Wokół książek

Reportaż. Szczepionka na dżumę

Być może ważniejszym pytaniem niż „Po co pisać reportaże?”, jest inne: „Po co je czytać?”. Oba wcale nie są takie łatwe.
rysunki Magdalena Pelc

Rozmawiam z reporterami o ich zawodzie już od kilku lat. Najpierw jako czytelnik, później jako recenzent, a od niedawna jako redaktor w wydawnictwie. Od jakichś dwóch lat dominują w tych rozmowach dwa wątki. Starsi stażem reporterzy i reporterki mówią o tym, jak zmienił się ten zawód od czasów, gdy zaczynali. Młodzi częściej niż o radości z publikowania kolejnych tekstów mówią – czasami nieprowokowani, nie trzeba pytać – o problemach i frustracji. O malejących stawkach, o niestabilności finansowej i zawodowej, o śmieciowych umowach.

Kilka miesięcy przed śmiercią w styczniu 2018 roku wybitna reporterka Lidia Ostałowska mówiła o swoim kryzysie wiary w reportaż prasowy – o jego urynkowieniu – jak to oceniała – i utracie społecznej funkcji. Niedługo później Ewa Kaleta, autorka publikowanych w „Dużym Formacie” reportaży o wyzysku pracowniczym, poruszyła środowisko reporterskie wyznaniem o wypaleniu zawodowym spowodowanym niskimi zarobkami. Powiedziała mi później, że myślała w tamtym czasie o napisaniu reportażu o reporterach, ale obawiała się, że żadna redakcja by go nie wzięła. – Nie wiadomo, czy jesteśmy komukolwiek potrzebni – mówiła.

Mówienie o zamkniętym zbiorze funkcji, jakie może spełniać reportaż, to mrzonka. Reportaż ma wiele twarzy, a mówiąc o jednej, tracimy z oczu wszystkie inne.

Nad racją bytu i problemami reportażu zastanawiano się w ostatnich latach również podczas publicznych dyskusji (kolejne rundy debaty – o prawdzie, o etyce, o granicach gatunku i tak dalej – niemal wyznaczają rytm życia polskiego reportażu). Jedna z nich odbyła się w listopadzie minionego roku w warszawskim Faktycznym Domu Kultury. Pod koniec tego spotkania, kiedy już wyliczono wszystkie bolączki reporterów i omówiono wątki kryzysu, uczestniczącej w rozmowie dziennikarce „Tygodnika Powszechnego” Annie Goc zadano pytanie: „To po co być reporterką?”. Scena zrobiła wrażenie symbolicznej, bo autorka przejmujących reportaży społecznych oddała głos innej panelistce, by zyskać na czasie i dopiero po kilkuminutowym zastanowieniu powiedziała kilka okrągłych zdań o ciekawości. Kiedy ją o to później zapytałem, powiedziała, że ma wątpliwości, czy uzasadnienie takich wyborów kogoś w ogóle interesuje – i stąd jej podobna do zagubienia reakcja na pytanie o sens zajmowania się reportażem.

Osobiste wybory reporterów faktycznie nie są najważniejsze, dlatego zapytałem czternaścioro reporterów i reporterek (z różnych pokoleń, zajmujących się różnymi sprawami, publikujących książki i teksty w gazetach; pełna …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl