Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Esej

Koniec ery Angeli Merkel

Nikt nie podsumował rządów Angeli Merkel lepiej od niemieckich wyborców. Po pierwszych od zjednoczenia Niemiec wyborach do Bundestagu, w których nie kandydowała ustępująca pani kanclerz, możliwe są przynajmniej trzy koalicje. W tym pogmatwanym obrazie zawiera się cała ambiwalentna ocena szesnastu lat rządów Merkel.
rysunki TOMASZ MAJEWSKI
POSŁUCHAJ

Idź w przestwór! – Takie słowa miał wpisać przyjaciel Angeli Merkel do podarowanej jej w 1989 roku książkiMartwe duszeNikołaja Gogola. Właśnie upadł mur berliński, walił się stary świat i rodził nowy. Merkel przypomniała tę dedykację 3 października 2006 roku na uroczystościach z okazji szesnastej rocznicy zjednoczenia Niemiec. Niemal równo dwanaście miesięcy wcześniej została wybrana na stanowisko kanclerki Republiki Federalnej Niemiec – jako pierwsza kobieta i jako pierwsza osoba pochodząca z byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Teraz te słowa miały się stać myślą przewodnią jej rządów: „Idź w przestwór – to zapisano mi u zarania zjednoczenia Niemiec. Idź w przestwór – to mówię dziś naszemu krajowi. Chodźmy w przestwór, zobaczmy szansę w ryzyku, obudźmy siłę wolności na rzecz solidarności i sprawiedliwości, idee przekujmy w czyny”.

Angela Merkel zastosowała się do rady przyjaciela. Zrezygnowała z pracy w Centralnym Instytucie Chemii Fizycznej wschodnioniemieckiej Akademii Nauk i rzuciła się w wir politycznych przemian. Splot szczęśliwych wypadków, ciężkiej pracy i osobistych talentów sprawił, że błyskawicznie wspięła się po politycznej drabinie. Jeszcze w październiku 1989 roku chodziła na spotkania rodzących się w NRD inicjatyw politycznych i szukała swojego miejsca. Niewiele ponad rok później była już deputowaną do Bundestagu z ramienia chadeckiej partii CDU (Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej), którą pozostała przez kolejne trzydzieści jeden lat, a Helmut Kohl zaproponował jej objęcie teki ministry do spraw kobiet i młodzieży w pierwszym gabinecie zjednoczonych Niemiec. Po czterech latach przeprowadziła się do ministerstwa środowiska. Choć wielu partyjnych kolegów uważało pochodzącą z NRD protestantkę za obce ciało w zdominowanym przez zachodnioniemieckich katolików ugrupowaniu, ta błyskawicznie uczyła się partyjnych rozgrywek i przekuwała słabości w atuty. Gdy na przełomie 1999 i 2000 roku wybucha afera wokół nielegalnego finansowania CDU, outsiderka Merkel jako pierwsza odcięła się od Kohla, swojego dawnego mentora, i sięgnęła po władzę w partii. Pięć lat później przeniosła się do urzędu kanclerskiego, w którym spędziła kolejne szesnaście lat.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Kariera Merkel to imponująca historia Kopciuszka z wschodnioniemieckiej prowincji, który został najbardziej wpływową kobietą na Ziemi, naukowczyni funkcjonującej do trzydziestego piątego roku życia z dala od polityki, która została obwołana liderką wolnego świata, lekceważonej „dziewczynki Kohla”, która usunęła w cień krzykliwych samców alfa. „Idź w przestwór (…) – powiedziała podczas obchodów szesnastej rocznicy zjednoczenia Niemiec. – I poszłam, jak wielu innych, w przestwór, ku nowemu”.

Odpowiedź na pytanie o dziedzictwo polityczne ery Merkel jest jednak dużo bardziej skomplikowana niż wyliczenie jej stanowisk i lat na nich spędzonych. Polityczka Merkel to postać niemal nieuchwytna, pełna wewnętrznych sprzeczności. Angela Merkel, z domu Kasner, córka pastora i nauczycielki objętej w NRD zakazem nauczania, doktorka fizyki, odważyła się ruszyć w nieznane, wziąć sprawy w swoje ręce i nie dać się zepchnąć ze swojej ścieżki. Jako kanclerka tej samej odwagi odmówiła swojemu państwu, społeczeństwu i sobie samej.

Taktyczka, nie strateżka

O politykach utrzymujących władzę tak pewnie i tak długo mówi się, że kształtowali swoją epokę. W przypadku Merkel było odwrotnie: to epoka wywarła piętno na jej rządach. Jej władza nie przytłaczała, niczego nie narzucała. – Merkel raczej chłonęła nastroje, niż je kreowała – mówi mi Anna Sauerbrey, wicenaczelna dziennika „Der Tagesspiegel”. Wtóruje jej Tom Nuttall, berliński korespondent magazynu „The Economist”: – Dziedzictwo Merkel oceniane na podstawie przełomowych decyzji, za sprawą których jest się zapamiętywanym, jest, przynajmniej na polu polityki wewnętrznej, zadziwiająco ubogie – twierdzi.

Merkel nie przechodzi do historii jako ambitna wizjonerka tryskająca co chwilę nowymi pomysłami. Nie tego zresztą oczekiwało od niej społeczeństwo. Nie ma przypadku w tym, że to właśnie niemiecki kanclerz Helmut Schmidt ukuł powiedzenie „Kto ma wizje, powinien iść do lekarza”. Jednak Merkel na tle innych politycznych przywódców wypada niemal jak bohater powieści Roberta MusilaCzłowiek bez właściwości, którego charakter kształtuje otaczający go świat.

Sama Merkel opisała swoją filozofię polityczną, przytoczywszy historię z dzieciństwa – jedną z niewielu, jakimi podzieliła się z opinią publiczną. Na szkolnych lekcjach pływania mała Angela musiała wykonać skok z trzymetrowej trampoliny. Do wody wskoczyła równo z dzwonkiem kończącym zajęcia, by jeszcze w ostatniej chwili uzyskać zaliczenie. Wspomnienie to miało symbolizować konieczność refleksji, zebrania myśli i czasem odwagi przed podjęciem decyzji. „Planując swój kalendarz, zwracam uwagę, aby tu i ówdzie mieć chwilę na wzięcie oddechu i zastanowienie się” – …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn Opinii” (11/2021) pod tytułem Służba pokornej pani kanclerz.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00