Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Esej

Gdzie diabeł nie może, tam drona pośle

Konflikty zazwyczaj nie gasną, ale ewoluują. Miejsce kosztownych działań militarnych w coraz większym stopniu zajmują siły cybernetyczne i informacyjne. To między innymi dlatego coraz powszechniejsza staje się dziś wojna hybrydowa, łącząca w sobie elementy agresji konwencjonalnej i cyfrowej.
rysunek ARTUR BLUSIEWICZ
POSŁUCHAJ

Wydawało się, że duży, konwencjonalny konflikt zbrojny w Europie już nigdy się nie wydarzy. Zagrożenie militarne w naszej części świata uznano za pieśń przeszłości. I choć wojna w Ukrainie trwa nieprzerwanie od ośmiu lat, to jednak mało kto przewidywał jej aż tak daleko idącą eskalację. Naciski polityczne można dziś wywierać na wiele innych, często dużo bardziej skutecznych i zasadnych strategicznie sposobów, aniżeli dokonując otwartej, militarnej konfrontacji. Można, ale jak widać, nie trzeba.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Obecna wojna z Rosją rozgrywa się nie tylko na lądzie, wodzie i w powietrzu. Mobilizacji czołgów, artylerii i śmigłowców towarzyszą zmagania informacyjne i wywiadowcze z licznymi lotami załogowych maszyn rozpoznawczych i dronów obserwujących każdy ruch. Ataki obejmują przechwytywanie i zakłócanie sygnałów komunikacyjnych w eterze, sianie dezinformacji i propagandy, a także przeprowadzanie zorganizowanych akcji cybernetycznych. Znaczenie tej „miękkiej”, informacyjnej części wojny odróżnia ją od znanych z historii starć dużych armii. W końcu również konflikty zbrojne, o czym nie chcieliśmy się przekonywać na własnej skórze, zmieniają się wraz z duchem czasu. Aby zatem uzmysłowić sobie, jak wygląda w praktyce współczesna wojna, należy w pierwszej kolejności zrozumieć to, jak duży wpływ – podobnie jak na wszelkie inne dziedziny życia – wywierają i w tym przypadku nowe technologie; nie tylko w zakresie zestawu dostępnych narzędzi, ale też charakteru i rozmachu wszelkich działań podejmowanych podczas wojny.

Najważniejsze pytanie wojny

Izraelski żołnierz wystawia nocą karabin zza węgła. Nie musi patrzeć w kierunku celu. Nieduży monitor zawieszony przy hełmie pokazuje mu to, co „widzi” karabin. Widok przypomina scenę z gry. Strzelec przewija dostępne tryby perspektywy, aż cel zostaje wykryty, rozpoznany i zidentyfikowany. Inteligentny karabin samodzielnie bierze poprawkę na ruch powietrza i celu. Wroga eliminuje pojedynczy strzał.

Brzmi to jak fragment fantastyki naukowej, ale jest to opis rzeczywistych możliwości nowego celownika izraelskiej firmy Elbit. Na froncie najważniejsze jest błyskawiczne zebranie i przetworzenie informacji o wrogu, tak aby uderzyć w niego nie tylko skutecznie, ale też możliwie precyzyjnie. Wyraźniejsze kiedyś linie frontu dziś stały się o wiele bardziej ruchome, a wojna w coraz większym stopniu polega na właściwym rozpoznaniu i wymanewrowaniu wroga. Zarówno w terenie, jak i w szeroko rozumianym eterze.

Drogę, którą jedzie kolumna czołgów, może dziś zablokować zaledwie garstka dobrze ukrytych żołnierzy z rakietami kierowanymi przy użyciu światłowodów i kamer przetwarzających obraz i promieniowanie cieplne. Rakiety te są więc zdolne trafić w precyzyjnie wyznaczony cel z odległości kilku kilometrów. To między innymi z ich powodu, nawet po przeprowadzeniu udanej operacji, żołnierze na froncie nie mogą czuć się bezpieczni na kwaterach. Kawałek dalej, gdzieś w krzakach, może czyhać specjalista od obsługi tego rodzaju rakiet, jak słynny syryjski rebeliant Abu Tow, któremu przypisuje się zniszczenie dziesiątków czołgów i bunkrów rakietami dostarczonymi przez CIA.

Oczywiste kiedyś bariery, takie jak gęstwina lasu, łańcuchy górskie, ściany czy mury, wraz z rozwojem nowych technologii coraz częściej przestają być problemem w prowadzeniu działań zdrojnych.

W prowadzeniu działań wojennych najważniejsze pytanie od zawsze brzmi, gdzie obecnie znajduje się przeciwnik i jaką niespodziankę szykuje. Znaczenie tego pytania jest teraz tym większe, że odległość przeciwnika nie musi wcale oznaczać mniejszego zagrożenia z jego strony. Przyczyny nie leżą wyłącznie w technologiach dalekosiężnych, sterowanych zdalnie. Znaczna część bezpośrednich manewrów wykonywana jest dziś przez żołnierzy sił specjalnych, przygotowanych do radzenia sobie nawet w najtrudniejszym terenie. Oczywiste kiedyś bariery i ograniczenia, takie jak gęstwina lasu, łańcuchy górskie, ściany, mury czy wykorzystanie kamuflażu, wraz z rozwojem nowych technologii coraz częściej przestają być problemem.

Skutki zmian wpływających na rozmycie tradycyjnie rozumianej linii frontu były widoczne choćby podczas konfliktu zbrojnego w Górskim Karabachu jesienią 2020 roku. Azerbejdżańscy żołnierze sił specjalnych, tak zwani specjalsi, zaskakiwali swoich przeciwników atakami dzięki bardzo dobrej znajomości terenu i informacjom o punktach obrony Ormian. Gromadzeniem danych Azerbejdżanie zajmowali się przez lata, między innymi za pomocą dronów. Technologia odgrywała znaczącą rolę również w tak pozornie prostych działaniach, jak kierowanie piechotą. Przed bitwą o miasto Şuşa Azerbejdżanie przez kilka dni maszerowali pieszo, kierowani nowoczesną nawigacją, ułatwiającą wyznaczanie najodpowiedniejszej drogi. Wytrzymalsze i lżejsze materiały, podobnie jak pożywniejsze racje jedzenia, pozwoliły armii dłużej pozostać w ukryciu. W innych wypadkach Azerbejdżanie wykorzystywali stosunkowo lekkie, ale niezwykle odporne, pochodzące z Izraela samochody SandCat, aby znaleźć się daleko poza zasięgiem systemu obrony. Dobrze zamaskowani obserwowali przeciwnika, zbierali informacje i namierzali cele dla rakiet, bomb i pocisków wysyłanych spoza linii horyzontu.

Już nie leniwe trutnie

Linie frontu uległy dziś rozmyciu między innymi dlatego, że miejsce balonów obserwacyjnych z pierwszej wojny światowej zajęły samoloty i satelity. Pozwalają one stosunkowo bezpiecznie gromadzić informacje o …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Esej ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn Opinii” (4/2022).

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00