Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Strategie przetrwania

Czwarta fala? Nie mam miejsc w gabinecie do końca 2022 roku

ilustracja Karolina Mazurkiewicz
To, czy poradzimy sobie z niepewną pandemiczną rzeczywistością zależy od strategii, którą każdy z nas indywidualnie realizuje. Mogą być one adaptacyjne lub dezadaptacyjne. Te pierwsze pomagają przetrwać w sposób, który nie działa destrukcyjnie, te drugie pomagają na jednym polu, ale przynoszą negatywne konsekwencje na innych. – mówi Katarzynie Kazimierowskiej Joanna Gutral, psychoterapeutka, która prowadzi portal i podcast „Zdrowa Głowa”.

Jesteś gotowa na czwartą falę? 

Już się pogubiłam w tych falach… Bliżej mi do śpiewania za Dawidem Podsiadłą „fal, nie ma fal, nie ma fal…”, bo pandemia trwa cały czas. Fale to wzrosty zachorowań. I oczywiście oddziałują na nas w pewien sposób, ale w gabinetach widzę już nie skutki kolejnych przypływów i odpływów, a sam w sobie nurt tej rzeczywistości, jaki niesie ze sobą pandemia. I te skutki zmieniają się po każdej fali, chociaż kierunek jest dość spójny: tkwimy w dużym, przewlekłym napięciu, w zmieniających się warunkach w związku z obostrzeniami, dużej niepewności i strachu o zdrowie swoje i bliskich. Nasze zdrowie psychiczne jest powiązane ze środowiskiem, w którym żyjemy. A to środowisko, nie tylko lokalne podwórko, ale i cały świat, jest bardzo niepewne od blisko dwóch lat. 

Za nami trzy fale pandemii COVID-19. Jesteśmy na początku, a może w środku, trudno ocenić, czwartej fali. Już wróciły kolejki karetek przed szpitalami, co chwila jakaś klasa w szkole, do której chodzi mój syn, ląduje na kwarantannie, znajomi zamykają się w domu z obawy przed zarażeniem. Wiadomości z polskiej granicy i ze świata mocno przygnębiają. A przed nami trudny moment w roku, jesień w wydaniu listopadowym. Jakie są twoje doświadczenia tych wcześniejszych fal?

Z mojego punktu widzenia – psychoterapeutki – każda fala była inna, a kolejne mniej raptowne, za to poważniejsze w konsekwencjach. Ta pierwsza, w marcu 2020 roku, to był szok i zamrożenie. Bardzo wielu moich pacjentów zawiesiło wówczas swoje procesy terapeutyczne. Po pierwsze, musieli opanować niepokój, bo nagle zamykamy się w domu, z jednym komputerem na kilku członków rodziny, i nie mamy warunków do rozmowy, nie mówiąc już o terapii. Nie mieliśmy pomysłu, jak zorganizować sobie przestrzeń czy choćby stanowisko pracy, zwłaszcza w małym mieszkaniu. Część moich pacjentów nie była też przekonana do terapii w trybie online, na jaki przeszłam ze względu na swoje i ich bezpieczeństwo. Poza tym wielu osobom towarzyszył też spory niepokój materialny: zawieszali terapię, bo nie wiedzieli, czy utrzymają pracę, czy nie stracą zleceń, co stanie się z ich firmą i tak dalej. Ale w tym ogromnym niepokoju był też element nadziei, że ta sytuacja jest chwilowa, że zaraz się skończy. Pamiętam, że mieliśmy z mężem lecieć w czerwcu 2020 roku na konferencję, kupiliśmy bilety i naiwnie wierzyłam, że polecimy, że do czerwca pandemia się skończy. Poza tym pozytywne uczucia budziły także internetowe akcje wspierające, jak Widzialna Ręka, w jakich wówczas wiele osób brało udział. Dawały poczucie, że choć utraciliśmy sprawczość i kontrolę w jednych obszarach życia, to zyskiwaliśmy ją – nawet jeśli w małym wymiarze – w innych. 

Potem przyszedł ten czerwiec.

Portret Joanny Gutral.
Joanna Gutral*

Na konferencję oczywiście nie poleciałam (śmiech). Ale rzeczywiście trochę można było poluzować restrykcje – wrócił nasz nierealistyczny optymizm, że już będzie normalnie. My, ludzie, w ogóle mamy w sobie dużą dawkę takiego nierealistycznego optymizmu, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00