Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Rozmowa

Jesień wyjątkowego średniowiecza

Wystawa „Stulecie…” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Fot. Magdalena Lorek
Naszym celem nie było stworzenie kolejnej standardowej wystawy, na której widz przechodzi od eksponatu do eksponatu, a każdemu z nich towarzyszą rozbudowane opisy – w hermetycznym języku – z Agatą Stasińską, kuratorką wystawy „Stulecie. W rocznicę wielkiej wystawy śląskiej sztuki średniowiecznej” Muzeum Narodowego we Wrocławiu, rozmawia Magdalena Kicińska.

Materiał sponsorowany przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu, organizatora wystawy Stulecie w Pawilonie Czterech Kopuł, która trwa do końca 2026 roku.

Magdalena Kicińska: Spotykamy się w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej we Wrocławiu, gdzie prezentowana jest wystawa Stulecie. Skąd pomysł, aby sztukę dawną, gotycką, prezentować w murach muzeum, które na co dzień prezentuje sztukę współczesną?

Agata Stasińska: Pomysł narodził się z głębokiego szacunku dla historii tego miejsca oraz wydarzeń, które ukształtowały wrocławskie i śląskie muzealnictwo. W 1926 roku w tym samym budynku zorganizowano epokową wystawę Schlesischer Malerei und Plastik des Mittelalters (czyli Śląskie malarstwo i rzeźba średniowiecza). Nasza obecna ekspozycja jest hołdem dla tamtego wydarzenia, ale też próbą podjęcia z nim dialogu. Pawilon Czterech Kopuł to przestrzeń niezwykle pojemna znaczeniowo i architektonicznie. Chcieliśmy, by te rzeźby i obrazy przemówiły do współczesnego widza językiem uniwersalnym, wyzwolone z czysto historycznego czy liturgicznego kontekstu, a wyeksponowane w swojej czystej, rzeźbiarskiej, malarskiej i estetycznej formie.

Wróćmy zatem do 1926 roku. Jaka była tamta wystawa, poza tym, że bezprecedensowa w ówczesnej historii muzealnictwa na tych ziemiach?

Była wydarzeniem absolutnie przełomowym i spektakularnym. Zgromadzono na niej ponad 280 zabytków sztuki średniowiecznej! Proszę więc wyobrazić sobie logistykę tego przedsięwzięcia w tamtych czasach – choćby transport monumentalnych nastaw ołtarzowych, delikatnych rzeźb drewnianych czy kruchego malarstwa tablicowego.

W jednej z gablot na samym początku wystawy Stulecie… można przeczytać listy transportowe. W zachowanej korespondencji odnajdujemy też szczegółowe wskazówki, jak przygotować dane dzieło do transportu (na przykład pakując je w skrzynię wyłożoną sianem). Dzięki temu możemy zajrzeć za kulisy logistyki sprzed stulecia.

Mamy szczęście, że nawet takie dokumenty przetrwały. Dzięki nim wiemy, że niektórych proboszczów trzeba było przekonywać, że dzieła z ich kościołów dotrą na wystawę całe i takie z niej wrócą, starannie opakowane i przewiezione. I choć wystawa sprzed stu lat trwała zaledwie dwa i pół miesiąca, zapisała się w historii jako jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych XX wieku w ówczesnym Breslau. Kuratorami tamtej ekspozycji byli kustosz Erich Wiese oraz Heinz Braune, dyrektor Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych. Co ciekawe, Braune i Wiese byli równocześnie zagorzałymi miłośnikami sztuki najnowocześniejszej.

W 1933 roku Erich Wiese został odwołany ze swojej funkcji – sztukę, której poświęcił życie, naziści określili mianem „zdegenerowanej”.

Ich podejście do sztuki średniowiecznej było całkowicie nowatorskie – spoglądali na nią okiem ludzi nowoczesnych, doceniając jej ekspresję, formę i ładunek emocjonalny, a nie tylko wartość historyczną. To oni podjęli tę odważną decyzję, by pokazać sztukę dawną w tak surowym, nowoczesnym wnętrzu jakim, zwłaszcza na tle ówczesnej architektury w mieście, był Pawilon. Poza tym pamiętajmy, że mówimy o obiektach rozmaitej skali: od niewielkich drewnianych rzeźb po monumentalne nastawy ołtarzowe. Niewiele miejsc mogło pomieścić taki rozmach.

Agata Stasińska, kuratorka wystawy „Stulecie…” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Fot. Magdalena Lorek

Pawilon Czterech Kopuł otwarto w 1913 roku na Wystawę Stulecia, czyli zaledwie 13 lat przed wystawą Schlesischer Malerei und Plastik des Mittelalters. W 1926 roku Europa była już w zupełnie innym momencie – po wielkiej wojnie, zachłyśnięta modernizmem. A Braune i Wiese zamiast ku przyszłości postanowili patrzeć wstecz, ku średniowieczu.

Sam początek wystawy to zanurzenie się w klimacie epoki, dlatego postawiliśmy na immersyjne doświadczenie już od samego progu. Pokazujemy, jak zmieniało się miasto i świat dookoła. Lata 20. we Wrocławiu to czas ogromnych przemian kulturowych, architektonicznych i społecznych. Miasto aspirowało do miana prawdziwej europejskiej metropolii nowoczesności. Natomiast zmiana postrzegania sztuki średniowiecznej, którą twórcy tamtej wystawy proponowali, polegała na przestawieniu optyki.

Braune i Wiese wydobywali ją niekiedy z ciemnych, często zaniedbanych przestrzeni świątynnych czy magazynów i zaprezentowali je jako autonomiczne dzieła sztuki. Zastosowali nowoczesne jak na tamte czasy metody oświetlenia i aranżacji przestrzeni, a także – co dla nas, muzealników, ogromnie ważne – również klasyfikacji twórców i dzieł.

Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do wielkich wystaw, na których setki obiektów są zgromadzone w jednej przestrzeni, ale w latach 20. ubiegłego wieku to był prawdziwy przewrót. Dzięki Braune’owi i Wiese’owi sztuka śląska zyskała rangę równą tej z najważniejszych europejskich ośrodków artystycznych tamtej epoki. Nasza wystawa Stulecie jest więc także przypomnieniem ich wizjonerstwa.

Fot. Magdalena Lorek

Prezentujecie na niej około 150 obiektów. Jakiego klucza użyliście przy ich wyborze? Czy to są te same dzieła, które widzowie i widzki mogli oglądać 100 lat temu?

Klucz doboru był wielowarstwowy. Znaczną część obiektów, które pokazujemy, rzeczywiście eksponowano na wystawie w 1926 roku – to był dla nas bardzo ważny punkt odniesienia. Część pokazywanych wtedy eksponatów dziś uznaje się za straty wojenne. Są jednak na przykład też takie, które przetrwały wojnę, ale dziś transport zagrażałby ich bezpieczeństwu.

Pokazujemy dzieła wybitnych mistrzów, którzy działali na Śląsku w XV wieku i na początku XVI wieku. Staraliśmy się stworzyć opowieść wielowątkową, pokazującą bogactwo form, stylów i tematów, jakie przewijały się przez śląskie warsztaty tamtego czasu, a także wpływy – między innymi czeskie czy niderlandzkie. Chcieliśmy pokazać też nieoczywistości. Na przykład pamiętamy ze szkoły, że średniowieczni artyści tworzyli Ad maiorem Dei gloriam, czyli na chwałę Boga. Podobanie się Mu było najważniejsze i wyznaczało cel ludzkich działań. A tu proszę, co widzimy w rogu kwatery ze sceną Adoracji Dzieciątka?

Delikatny kwiat i motyla.

Czyli detale, których z poziomu podłogi kościoła żaden z wiernych nie miał szans dostrzec i który nie ma też znaczenia symbolicznego dla kompozycji. Po co więc autor je namalował? Żeby zaznaczyć swoją wyjątkowość, indywidualny rys. Być może również po to, by zapisać się w pamięci kupującego, wyróżnić się i móc liczyć na kolejne zlecenie. Tego rodzaju detale pokazują, że nawet to, co wiemy o średniowiecznej sztuce, wcale nie jest takie oczywiste.

Na wystawie Stulecie możemy zobaczyć też przykłady pracy konserwatorskiej – na jednej ze ścian wisi krucyfiks, któremu „odrosła” ręka.

To krucyfiks z Kościoła św. Bartłomieja w Koninie Żagańskim. Zaprezentowanie go było możliwe dzięki wysiłkowi naszej pracowni konserwacji. Mało osób zdaje sobie sprawę, jak wielu prac nie moglibyśmy już dzisiaj oglądać, bo z powodu wieku, warunków przechowywania, poprzednich działań konserwatorskich (na przykład ciągłego przemalowywania) uległy zniszczeniu i nie nadają się do eksponowania. Dzięki tej wystawie część z nich mogliśmy uratować.

Pokazuje to też zmianę, jaka dokonała się na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Kiedyś chciano oglądać tylko to, co kompletne, zachowane w najlepszym stanie. Dzisiaj bardziej doceniamy pęknięcia, ślady upływu czasu, niedoskonałości. Ja bardzo lubię zatrzymywać się przy krucyfiksie, który zamiast wieszać, celowo „położyliśmy” żeby można było przyjrzeć mu się z bliska, dostrzec detale – to rzeźba z kościoła w Byczynie.

Co ważne, bardzo zależało nam, by po naszej wystawie zostało coś trwałego. Część środków przeznaczonych na wystawę przekazaliśmy więc na konserwację obiektów kościelnych, w tym właśnie tego konkretnego.

Fot. Magdalena Lorek

Z bliska widać te detale: nabrzmiałe żyły, sine paznokcie, cienie pod oczami.

Chrystus jest tu oddany naturalistycznie, polichromia, która jest oryginalna, miała oddawać jego cierpienie. Proboszcz Katarzyna Kowalska z Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Wołczynie, do której przynależy kościół w Byczynie nie mogła uwierzyć, że to ta sama rzeźba – zanim ją odnowiliśmy, była prawie czarna.

Jak dokładnie wyglądała konserwacja tych niezwykle wrażliwych, wielowiekowych obiektów? Przecież drewno pracuje, polichromie blakną, a owady żerujące w drewnie są bezlitosne.

Proces konserwacji rzeźby i malarstwa tablicowego z tego okresu to praca wymagająca wręcz benedyktyńskiej cierpliwości, ogromnej pokory wobec materii i zastosowania najnowocześniejszych osiągnięć nauki. Wiele z rzeźb i obrazów, które dziś zachwycają swoim blaskiem, przetrwało w stanie katastrofalnym. Drewno lipowe bowiem, najczęściej używane przez średniowiecznych rzeźbiarzy na Śląsku, jest materiałem bardzo wdzięcznym w obróbce, ale niezwykle podatnym na działanie czynników zewnętrznych, zmiany wilgotności i ataki owadów.

Konserwatorzy z Muzeum Narodowego we Wrocławiu to prawdziwi czarodzieje. Często musieli mozolnie, milimetr po milimetrze, usuwać warstwy późniejszych przemalowań – ponieważ w baroku i w XIX wieku bardzo często przemalowywano figury gotyckie, by nadać im bardziej „współczesny” i modny wygląd, pokrywając je grubą warstwą farb olejnych i dodając złocone elementy, jak korony czy berła. Usuwanie tych nawarstwień to proces niezwykle ryzykowny, wymagający zastosowania specjalistycznych rozpuszczalników, a nawet laserów. Do tego dochodzi konsolidacja struktury drewna – owady nierzadko zostawiają z rzeźby samą skorupę, wydrążając ją od środka. Takie obiekty trzeba wzmacniać specjalnymi żywicami.

Przeczytaj też: Irena Buchenfeld: świat wewnętrznych buntowników

Poza tym ciekawa jest też różnica między konserwacją kościelną (zwłaszcza jeśli rzeźby czy obrazy nadal funkcjonują jako przedmioty kultu) a muzealną. Widać to na przykładzie zestawienia piet – tej ze Smarchowic Śląskich, która dzisiaj jest w naszych zbiorach, i tej ze Stoszowa, która znajduje się tam w kościele i cały czas jest w kulcie. Na pierwszej bardziej widać upływ czasu.

Na jeszcze innym dziele – obrazie przedstawiającym św. Annę Samotrzecią pochodzącym ze Strzegomia – widać obtarcia najprawdopodobniej od dotykania, całowania, a nawet wydrapane wyrazy. To efekty działań wiernych obcujących ze świętym obrazem. To zresztą też bardzo charakterystyczne dla sztuki średniowiecznej, której obiekty były bardzo haptyczne – dotykane, całowane, wycierane. Wierni chcieli bowiem zaznaczyć swoją obecność, może „zapisać” konkretną intencję, zostawić po sobie ślad. Ujmuje mnie to, bo przecież jest bliskie także nam, współczesnym, ponieważ my również wszędzie próbujemy zostawiać podobne ślady obecności.

Porozmawiajmy o samej aranżacji wystawy. Na Chrystusa z kościoła w Byczynie pada snop światła, dzięki czemu wszystkie detale rzeźby możemy oglądać dokładnie. Sam Pawilon Czterech Kopuł to zaś przestrzeń dość surowa. Jak jeszcze „oswoiliście” ją dla sztuki średniowiecznej?

Naszym celem nie było stworzenie kolejnej standardowej wystawy, na której widz przechodzi od eksponatu do eksponatu, a każdemu z nich towarzyszą rozbudowane opisy – w hermetycznym języku, zrozumiałym tylko dla wąskiej grupy specjalistów, pasjonatów sztuki i historii. To dzisiaj nie przyciąga do muzeów. Chcieliśmy stworzyć przestrzeń, którą zwiedzający będą w stanie odczuć wieloma zmysłami.

Naszym celem nie było stworzenie kolejnej standardowej wystawy, na której widz przechodzi od eksponatu do eksponatu, a każdemu z nich towarzyszą rozbudowane opisy – w hermetycznym języku, zrozumiałym tylko dla wąskiej grupy specjalistów, pasjonatów sztuki i historii.

Na wystawie „grają” więc nie tylko same obiekty. Potężną rolę odgrywa też światło, które modeluje formy, wyciąga z mroku detale rzeźbiarskie, podkreśla ekspresję twarzy świętych czy dramatyzm scen pasyjnych. Takie zderzenie potęguje wrażenie zawieszenia tych obiektów w czasie, między średniowieczem a współczesnością. W dwóch salach wystawy obecna jest też muzyka – to sonata skomponowana przez Paula Hindemitha, który stworzył ją w 1934 roku. Tekst, który do niej powstał, mówi o innym ołtarzu średniowiecznym, autorstwa Matthiasa Grünewalda, i o powiązaniu sztuki z władzą.

Specjalnie na potrzeby wystawy powstał także zapach, który czujemy zwiedzajac.

To owoc naszej współpracy z polską firmą Bracia Mydlarze. Skomponowany zapach opiera się na woni bergamotki, paczuli i wiśni. Wyczuwalne jest też między innymi piżmo. Zapach – zgodnie z naszym zamysłem – jest pewnego rodzaju pomostem między tym, co dawne i klasyczne, a współczesnością. Chcieliśmy, aby był uniseksowy i mógł być używany na co dzień. Równocześnie od początku pracy nad tym zapachem chcieliśmy dzięki takiemu drobnemu zabiegowi zaproponować naszym zwiedzającym uruchomienie kolejnego zmysłu.

Większość eksponatów na wystawie zawisło nieprzypadkowo powyżej linii wzroku.

Zależało nam, by z tymi dziełami obcować tak, jak obcowali z nimi współcześni im widzowie – rzeźby i obrazy umieszczano bowiem nad ich głowami. Może kiedy spróbujemy popatrzeć na te obiekty tak, jak patrzono na nie w przeszłości, zbliżymy się do tamtych czasów i ludzi, którzy wtedy żyli? Wierzę, że sztuka ma moc pokazywania tego, co nas łączy – nawet z tymi, z którymi wydawałoby się łączyć nas wiele już nie może.

Przejdźmy na moment do wielkich i wcześniej anonimowych mistrzów, których prace znajdują się na wystawie. Kim byli Mistrz Poliptyku z Gościszowic i Mistrz Pasji z Góry?

W średniowieczu koncepcja artysty, jaką znamy od czasów renesansu, w zasadzie nie istniała. Twórcy działali w ramach ściśle uregulowanego systemu cechowego, gdzie dzieło było wynikiem pracy zbiorowej całego warsztatu, a nie indywidualnego przebłysku geniuszu. Rzeźbiarz, malarz, złotnik czy snycerz traktowani byli w pierwszej kolejności jako rzemieślnicy, którzy mieli za zadanie zrealizować konkretne zamówienie – na wspomnianą chwałę Bożą i ku pożytkowi lokalnej społeczności. Dlatego też tak niewiele sygnatur przetrwało do naszych czasów.

»Poznaj „W ramach Pisma” – cykl o sztuce, w którym oddajemy głos artystom i artystkom«

Dopiero w nowożytnej historii sztuki, dostrzegając unikalne cechy stylistyczne poszczególnych dzieł, zaczęto grupować je wokół tak zwanych warsztatów i przypisywać im umowne nazwy – biorące się najczęściej od nazwy najważniejszego dzieła, czyli eponimy. W przypadku sztuki śląskiej wprowadzenie tego typu nowej klasyfikacji zawdzięczamy właśnie Braunemu i Wiesemu.

Tak narodził się między innymi Mistrz Poliptyku z Gościszowic. Znamy dziś zaledwie ułamek jego potężnego dorobku, ale te nieliczne realizacje, nastawy ołtarzowe, z którymi mamy do czynienia, świadczą o niezwykłej biegłości warsztatowej i niebywałej umiejętności budowania dramaturgii formy rzeźbiarskiej. Z kolei Mistrz Pasji z Góry to ktoś posługujący się zupełnie odmiennym językiem wyrazu. Jego kompozycje charakteryzują się dużo większą ekspresją, deformacją, która służyła podkreśleniu cierpienia, bólu, udręki. Jego postacie mają ostre, wyraziste rysy, a draperie szat są potraktowane w sposób graficzny, niemal abstrakcyjny. Pokazanie obok siebie dzieł obu tych twórców na naszej wystawie jest jak otwarcie dwóch różnych ksiąg z tego samego stulecia.

Czy w dzisiejszych czasach – gdy otacza nas kultura cyfrowa z szybkim montażem i ulotnymi obrazami na ekranach smartfonów – sztuka średniowieczna potrafi jeszcze widza zachwycić? Czy nie jest dla współczesnego człowieka zbyt hermetyczna?

Absolutnie nie! I to jest chyba najważniejsze przesłanie, jakie niesie ze sobą nasza wystawa. Średniowiecze to jedna z najbardziej fascynujących, a jednocześnie wciąż najbardziej niedocenianych i obrosłych w stereotypy epok w dziejach historii sztuki. Powszechnie kojarzy się z mrokiem, surowością i upadkiem po antyku. Tymczasem obcowanie z oryginałami uświadamia nam coś zupełnie przeciwnego. Te dzieła tętnią życiem, kolorami, są przesiąknięte niesamowitym ładunkiem emocjonalnym.

W średniowieczu koncepcja artysty, jaką znamy od czasów renesansu, w zasadzie nie istniała. Twórcy działali w ramach ściśle uregulowanego systemu cechowego, gdzie dzieło było wynikiem pracy zbiorowej całego warsztatu, a nie indywidualnego przebłysku geniuszu.

Zwróćmy uwagę, w jaki sposób dawni mistrzowie operowali rzeźbiarską bryłą – jak rzeźbili szaty, które zdają się żyć własnym życiem, załamując się w ostrych, dynamicznych kaskadach. Spójrzmy na twarze – raz pełne nieziemskiego spokoju i idealnego piękna, innym razem wykrzywione bólem, pełne brzydoty, z grymasem cierpienia, który jest aż do bólu realistyczny.

Sztuka średniowiecza prawdziwie porusza! Trzeba tylko dać sobie szansę na bezpośredni kontakt z nią. Ona wymaga chwili zatrzymania, kontemplacji, wejścia w jej własny, specyficzny rytm, ale odwdzięcza się doznaniami najwyższej próby. Myślę, że współczesny widz, przebodźcowany codziennością, może znaleźć w Pawilonie Czterech Kopuł przestrzeń na głębokie, estetyczne i duchowe wyciszenie.

Wystawa nie kończy się jednak na przeszłości – na jej samym końcu widzimy przykład dialogu średniowiecza z tym, co tu i teraz. Dlaczego?

Bo nie chcieliśmy zamykać się wyłącznie w perspektywie historycznej. Stąd obecność instalacji rzeźbiarskiej Sub rosa autorstwa Anny Bujak wybitnej wrocławskiej artystki. To zderzenie przeszłości z teraźniejszością jest ciekawe również dlatego, że sztuka średniowieczna jest przede wszystkim sztuką tworzoną przez mężczyzn. Imiona, nazwiska kobiet – jeśli udało im się wejść do tego świata – pozostają w większości zapomniane.

Nie oznacza to, że kobiet w strukturach cechowych w ogóle nie było. Przykładem może być chociażby Katarzyna Gałuszyna z Krakowa, której obecność w 1477 roku odnotowano w pracowni artysty Jana Wielkiego. Najczęściej jednak, gdy mówimy o średniowiecznych warsztatach malarskich, kobiety pojawiają się w nich w rolach żon mistrzów, które dbały o prowadzone przez nich pracownie.

Natomiast praca Bujak to dzieło site-specific, co oznacza, że zostało zaprojektowane i zrealizowane z myślą o konkretnym miejscu – w tym przypadku o dziedzińcu Pawilonu Czterech Kopuł. Sub rosa powstała z aluminium, materiału bardzo lekkiego, nowoczesnego, ale wymagającego określonej precyzji w obróbce. Instalacja ta nie tylko nawiązuje do samej przestrzeni dziedzińca, ale też wchodzi w bezpośredni, bardzo poetycki dialog z wystawą Stulecie.

Fot. Magdalena Lorek

A co powiedziałaby Pani osobom wciąż niezdecydowanym do odwiedzenia wystawy?

Myślę, że warto do nas przyjść przede wszystkim po to, by się przekonać, że sztuka średniowieczna i to, jak ją najczęściej odbieramy, nie ma nic wspólnego z tym, o czym ta sztuka najczęściej mówi i jaka jest naprawdę. Na pewno nie jest nudna i przeznaczona tylko do religijnej zadumy!

To sztuka pełna emocji – radości, lęku, zachwytu – które czuli średniowieczni widzowie. Dzisiaj te emocje możemy poczuć także my, dzięki temu zdając sobie sprawę z ponadczasowej więzi i potrzeby obcowania z pięknem, która się nie zmieniła. Sztuka średniowieczna nie funkcjonowała w próżni. Tworzono ją, by poruszyć wiernych, zachwycić, zachęcić do refleksji. Do tego samego chcemy zaprosić dzisiaj. Czekamy więc na Państwa w Pawilonie Czterech Kopuł do 30 grudnia 2026 roku.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00