Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Esej

Łazienka

Komórka rodzinna ma to do siebie, że nikt nie wychodzi z niej bez szwanku ani z tym, czego chce dla siebie. Przychodzi mi na myśl to kapitalne powiedzonko Jerry’ego Seinfelda: „Nie ma czegoś takiego jak frajda dla całej rodziny”. Ktoś musi coś poświęcić – pytanie tylko, jak wiele i dla kogo.

Kiedy miałam osiem lat, moja rodzina przeniosła się z osiedla komunalnego do czegoś, co wydawało mi się prawdziwą rezydencją. Patrząc od frontu, odnosiło się wrażenie, że to wolno stojący dom; w środku wrażenie było podobne. Mieliśmy osobne drzwi wejściowe, a kiedy spoglądało się przez tylne okna, widać było wielki zarośnięty ogród na planie kwadratu, który także wydawał się w całości należeć do nas. Większość naszych gości nigdy się nie zorientowała, że to było dwupoziomowe mieszkanie typumaisonette, ani że dolną połowę budynku stanowiło mieszkanie komunalne, do którego wchodziło się przez boczne drzwi. Zajmowała je hinduska rodzina, która w ramach powitalnego gestu pokazała mi, jak z trójkątnych kawałków ciasta lepić pierożki samosa. Niedługo po naszej przeprowadzce ojciec zabrał się do dzielenia wspólnego ogrodu na pół za pomocą nieco spaczonego drewnianego płotu. Nie sądzę, by ta parcelacja wynikała z jakiegoś sporu: była kwestią czysto praktyczną, związaną z odmiennymi wyobrażeniami co do tego, jak powinien wyglądać ogród (kolendra, ziemniaki – kwiaty, brodzik). Kiedy budowa płotu dobiegła końca, wszyscy byli zadowoleni. Obie strony miały swoje małe królestwo. A patrząc przez tylne okna, wciąż odczuwało się tę wspaniałość i przestrzeń.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

W środku mieściły się cztery sypialnie. Jedną zajmowałam ja, drugą brat (choć z przyzwyczajenia w środku nocy przeważnie wykradałam się ze swojego pokoju, by do niego dołączyć), trzecią ojciec z matką (która była wtedy w ciąży), czwarta zaś, na dole, była „wolnym pokojem”, do którego od czasu do czasu przywabialiśmy europejskich nastolatków. Owi nastolatkowie wydawali mi się bardzo atrakcyjni i egzotyczni. Nosili swatche i nieskazitelnie czyste trampki dunlopy, i swetry Naf Naf w barwach podstawowych oraz oglądali Tour de France (w czym zdawali się znajdować przyjemność). Wszyscy bez wyjątku chcieli być zawożeni na Abbey Road i fotografowani podczas przechodzenia przez pasy. I rzecz jasna płacili porządny czynsz.

Wolny pokój, dodatkowa toaleta – w oczach moich rodziców to były bardzo brytyjskie wyznaczniki sukcesu.

Później, kiedy urodził się mój najmłodszy brat, wolny pokój stał się kwaterą kolejnych hiszpańskichau pair, które opiekowały się naszą trójką (w zamian za zwolnienie z czynszu), gdy rodzice byli w pracy – ojciec w niewielkiej firmie …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Esej pochodzi z książki Widzi mi się Zadie Smith, która w polskim przekładzie ukaże się 22 sierpnia 2018 roku. Tłumaczenie: Justyn Hunia. Zadie Smith będzie gościem tegorocznej edycji Festiwalu Literacki Sopot. Spotkanie z autorką odbędzie się 18 sierpnia.Prowadzenie: Michał Nogaś. Pismo jest patronem medialnym Festiwalu.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00