Wersja audio
to był dobry dzień,
ze słońcem migotliwym i wysokim, pustym niebem,
teologowie są zgodni,
tego dnia i piekło było puste, i niebo było puste,
prawdziwa komunia ponad podziałami,
zrobiło się w końcu dużo miejsca,
dla kruchych ludzi uśmiechniętych krucho,
z supermocami dziecięcymi,
takimi jak szukanie gliny pod piaskiem,
wyprawianie dostojnych pogrzebów z płytkimi grobami dla ślimaków,
i patrzeniem w oczy ze łzami,
pożywne kwiaty i ciężkie słonecznki,
przednia nóżka mrówki, łupinki światła,
coraz mniej tych, którzy pamiętają mnie jako dziecko,
a nie mam 40 lat jeszcze przecież!
ale nic to, nie boje się, w końcu się nie boję,
bo pontonowe mosty rozpięte między nami,
kołyszą się miękko,
idę do Ciebie niepewnie,
jestem spocony, pachnę,
nie wstydzę się,
nie trzeba się wstydzić czegoś,
na co nie mamy wpływu,
nie trzeba się wstydzić,
że umarli,
że samemu się jest,
żyję prosto w Ciebie,
patrzę prosto w światło,
wydaję na bzdury, i zmyślam wesoło,
wszystkie zegary świata stopiły się w jedną,
odwleczoną w nieskoczoność chwilę,
noc się spóźnia.
Dzisiaj nie przyjdzie,
dzisiaj będzie inaczej.
Masz przed sobą otwartą treść, którą udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Jeśli nie masz prenumeraty lub dostępu online – zarejestruj się i wykup dostęp.