Fotoreportaż
Maleńka

O poranku po sztormie widać wyraźnie szkiery, przed którymi ostrzega latarnia Litløy. W tle wyspy Gaukværøya i Langøya
Ellen Marie Hansteensen wskazuje na wystającą pośrodku oceanu skałę, która od 20 lat jest jej domem i mieści jedyną stale zamieszkaną latarnię morską w Norwegii.
– Niektórzy goście są zaskoczeni, że wyspa nie jest jednak taka niewielka: bo przecież nazywa się Litløya – mała wyspa, Maleńka. Jest po prostu mniejsza od sąsiedniej wyspy, wokół są mniejsze i jeszcze mniejsze szkiery, na których też stoją latarnie morskie. Z tego punktu widzenia jest więc całkiem spora. Żeby ją całą obejść, potrzeba dwóch godzin. Przy tym jest całkiem zielona – mówi.
Ludzie wciąż żyją tutaj ze względu na bliskość łowisk wokół zewnętrznych wysp archipelagu. Najwcześniejsze świadectwa osadnictwa datuje się na 4000 rok p.n.e. Pierwszy pisany ślad to dokument sądowy z XVI wieku nakładający karę na jednego z mieszkańców. W drugiej połowie XIX wieku na Litløyi mieszkało 75 osób i działała tu szkoła. Latarnię ukończono w 1912 roku, żeby ostrzegała przed szkierami statki płynące na północ.
– To bardzo niebezpieczne wody. W wiosce unikano wstawiania okien skierowanych na morze, bo ono daje i odbiera. Ludzie nie mieli tutaj sentymentu do oceanu. Nie wypływaliby na niego, gdyby nie konieczność. Jako osoba współczesna patrzę na to inaczej, postrzegam ocean jako coś majestatycznego. Ale oni mieli z nim zupełnie inną relację. To historia żałoby dziedziczonej przez pokolenia.
Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.