Historia osobista

Opowieść z drugiej ręki

  • autor
  • Joanna Karpowicz
Postanawiam, że zostanę osobą praworęczną. Na wszelki wypadek.

Trzymam w lewej ręce małą różowo-pomarańczową brzoskwinię z gumiastej pianki, widać jej smakowity przekrój, bo ćwiartka jest wykrojona. Płaczę.

Tęsknię za moim ojcem. To do niego należała brzoskwinka. Nosił ją przy sobie przez cały okres rehabilitacji po wypadku – nieszczęśliwie przeciął sobie ścięgna w prawej ręce. Ściskanie brzoskwinki miało pomagać w ćwiczeniu ręki. Sławek Karpowicz był malarzem, profesorem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Urodził się w Szczebrzeszynie, chęć malowania zagnała go do Krakowa. Studiował w pracowni Jana Szancenbacha, potem został jego asystentem. Z czasem sam stał się profesorem, prowadził własną pracownię malarstwa. Studenci go uwielbiali. Nie tylko ci, którzy u niego studiowali. Pamiętam jak raz Wili Sasnal, który podobnie jak ja był w pracowni profesora Misiaka, zwierzył mi się, że podziwia malarstwo mojego ojca. Ojciec malował mocne, doskonałe obrazy. Zmarł na raka.

Nigdy nie rozmawiałam z nim o tym, co czuł po wypadku z ręką, kiedy nie mógł malować. Rozczulam się jeszcze bardziej. Dzwoni moja siostra, pyta, czemu płaczę. Mówię jej o brzoskwince. Ona mi na to, żebym się przyjrzała dokładnie, bo to nie brzoskwinka, tylko przekrój prostaty. Prezent od przyjaciela, dentysty. Gadżet z jakiejś konferencji medycznej. Faktycznie, jest nadrukowane małe logo. Już mi lepiej.

Obrazów mojego ojca malowanych w okresie rehabilitacji jest niewiele. Jakiś mroczny autoportret z zabandażowaną ręką. Zaczęty, nieskończony. Musiał się bardzo wkurzać. Szkoda, że o tym nie gadaliśmy, bo złość jest też i moim pierwszym uczuciem, kiedy po raz kolejny muszę zrobić dłuższą przerwę w pracy z powodu choroby de Quervaina. To przewlekły stan zapalny pochewki ścięgnistej nadgarstka. Należy do grupy zaburzeń zwanych entezopatiami, czyli zmian chorobowych przyczepów ścięgnistych. Mówią na to „choroba matek”, bo faktycznie często przydarza się kobietom wykonującym powtarzalne ruchy przy opiece nad niemowlętami. Regularne karmienie, podnoszenie dziecka skutkuje urazami, które się pogłębiają. Moimi dziećmi są obrazy, mam więc za swoje. Malarze to – obok muzyków, stolarzy i grafików komputerowych – grupa zawodowa bardzo narażona na występowanie choroby de Quervaina.

 


pierwszą diagnozę dostaję w lutym 2016 roku. Moja lewa ręka wyłącza się z dnia na dzień. Boli tak bardzo, że nie jestem w stanie utrzymać pędzla. USG pokazuje ostry stan zapalny. Lekarz wstrzykuje blokadę sterydową i każe się liczyć ze zmianą zawodu: „To się będzie powtarzać, wie pani”. Sugestia zmiany zawodu brzmi tak abstrakcyjnie, że od razu wypieram to, co usłyszałam. Nie biorę tego pod uwagę.

Malarze to – obok muzyków, stolarzy i grafików komputerowych – grupa zawodowa bardzo narażona na występowanie choroby de Quervaina.

Blokada działa. Po dwóch tygodniach od zastrzyku odzyskuję sprawność. Fizjoterapeutka daje mi sporo nadziei. Jej zdaniem ćwiczenia pomogą mi zabezpieczyć się na przyszłość. Każe dokładnie opisać, w jaki sposób pracuję. Kiedy maluję komiks, spędzam dużo czasu przy biurku, pochylona nad stołem. Kiedy maluję obrazy, stoję przy sztaludze. Zdarza mi się pracować dwanaście godzin dziennie. Dostaję dużo ćwiczeń rozluźniających i wzmacniających różne partie mięśni. Szczególnie ciekawe jest to, w którym mam symulować malowanie obrazu z gumową taśmą oplecioną wokół przedramienia i przywiązaną z tyłu do kaloryfera. Fizjoterapeutka każe mi też pływać – ręka to tylko część całości. Praca ciałem wymaga nieustannej dbałości o kondycję.

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl