale S. coś wyróżnia – według ostatnich policyjnych statystyk jest trzecie w województwie pod względem ilości skonfiskowanych narkotyków.

Sandra pracuje jako stewardesa autokarowych rejsów międzynarodowych. Dwa tygodnie w drodze, a potem dwa tygodnie wolnego. W ogłoszeniu obiecywali większe pieniądze, ale i tak są niezłe. – Tylko ludzie z pracy są zjebani. Same ćpuny. Od szóstej do dwudziestej drugiej robota, potem przerwa na sen, więc ludzie ćpają, żeby to wytrzymać. Ale kurwa, bez przesady! Jedna laska, po czterdziestce, jak dojeżdżaliśmy do jej miasta, kazała swojej córce, żeby jej przynieść na dworzec metę. Metamfetaminę. I tamtej się nie udało załatwić – może nie było jak? A matka ją opierdoliła przez telefon, że nawet tego nie umie, że jest do niczego.

Czasem pasażerowie mnie zaczepiają, podrywają – opowiada Sandra – a ja muszę być miła. Kiedyś facet złapał mnie za dupę, jak szłam między siedzeniami. Nic nie zrobiłam, nie wiedziałam, jak mam zareagować.

Pytam, czy coś jej mówi hasło #MeToo. Nic.

Sandra urodziła się w S. i całe życie tu mieszka, z mamą, ojczymem i dwiema młodszymi siostrami, które uwielbia z wzajemnością. Jest ich bohaterką. W czasie pandemii to ona zajmowała się rodzeństwem i domem. – Miałam dziesięć lat, kiedy mój tata zginął. Utopił się. Siedzę w piątek, godzina dwudziesta, oglądam telewizję, wchodzą moja ciocia, babcia i jeszcze druga ciocia i mi mówią, że tata nie żyje. Jak potem płakałam w oknie, to babcia mi mówiła: „Cicho, bo usłyszą, że płaczesz”.

Sandra zawsze trzymała się z chłopakami. – W szafie miałam wyłącznie męskie, wielkie koszulki. I miałam w dupie to, jak się dziewczyny ubierały i zachowywały. To kobiece mizdrzenie się zawsze mnie wkurwiało. Pamiętam, jak na wycieczce szkolnej piliśmy wódkę, mieliśmy po trzynaście lat. Dziewczyny sobie tylko smarowały nią usta, żeby chłopaki czuli. A ja piłam naprawdę. Taka była różnica. Chłopaki mi ufają, bo wiedzą, że nie dam się złamać. Jakby policja zatrzymała taką dziewczynkę szesnastoletnią z blantem i by zaczęła jej mówić: „Słuchaj, będziesz miała kłopoty, rodzice się dowiedzą, dostaniesz kuratora”, to ona wiesz, co zrobi? Wszystko im powie! I wsypie kilka osób. A ja wiem, co mówić.

Kiedyś w szkole nauczycielka zaprowadziła mnie do dyrektorki – kontynuuje Sandra – bo zobaczyła, że narysowałam Murzynkę z takimi wielkimi sutkami, jak pali jointa. I załamana! A ja nigdy nie brałam jarania do szkoły, ale tego dnia wzięłam nabitą fifkę, bo to była matura próbna, więc myślę: „Zajaram sobie, i tak nie będziemy mieć lekcji”. Jestem u dyrektorki, a tu policja przyjeżdża. Mówię: „Co, kurwa?! Do obrazka policja przyjeżdża?”. A oni stwierdzili, że wszystko ze mną w porządku, ale mówią, że muszą jeszcze mój plecak sprawdzić. Znaleźli fifkę i na komendę mnie wzięli.

Na komendzie przesłuchanie: „Skąd masz to jaranie? Wiesz, że przypał, klasa maturalna, będziesz miała już osiemnaście lat i chuj. Musisz powiedzieć”. Więc powiedziałam, że był taki pan, z Orange, i on był czarny, ale biały, trochę łysy, ale miał warkoczyki, parę łańcuchów, taki wielki i zapytał, czy chcę jaranie za darmo, a ja mówię: „No, nie wiem, nie wiem, ale chuj, jak za darmo, to wezmę. No i tak. Pojawił się i zniknął”.

 


W S. rządzą PiSi ten sam burmistrz od pięciu kadencji. W ostatniej dekadzie zbankrutowała miejscowa przetwórnia owoców i zamknięto mleczarnię. W S. mówią, że „upadła w sposób zaplanowany”. Co jeszcze jest w S.? Sieć supermarketów spożywczych, dużo komisów samochodowych, dziewięć stacji benzynowych, masarnia i produkcja elementów stalowych.

S. zaczęło podupadać, gdy w 1993 roku zostało odcięte od transportu kolejowego. Budynek dworca najpierw zamienił się w dziką imprezownię, a potem – w lokalne muzeum, do którego nie sposób się dodzwonić. Sygnał jak przy odłożonej słuchawce. Autobusy do Warszawy kursują, ale ciężko znaleźć aktualny …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl