Felieton
Prosta historia
Tego lata mój starszy syn skończył 17 lat. Urządził pierwszą w życiu imprezę. Dyskretnie opuściłam lokal i życzyłam młodym dobrej zabawy. Byłam jednak ciekawa, co Ignacy dostał w prezencie.
Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.
Tego lata mój starszy syn skończył 17 lat. Urządził pierwszą w życiu imprezę. Dyskretnie opuściłam lokal i życzyłam młodym dobrej zabawy. Byłam jednak ciekawa, co Ignacy dostał w prezencie.
Znowu zapomniałam parasola. Pech, bo przecież jesienne dni są spełnioną obietnicą deszczu. Rano jeszcze słońce, jeszcze światło przenikające przez kolorowe liście (Japończycy mają nawet słowo opisujące to zjawisko: komorebi). A po
Co roku przyglądam im się z czułością. Opalone kolana i białe podkolanówki. Piegi. Jasne kosmyki od słońca. Plisowane spódniczki roztańczone przy każdym kroku. Przykrótkie nogawki spodni, bo przecież wiadomo, że latem rośnie
Od dawna mnie kusi, żeby zniknąć. Nie całkiem, tylko trochę. Urwać się z cyfrowej, rodzinnej i zawodowej smyczy. Tak, żeby przez chwilę, może kilka dni, nikt, a przede wszystkim big techy nie wiedziały,
Mam takie trzy. Jedno jest czarne, dawniej mieszkało w tekturowej walizeczce, a dziś pyszni się koło albumu z fotografią. Odziedziczyłam je po dziadku. Drugie, duńskie, może się pochwalić piękną linią szczęki, charakterystyczną dla
Od kilku miesięcy budzi mnie ten sam dźwięk. Monotonne szu-szu-szu. To starszy mężczyzna zamiata kamienną uliczkę przed naszym domem. Nie spieszy się. Co chwilę przystaje, żeby z kimś się przywitać
Dostałam go w prezencie, choć wcale nie wygląda okazale. Czarna farba nieco obłazi, jest poobijany, w dodatku lekko się zacina. Ważę go w dłoni i dziwię się, że choć mały, jest taki ciężki i solidny.
Zawsze zerkam przez ramię, czy aby ktoś mi się nie przygląda. Wolę to robić w samotności, niezauważona. Co mają o mnie gadać pod nosem: „ale dziwaczka”.
Po raz pierwszy od dawna przyszły mrozy i śnieg. Wyjęłam ją z szafy i obejrzałam pod światło. Jest ciemnozielona, ale trochę spłowiała, straciła kolor. Na dzianinowych ściągaczach rozpanoszyły się supełki, ostateczny znak zmechacenia.
Mieści się w dłoni. Jego chropowata powierzchnia w kolorze czekolady, z czerwonymi przebłyskami, jest ciepła w dotyku. Niewielki, cztery centymetry na półtora, nie robi wrażenia. Jeden kąt prosty, dwa ostre. Trzy ścianki.