Wersja audio
Z Kevinem Kellym, pierwszym redaktorem naczelnym magazynu poświęconego technologii „Wired”, spotykam się w warszawskim Muzeum Historii Polski. Jest październik 2024 roku, widzimy się w trakcie dwudniowej konferencji Masters & Robots. Tego dnia zaprezentował na niej wizję przyszłości, w której ludzie będą ściśle współpracować ze sztuczną inteligencją. „Człowiek plus AI równa się lepszy człowiek – przekonywał podczas swojego wystąpienia Kelly. – Sztuczna inteligencja jest dziś jak dwuletnie dziecko, ale ma własną trajektorię rozwoju, która wykracza poza ludzką kontrolę. Stwórzmy jej odpowiednie warunki, by wyrosła i dojrzała”. Technooptymizm Kelly’ego zachwyca jemu podobnych entuzjastów, w tym jednych z najpotężniejszych ludzi na świecie, właścicieli VLOP-ów (Very Large Online Platform – wielkich firm technologicznych). Jednocześnie futurolog nie traktuje poważnie tych, którzy w niepohamowanym rozwoju technologii widzą zagrożenia. To w ogóle nie jest dla niego temat do rozmowy.
Przekonałam się o tym, siedząc z nim w przestronnej, oświetlonej przez popołudniowe słońce stołówce muzealnej. Kelly, rocznik 1952, z charakterystyczną białą brodą okalającą twarz, wydaje się zmęczony i zirytowany wątpliwościami mnożonymi przez sceptyków i dziennikarzy. Gdy pytam go, jak po latach ocenia swoje prognozy dotyczące przyszłości technologii, przyznaje, że trudno myśleć z wyprzedzeniem. – Wszyscy mamy w głowie filmy science fiction wykreowane przez Hollywood. Tak mocno wpłynęły na naszą wyobraźnię, że musimy o tej wizji zapomnieć, aby móc wymyśleć coś zupełnie innego – tłumaczy. – Pracowałem kiedyś z think tankami, które tworzą scenariusze przyszłości dla dużych amerykańskich firm, takich jak Kodak czy Disney. Spotykaliśmy się z dyrektorami generalnymi, próbując skłonić ich do wspólnej dyskusji na temat kierunku, w którym zmierzają ich firmy. Najtrudniejszą rzeczą dla nich było porzucenie założeń dotyczących tego, jak powinna wyglądać przyszłość, którą uważali za oczywistą.
Zastanawiam się, jak bardzo on sam jest przywiązany do własnej wizji przyszłości, w której sztuczna inteligencja pięknie układa nam świat. Ale o to zapytam go za chwilę.
Technoewangelia
Kim jest Kevin Kelly? Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, znalazł się w grupie ludzi, którzy postanowili zrealizować wizję świata, o jakim ich współczesnym się nie śniło – wizję świata cyfrowego.
W takich biografiach fascynuje mnie moment, w którym życie obiera kierunek, z którego potem możemy się rozliczać albo zastanawiać, czy już było za późno, by cokolwiek zmienić. U Kelly’ego ten moment mógł nastąpić wcześnie, jeszcze w dzieciństwie. Jego ojciec był dyrektorem wykonawczym w magazynie „Time”, gdzie zajmował się analizami systemowymi. Zaraził syna bakcylem cybernetyki, czyli nauki o przekazywaniu i przekształcaniu informacji w systemach, takich jak żywy organizm, społeczeństwo lub maszyna. Jednocześnie w wydanej w 2010 roku książce What Technology Wants( Czego chce technologi) Kelly …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Dostęp do tego materiału mógłby kosztować 14,99 zł. My w tej cenie dajemy Ci miesięczną subskrypcję wszystkich naszych treści. Wypróbuj, możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
