Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Fotogaleria

Puszka z ikoną

Ikoniczność jest pretekstem do traktowania idola albo idolki jako kogoś, do kogo można się modlić, za kim można pielgrzymować, o kim powstają hagiografie. Ale bywa też zabójcza.

Fot. Milton H. Green

Materiał sponsorowany przez Krupa Art Foundation, organizatora wystawy Marilyn Monroe. Czuję, że ją znam, ale czasem moje ręce wyginają się do tyłu, którą można oglądać do 25 października 2026 roku.


Andy Warhol, jeden z najsłynniejszych artystów XX wieku, papież pop-artu, urodził się jako Andrew Warhola, a jego rodzice byli Łemkami ze słowackiej wsi, którą postanowili opuścić w poszukiwaniu lepszego życia w Ameryce. Dorastał w kulturze grekokatolickiej, w której centralne miejsce w życiu wspólnoty i w cerkwi zajmuje ikona. Ikona (z gr. eikon – obraz) w religii wschodniego obrządku oznacza wizerunek Boga, Matki Boskiej lub świętych. Ten obraz skupia się na twarzy, do której dodawane są atrybuty charakterystyczne dla danej postaci i złota aureola. Ikona stanowi okno na świat transcendentalny, łączy wiernego ze sferą sacrum.

Chociaż rodzina Andy’ego wypełniała dom w Pittsburghu kulturą dewocyjnej religijności, tożsamość dorastającego chłopca kształtowała się także pod wpływem kultury amerykańskich lat powojennych, którą przepełniała wiara w moc konsumpcji i show-biznesu. W tym świecie kościołami były supermarkety wypełnione puszkami z zupą firmy Campbell oraz kina, w których wyświetlano hollywoodzkie blockbustery. Bogowie świeckiego Olimpu występowali nie na tle złotej aureoli, ale na srebrnym ekranie. I kiedy Warhol lata później wymyślał swój wielki artystyczny projekt – studio The Factory – wiedział, że jego przestrzeń musi być srebrna. Kolejne gwiazdy, które pojawiały się w tym legendarnym lofcie na Manhattanie, uśmiechały się więc przed Polaroidem Andy’ego na tle srebrnych balonów i folii.

Jednym z charakterystycznych dla Warhola pomysłów na sztukę była technika sitodruku fotograficznego. Wybierał zdjęcie z gazety lub zrobione przez siebie i używając odpowiedniej techniki, przenosił je na matrycę sitodruku, którą następnie pokrywał farbą. Twarz lub rzecz stawała się płaska, zredukowana do jej najbardziej wyrazistych cech. Puszka, krzesło elektryczne czy uśmiechnięta Marylin Monroe – Warhol wybierał to, co kultura masowa uczyniła powszechnie rozpoznawalnym, niezbędnym dla imaginarium epoki.

I chociaż mamy już inną epokę, a sława – wbrew przewidywaniom Warhola („W przyszłości każdy będzie sławny przez 15 minut”) – potrafi trwać zaledwie tyle, ile nagranie na TikToku, to prace tego artysty wciąż pozostają najcelniejszym komentarzem do tego, jak tworzy się współczesne ikony. Przede wszystkim obiekt musi łatwo zapadać w pamięć i dać się łatwo redukować do kilku znaków. Warhol bowiem dobrze rozumiał siłę natychmiast rozpoznawalnego wizerunku. W jego portretach liczy się więc (tak jak w ikonach świętych) przede wszystkim twarz – pozbawiona rozbudowanego otoczenia, wyizolowana i łatwa do zapamiętania.

W cerkwi twarz jest znakiem duchowym. W kapitalizmie to znak towarowy. W przypadku Marylin Monroe były nim blond loki, pieprzyk i zmrużone oczy. U Dolly Parton – wielka fryzura i mocny makijaż. U Freddiego Mercury’ego – szerokie wąsy i wada zgryzu. Z kolei w przypadku Taylor Swift znakiem towarowym są czerwona szminka, kreska na oku i blond grzywka. Przy tym ikona popkultury może mieć wiele wcieleń, więc na przykład Marylin w Słomianym wdowcu różni się od Marylin w Pół żartem, pół serio. Zawsze jednak jest to Marylin, niezależnie od aktualnej „ery” działalności – jak obecnie w popkulturze zaczęto określać określone etapy w karierze gwiazd, zapożyczając nomenklaturę od Swifties (fanów Taylor), którzy erami nazywają kolejne wcielenia i płyty swojej ulubienicy.

Marylin była ikoną epoki, w której kobieta, aby osiągnąć status ikony, musiała stwarzać pozory bierności wobec męskich fantazji, ale zarazem pozostawać niedostępna. Taylor jest ikoną pokolenia millenialsów – osób z epoki, w której promuje się samostanowienie, przedsiębiorczość, relacje paraspołeczne i dopaminowe tempo. Marylin milczała, Taylor nieustannie coś do nas mówi. Marylin pozwalała się formować, Taylor steruje własnym wizerunkiem. Po jednej stronie mit „tragicznej heroiny”, po drugiej – mit „dziewczyny z sąsiedztwa”.

Marylin była ikoną epoki, w której kobieta, aby osiągnąć status ikony, musiała stwarzać pozory bierności wobec męskich fantazji, ale zarazem pozostawać niedostępna.

Jednocześnie zespół cech ikon popkultury jest budowany na zasadzie gromadzenia i powtarzania tych samych przymiotników, stałych epitetów, jak u Homera. Marylin? Blondynka, ofiara, symbol seksu, ucieleśnienie kobiecości, pin-up girl. Taylor? Miliarderka, songwriterka, diwa, poetka, rekordzistka, bizneswoman, feministka. Te powtarzalne cechy, charakterystyczne znaki sprawiają bowiem, że ikonę można prezentować, czyli także sprzedawać w rozmaitych formatach, w których zawsze pozostanie czytelna. Koszulka, kubek, breloczek, czapka, pocztówka, kosmetyki, książki, filmy – co tylko chcesz (jak w przypadku Fridy Kahlo, o której pisze Sylwia Zientek – przyp.red.). Ikona popkultury jest oknem na świat konsumpcji, tak jak ikona w cerkwi jest oknem na świat transcendencji.

Ikona jest zatem towarem, dobrem powszechnym, domeną publiczną, a realna osoba staje się jedynie jej nosicielem, żywicielem. Ikona to nurt w rozrywce, segment w supermarkecie, półka w butiku czy drogerii. Przy tym tak, jak anonimowy jest pisarz świętych obrazów w prawosławiu, tak nikogo nie interesuje, kim jest osoba, która wykreowała pop-ikonę. Liczy się produkt jej pracy, czyli mit.

Współcześnie to właśnie popkultura jest naszym zbiorem mitów, jak to trafnie zauważył już filozof Roland Barthes w swoim absolutnie podstawowym dla antropologii kultury zbiorze esejów Mitologie, wydanym w epoce Warhola. Poszczególne mity to opowieści o ikonach popkultury.

Ikoniczność jest pretekstem do traktowania idola jako kogoś, do kogo można się modlić, za kim można pielgrzymować, o kim powstają hagiografie. Ale bywa też zabójcza. Jeśli bowiem ktokolwiek – łącznie z osobą, która tę ikoniczność niesie – się jej sprzeniewierzy, traktuje się to jak świętokradztwo, które pozwala tego kogoś strącić z piedestału.

Z tym musiała się zmierzyć na przykład Miley Cyrus, która tak bardzo chciała odciąć się od swojego alter ego – czyli postaci Hanny Montany, w którą wcielała się w serialu – że jako piosenkarka najpierw przemieniła się w prowokującą seksbombę w lateksach i skórach, a kilka miesięcy później występowała już cała w pastelach i w kowbojskim kapeluszu. Ani jedno, ani drugie wcielenie się nie sprawdziło.

Wizerunek, który się sprawdza, jest też obciążony zobowiązaniami. Gwiazda bowiem tworzy wokół siebie małe przedsiębiorstwo, dając pracę tym, którzy wykonują dla ikony usługi konserwacyjne i serwisowe. To dlatego Marylin Monroe nie mogła wrócić do bycia Normą Jean – w zbyt wiele uwikłała się jako Marylin.

W książce Marylin. The Last Take Petera Browna i Patte Barham, wydanej w 1992 roku, pojawia się taki cytat z Normy (tłumaczenie własne): „Poniosłam porażkę jako kobieta. Mężczyźni tak wiele ode mnie oczekują, bo mają przed oczyma określony obraz, jaki stworzyli – obraz, który stworzyłam też ja – symbolu seksu. Oczekują fanfarów, ale moja anatomia jest taka sama jak każdej innej kobiety – nie mogę sprostać temu obrazowi”.

W takiej sytuacji trudno o przywiązanie, chęć poznania żywego umysłu i ciała, doświadczenia jego skomplikowania i realności. Tym, co przychodzi łatwiej, jest konsumpcja, użycie osoby we własnej fantazji – nie relacja, a masturbacja.

Barthes w Mitologiach opisał mit za pomocą pojęć lingwistycznych Ferdinanda de Saussure’a, tworząc system semiologiczny, zgodnie z którym istnieje tak zwany znak drugiego stopnia. To mit, w którym pierwotny znak staje się tylko pustym znaczeniem. Nie ma już więc prawdziwej kobiety Marylin – jest symbol tragicznej piękności. Nie ma prywatnej Taylor – jest Taylor, romantyczka, która znalazła księcia. Mit nie chce się odsłonić, pokazać swoich kulis i nie lubi, żeby zadawać mu zbyt wiele podchwytliwych pytań. W mit się wierzy, a nie go analizuje. Podobnie jak wierni w cerkwi wierzą w to, co niesie ikona, tak wierni fani wpatrują się w swojego idola nabożnie, w zachwycie, bez wątpliwości.

Mit nie kłamie, po prostu nie zaprasza do żadnych pytań, jest z porządku wiary, a nie prawdy.

Mit nie kłamie, po prostu nie zaprasza do żadnych pytań, jest z porządku wiary, a nie prawdy. I popkultura podobnie jak religia jest masowa, dostępna, z niskim progiem wejścia, nie stawia wyzwań. Ma uczynić nasze życie znośniejszym, dawać nam asumpt do marzeń, nadziei, obiecywać coś wyjątkowego. W świecie, w którym trudno się zorientować, co jest czym, ma przynosić dramatyczną, wyrazistą historię, której chcemy słuchać, którą chcemy oglądać.

Przy tym wszystko, co dzieje się w przestrzeni mitycznej, jest bardziej – bardziej się kocha, bardziej się nienawidzi, bardziej wygląda. Klikamy więc wizerunki, szukając dreszczyku, obiecanego show. Tak jednak jak wierny może opuścić przestrzeń kontaktu z sacrum, tak my możemy przestać scrollować czy wyłączyć telewizor. Zniewolona pozostaje jedynie osoba, którą wynieśliśmy na ołtarze.

Autorem zdjęć jest Milton H. Green | AUGUST |  Morrison Hotel Gallery

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00