Wokół książek

Reportaż. Szczepionka na dżumę

  • autor
  • Adrian Stachowski
Być może ważniejszym pytaniem niż „Po co pisać reportaże?”, jest inne: „Po co je czytać?”. Oba wcale nie są takie łatwe.
rysunki Magdalena Pelc

Rozmawiam z reporterami o ich zawodzie już od kilku lat. Najpierw jako czytelnik, później jako recenzent, a od niedawna jako redaktor w wydawnictwie. Od jakichś dwóch lat dominują w tych rozmowach dwa wątki. Starsi stażem reporterzy i reporterki mówią o tym, jak zmienił się ten zawód od czasów, gdy zaczynali. Młodzi częściej niż o radości z publikowania kolejnych tekstów mówią – czasami nieprowokowani, nie trzeba pytać – o problemach i frustracji. O malejących stawkach, o niestabilności finansowej i zawodowej, o śmieciowych umowach.

Kilka miesięcy przed śmiercią w styczniu 2018 roku wybitna reporterka Lidia Ostałowska mówiła o swoim kryzysie wiary w reportaż prasowy – o jego urynkowieniu – jak to oceniała – i utracie społecznej funkcji. Niedługo później Ewa Kaleta, autorka publikowanych w „Dużym Formacie” reportaży o wyzysku pracowniczym, poruszyła środowisko reporterskie wyznaniem o wypaleniu zawodowym spowodowanym niskimi zarobkami. Powiedziała mi później, że myślała w tamtym czasie o napisaniu reportażu o reporterach, ale obawiała się, że żadna redakcja by go nie wzięła. – Nie wiadomo, czy jesteśmy komukolwiek potrzebni – mówiła.

Mówienie o zamkniętym zbiorze funkcji, jakie może spełniać reportaż, to mrzonka. Reportaż ma wiele twarzy, a mówiąc o jednej, tracimy z oczu wszystkie inne.

Nad racją bytu i problemami reportażu zastanawiano się w ostatnich latach również podczas publicznych dyskusji (kolejne rundy debaty – o prawdzie, o etyce, o granicach gatunku i tak dalej – niemal wyznaczają rytm życia polskiego reportażu). Jedna z nich odbyła się w listopadzie minionego roku w warszawskim Faktycznym Domu Kultury. Pod koniec tego spotkania, kiedy już wyliczono wszystkie bolączki reporterów i omówiono wątki kryzysu, uczestniczącej w rozmowie dziennikarce „Tygodnika Powszechnego” Annie Goc zadano pytanie: „To po co być reporterką?”. Scena zrobiła wrażenie symbolicznej, bo autorka przejmujących reportaży społecznych oddała głos innej panelistce, by zyskać na czasie i dopiero po kilkuminutowym zastanowieniu powiedziała kilka okrągłych zdań o ciekawości. Kiedy ją o to później zapytałem, powiedziała, że ma wątpliwości, czy uzasadnienie takich wyborów kogoś w ogóle interesuje – i stąd jej podobna do zagubienia reakcja na pytanie o sens zajmowania się reportażem.

Osobiste wybory reporterów faktycznie nie są najważniejsze, dlatego zapytałem czternaścioro reporterów i reporterek (z różnych pokoleń, zajmujących się różnymi sprawami, publikujących książki i teksty w gazetach; pełna lista znajduje się na końcu tego tekstu) o coś innego – o funkcję, jaką według nich pełni reportaż, jaki uprawiają, oraz cel, który stawiali sobie, gdy pisali wybrany przeze mnie tekst lub książkę.

Kiedy zadałem jej te pytania, Urszula Jabłońska – autorka między innymi zbioru reportaży o handlu ludźmi i stręczycielstwie w Tajlandii – powiedziała: – Przynajmniej sobie przypomnę, po co to robię. 

 


wniosek z ankiety:mówienie o zamkniętym zbiorze funkcji, jakie może spełniać reportaż, to mrzonka. Reportaż ma wiele twarzy, a mówiąc o jednej, tracimy z oczu wszystkie inne. Reportaż jest nieuchwytny, wymyka się uogólniającym tezom. 

Reporterzy, których pytałem, chcą budować mosty między grupami społecznymi, pomagać zrozumieć innych ludzi, rozbudzać świadomość niedoli wykluczonych, chorych i pokrzywdzonych. Chcą uwrażliwiać, rozbijać bańki samozadowolenia. Dawać głos tym, którzy stoją z boku. – Reportaż to przestrzeń, w której możemy z bardzo bliska przyjrzeć się człowiekowi zupełnie innemu niż my – powiedziała Katarzyna Surmiak-Domańska.

Chcą niuansować obraz rzeczywistości, zadawać kłam stereotypom, pomagać świadomie podróżować, przybliżać świat. – Chwycić człowieka jak w Google Maps, przenieść, upuścić w innym miejscu na świecie i na chwilę go w nim zatrzymać. Niech się rozejrzy – odpowiedział Dionisios Sturis.

Chcą niepokoić, wkurwiać, zmuszać do myślenia; sprawiać, że nie będzie miło i przyjemnie, zabierać dobre samopoczucie, wprowadzać w życie czytelników dysonans. – Jeśli jest kategoria reportaży, które ludzie czytają do snu, to chciałbym, by po moich nie dało się zasnąć – napisał Marcin Kącki.

Skoro reportaże Hanny Krall powstały po nic, to może faktycznie sprawcze ambicje reportażu mogą być tylko niespełnione.

Czasami chcą po prostu opowiadać historie, które uważają za ciekawe, umilić czytelnikowi wieczór atrakcyjną opowieścią, która da mu rozrywkę i trochę wiedzy. Niekiedy to ich powołanie. – Jestem opowiadaczem historii, bo to moje przeznaczenie i praca, którą uwielbiam – napisał Jacek Hugo-Bader. Są też tacy, których zadania nie interesują. – Jak słyszę „funkcja”, to głupieję. Notuję historie, na które mam apetyt, ale przytłaczają mnie obowiązki reportera – przyznał Włodzimierz Nowak.

Reporterzy chcą zgłębiać tajemnice relacji rodzinnych, chcą rozumieć ofiary i sprawców. Albo piszą, by za pomocą reportażu załatwiać swoje sprawy – lęk przed śmiercią, ból po stracie, problemy z tożsamością lub rodzinną historią. By spłacić długi.

Chcą zrozumieć Polskę. Zaglądać za kulisy …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl