Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Historia osobista

Uważaj mój dom za swoją gospodę

Gdybym uroniła jedną łzę, mogłabym się zamienić w Alicję pływającą w oceanie swoich łez.
rysunki Justyna Frąckiewicz
POSŁUCHAJ

Zerwała ze mną kontakt – powiedziałam w piątek po południu przyjaciółce, gdy od wielu dni nie byłam w stanie skontaktować się z Julią. W następnym tygodniu wyjeżdżałam z miasta, a Julia – zmieniłam jej imię – miała się zajmować naszym psem i młodszym synem w godzinach przed powrotem mojego męża z pracy do domu, ale nie odpowiadała na wiadomości z prośbą o potwierdzenie. To nie było w jej stylu. W zeszłym roku i dwa lata temu, gdy podróżowaliśmy latem, przysyłała mnóstwo zdjęć i filmików z naszego domu w New Jersey, żeby dać nam znać, że pies jest szczęśliwy, a ogród w rozkwicie. Gdy wyjeżdżałam, odbierała naszego syna ze szkoły i jadła z nim obiady. Spisywała ich rozmowy o historii i polityce, fizyce i feminizmie, memach i godzinach szczytu w Tokio, a potem mi je przysyłała, usiane emoji.

W szczenięctwie nasz mały cockapoo został zaatakowany przez pitbulla, wskutek czego stracił odwagę jak lew w Czarnoksiężniku z krainy Oz. Nasz młodszy syn jest małomównym chłopcem; jego starszy brat – najbliższa mu osoba – popełnił samobójstwo niedługo po tym, jak poznaliśmy Julię. Zaprzyjaźniła się i z chłopcem, i z psem, co nie udało się innemu dorosłemu.

Moje telefony do Julii trafiały prosto na jej zapchaną pocztę głosową. Coraz bardziej wzburzona, zaczęłam guglować i znalazłam dwuzdaniowy nekrolog. W ostatnich szesnastu miesiącach śmierć nie była mi obca, zabrała bowiem mojego starszego syna, teściową i ojca. Nie płakałam tego dnia, gdy odszedł Vincent, ani później, gdy umierali kolejno moja teściowa i ojciec. Ale widząc nekrolog Julii, wybuchłam niepohamowanym szlochem. Słuchając przez telefon, jak płaczę, przyjaciółka stwierdziła, że rozpaczam także po pozostałych. Inna napisała do mnie tej nocy, że też należy do „klubu płaczących po czasie – a te łzy zbierają odsetki”.

 


Ojciec miał problemyz sercem przez ponad połowę życia, ale pozostał aktywny do ostatnich tygodni. Dzień przed operacją serca, po której nie odzyskał już przytomności, powiedział mi, że jest przygotowany na każde rozstrzygnięcie. Pragnęłam wówczas mu wyznać, że odszedł Vincent, jego najstarszy wnuk. Przyleciałam do Pekinu, gdzie dorastałam i gdzie wciąż mieszkali moi rodzice, gdy podupadł na zdrowiu.

Teściowa, która również mieszkała w Chinach, zmarła niedługo po Vincencie. Ukryliśmy to przed nią, ponieważ była już słaba. Myśl o tym, że nie będzie musiała znosić tego, co nie do zniesienia, stanowiła pewną pociechę. Ale rodzicom nie powiedziałam o tym z bardziej złożonych powodów. Dzień po śmierci Vincenta mój przyjaciel Edmund White napisał do mnie z Nowego Jorku: „Przyjedź do miasta. Obejmę cię i wspólnie będziemy go opłakiwać”. …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Esej Make My House Your Inn ukazał się 9 listopada 2020 roku w tygodniku „The New Yorker”. Publikujemy go za zgodą The Wylie Agency (UK) Limited. Copyright © 2020, Yiyun Li.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00