Wersja audio
Jestem autorem prozy z pogranicza horroru. Do tej pory wszystkie moje utwory były fikcjonalne, ale z bliska widać już horror, któremu daleko do fikcji. Problem, który tu rysuję, jest globalny, przede wszystkim polityczny, i postępuje w niesamowitym tempie.
Emmanuel Carrère w książce Królestwoczyni następującą uwagę: „Ci, co znają polityczną gadaninę po wydarzeniach Maja ’68, pamiętają sakramentalne pytanie: «A ty z jakiej pozycji się wypowiadasz?». Uważam je za niezwykle trafne”. Podobne pytania prawie nie padają w dzisiejszej debacie o sztucznej inteligencji (AI), którą zdominowali tak zwani eksperci, czerpiący mniejsze lub większe zyski z różnego rodzaju wypowiedzi. Zupełnie skandaliczne – ale właściwe dla kapitalizmu – jest stawianie w roli ekspertów samych twórców tej technologii, którzy mają oczywisty interes, by ją promować. Zaznaczam więc, że zrzekłem się honorarium za ten tekst, a wypowiadam się z pozycji pesymistycznego kronikarza tych zjawisk. Już kilka lat temu w wywiadzie dla Culture.pl zauważyłem sprzeczność między deklarowaną misją formy OpenAI (budowanie „bezpiecznej AI”) a bezprecedensową zdolnością jej produktów do generowania bezwartościowych tekstów, które zalewają internet i skrzynki mailowe wydawców.
Współcześnie znaczącą część treści w internecie produkują boty, ogólnodostępne narzędzia takie jak Grok tworzą pornografię z udziałem dowolnych osób, a systemy AI są wykorzystywane do bombardowania cywilów w Iranie. W jaki sposób społeczeństwa mają reagować na atak tak ekstremalnie ekspansywnej technologii? Przede wszystkim muszą sobie uświadomić jego skalę i to, że jest przeprowadzany według następującej logiki: instancje sztucznej inteligencji rozmieszcza się w strategicznych miejscach w społeczeństwie, by poczynić jak największe spustoszenie, na które nie da się adekwatnie odpowiedzieć. A jednak spróbujmy.
Jak AI psuje rynek pracy
Pod koniec 2024 roku zainteresowałem się pisaniem scenariuszy do gier komputerowych. Ze względu na restrykcyjne klauzule tajności, ograniczę się do krótkiej prywatnej historii i informacji znanych publicznie. W pewnym momencie prestiżowa firma F. poprosiła mnie o zrobienie testu rekrutacyjnego w języku polskim, co jest rzadkością. Przewidziany na kilka dni test sam w sobie stanowił wielką zagadkę. Zawierał nadmiarowe, sztuczne i niepotrzebne sformułowania, na przykład należało wprowadzić bohatera, którego motywację opisano jako „zemstę”, a cel jako „zemszczenie się”. Po co wyodrębniać „motywację” i „cel”, jeśli w te dwie rubryki wpisuje się coś tak podobnego lub nawet identycznego? Wskazywało to na nieprzemyślenie samej konstrukcji zadania. W dobrej wierze uznałem jednak, że pewnie to ja czegoś po prostu nie dostrzegam, jakiejś ukrytej trudności czy pułapki.
Zostałem odrzucony, ale także wysłano mi wiadomość zwrotną, tak zwany feedback. W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś musiał się pomylić i wiadomość nie jest adresowana do mnie – ze względu na oczywiste sprzeczności między wcześniejszymi wymaganiami a tym, co otrzymałem w wiadomości. Zgodność moich odpowiedzi z wymogami testu przedstawiono jako zarzut, tak jakby osoba konstruująca feedback nie widziała testowych poleceń. Na końcu stała standardowa formuła grzecznościowa: „Zostańmy w kontakcie”, dlatego postanowiłem odpisać – uprzejmie, a …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści z 100. numeru i całego archiwum. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
