Esej

Slavoj Žižek. Obsceniczna postawa prawa

Przeczytaj fragment książki „Kłopoty w raju. Od końca historii do końca kapitalizmu” autorstwa Slavoja Žižka.
Zdjęcie Matt Carr

Legenda głosi, że Alfred Hitchcock (katolik), jadąc kiedyś przez małe szwajcarskie miasteczko, wskazał nagle na coś za szybą samochodu i powiedział: „To najbardziej przerażająca scena, jaką kiedykolwiek widziałem!”. Siedzący obok przyjaciel spojrzał w kierunku wskazanym przez Hitchcocka i był zaskoczony: nie widział nic niezwykłego, tylko księdza, który rozmawiając z młodym chłopcem, położył dłoń na jego ramieniu. Hitchcock zatrzymał samochód, opuścił okno i krzyknął: „Uciekaj, chłopcze, ratuj życie!”. Chociaż tę anegdotę można uznać za pokaz ekscentryzmu Hitchcocka, przenosi nas ona wprost do „jądra ciemności” Kościoła katolickiego. W jaki sposób?

Doprecyzujmy tę kwestię za pomocą przykładów z różnych dziedzin. W jednym z odcinków Sensu życia według Monty Pythona nauczyciel pyta swoich uczniów, jak pobudzić pochwę. Pogrążeni w swojej niewiedzy i zawstydzeni uczniowie unikają jego spojrzenia, gdy próbują wydukać odpowiedź, a nauczyciel upomina ich surowo za to, że nie ćwiczyli przedmiotu w domu. Z pomocą żony demonstruje penetrację pochwy. Kiedy jeden ze znudzonych uczniów rzuca ukradkowe spojrzenie przez okno, nauczyciel upomina go, aby skupił się na lekcji. Ta scena jest niezwykła, ponieważ pokazuje wprost, że przyjemność seksualna jest podtrzymywana przez nakaz superego: nie przychodzi spontanicznie, jest obowiązkiem.

Widać to jeszcze lepiej na początku odcinka. Uczniowie czekają na przybycie nauczyciela, siedząc spokojnie na swoich miejscach. Kiedy chłopiec stojący przy drzwiach obwieszcza: „Idzie nauczyciel!”, wybuchają dziką aktywnością: krzyczą, rzucając papierami, potrząsając stolikami i tym podobne – robią wszystko to, co uczniowie powinni robić, gdy nauczyciel jest nieobecny, aby ten mógł zakrzyknąć poirytowany: „Przestańcie! Cisza!”. Scena daje do zrozumienia, że nieprzyzwoite zachowanie uczniów jest w rzeczywistości wymierzone w nauczyciela – nie jest spontaniczną rozrywką, ale przedstawieniem odgrywanym dla niego. Czy to samo nie dotyczy naszych najintensywniejszych form przyjemności? Nie są to spontaniczne wybuchy, lecz coś, czego uczymy się przez naśladownictwo. Przypomnijcie sobie pierwsze doświadczenia związane z paleniem lub piciem mocnego alkoholu: z reguły nieco starszy rówieśnik mówi nam w tajemnicy, że dorośli tak robią, a następnie oferuje papierosa lub napój, pierwszą reakcją, zgodnie z oczekiwaniami, jest obrzydzenie – zaczynamy kaszleć i spluwać, wykrzykując: „I to ma być p r z y j e m n e?”. Następnie stopniowo uczmy się czerpać z tego przyjemność, a nawet uzależniamy się (podobnie działa cola: kiedy ktoś spróbuje jej po raz pierwszy, natychmiast rozumie, dlaczego colę, z jej gorzkim smakiem, sprzedawano pierwotnie jako lek). Gdy chcemy jedynie prostej przyjemności, nie potrzebujemy tytoniu lub alkoholu – dobry sok owocowy bądź napój czekoladowy zadziałają lepiej. Czy to samo nie dotyczy nawet seksu? Przyjemność wywołuje prawdopodobnie rytmiczne ściskanie samego siebie, być może masturbacja, ale na pewno nie złożony wysiłek związany z pełnym aktem kopulacji, którego również trzeba się nauczyć.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Do podobnego wniosku skłaniają przekleństwa. Wydaje się, że zaczynamy przeklinać, gdy coś nas rozgniewa i nie możemy już dłużej wytrzymać… ale czy rzeczywiście tak jest? Wraz z częścią moich dobrych znajomych mam pewien rytuał: kiedy spotykamy się, to przez pierwsze pięć minut uczestniczymy w formalnej sesji wulgarnych przekleństw (wszystkie obelgi typu „pieprzyć twoją matkę” i „obyś się udusił własnym gównem”); potem, gdy jesteśmy już zmęczeni, krótkim skinieniem głowy potwierdzamy, że ten raczej nudny, ale nieunikniony rytuał wprowadzający dobiegł końca, a następnie w poczuciu ulgi z powodu wykonanego obowiązku odprężamy się, zaczynając rozmawiać w normalny, uprzejmy sposób, jak przystało na kulturalnych i troskliwych ludzi. Ponownie morał jest taki, że chociaż przyjemności mogą być spontaniczne, to nie ma nic spontanicznego w nadmiernych wybuchach rozkoszy – trzeba się ich nauczyć.

Powinniśmy zastosować tę lekcję także do form zbiorowej przemocy, takich jak gwałty i zabójstwa. Jednym z przerażających skutków rozjeżdżania się różnych poziomów życia społecznego jest wzrost przemocy wobec kobiet – nie tylko przemocy losowej, ale także systemowej: specyficznej dla pewnego kontekstu społecznego, naśladującej określone wzorce i niosącej jasne przesłanie. Chociaż słusznie byliśmy przerażeni gwałtami gangów w Indiach, to podejrzenia wzbudza to, jakim echem odbiły się one na świecie. Jak zauważyła Arundhati Roy, przyczyną tego jednomyślnego wybuchu moralnego wzburzenia był niski status społeczny gwałcicieli. Być może należałoby zatem spojrzeć szerzej i uwzględnić inne podobne zjawiska. Seryjne zabójstwa kobiet w Ciudad Juárez na granicy Meksyku z Teksasem to nie tylko przykład prywatnych patologii, ale zrytualizowana aktywność, część subkultury lokalnych gangów (najpierw gwałt, potem tortury aż do śmierci, w tym odcinanie sutków nożyczkami), skierowana przeciwko samotnym, młodym kobietom pracującym w nowych fabrykach – wyraźny przypadek reakcji macho na nową klasę niezależnych, pracujących kobiet (Zob. Sergio Gonzales Rodriguez, The Femicide Machine, Semiotext(e), Los Angeles 2012.)Jeszcze bardziej nieoczekiwane są seryjne gwałty i morderstwa miejscowych kobiet w zachodniej Kanadzie, blisko rezerwatów wokół Vancouver. Podważają one przekonanie, że Kanada jest wzorcowym, tolerancyjnym państwem opiekuńczym: grupa białych mężczyzn uprowadza, gwałci i zabija kobietę, a następnie zostawia okaleczone ciało na terytorium rezerwatu, który podlega jurysdykcji policji plemiennej, nieprzygotowanej na takie przypadki. Kiedy następuje kontakt z władzami kanadyjskimi, te często ograniczają dochodzenie do społeczności tubylczej, aby przedstawić przestępstwo jako przypadek spowodowanej narkotykami i alkoholem przemocy wśród lokalnych rodzin (Zob. Wally T. Oppal, Forsaken: The Report of the Missing Women Commission of Inquiry 19.11.2012, missingwomeninquiry. ca, https://bit.ly/2J5N77G, dostęp: 23.11.2020.). We wszystkich tych przykładach zmiany struktury społecznej spowodowane szybką industrializacją i modernizacją wywołują brutalną reakcję mężczyzn, którzy postrzegają ten rozwój jako zagrożenie. Ważną cechą wspólną wymienionych zbrodni jest to, że akt przemocy nie jest spontanicznym wybuchem surowej, brutalnej energii, nie jest zerwaniem łańcuchów cywilizowanych zwyczajów, ale czymś wyuczonym, narzuconym zewnętrznie, zrytualizowanym, częścią symbolicznej substancji społeczności. „Niewinne” spojrzenie opinii publicznej wypiera ze świadomości nie brutalność czynu, ale jego „kulturalny”, rytualny, symboliczny charakter.

Ta sama perwersyjna logika społeczno-rytualna objawia się w przypadkach pedofilii, z którymi zmaga się Kościół katolicki: gdy przedstawiciele Kościoła upierają sie, że te przypadki, choć godne ubolewania, są wewnętrznym problemem ich instytucji, wykazując przy tym wielką niechęć do współpracy z policją, mają w pewnym sensie rację. Pedofilia księży katolickich nie dotyczy tylko ludzi, którzy z prywatnych powodów postanowili zostać kapłanami, lecz wiąże się z Kościołem jako instytucją; jest to zjawisko, które dotyczy Kościoła katolickiego jako takiego – jest wpisane w jego funkcjonowanie jako instytucji społeczno-symbolicznej. Nie dotyczy „prywatnej” nieświadomości jednostek, lecz „nieświadomości” samego Kościoła. Nie wynika ona z tego, że instytucja kościelna musi przystosować się do patologicznej rzeczywistości życia libidalnego, aby przetrwać, jest raczej czymś, czego sama ta instytucja potrzebuje, aby się reprodukować. Można sobie wyobrazić księdza niebędącego pedofilem, który po latach służby kapłańskiej oddaje się aktom pedofilskim, ponieważ uwodzi go logika samej instytucji. Ta nieświadomość instytucjonalna wskazuje na obsceniczną, wypieraną podstawę Kościoła, która właśnie dlatego, że jest wypierana, podtrzymuje funkcjonowanie tej instytucji publicznej (w armii taką podstawą są obsceniczne, zseksualizowane rytuały podtrzymujące solidarność grupową). Innymi słowy, to nie jest tak, że Kościół próbuje ukryć zawstydzające skandale pedofilskie z powodów czysto konformistycznych; w rzeczywistości Kościół broni swojej najskrytszej, obscenicznej tajemnicy. Oznacza to, że identyfikacja z tą tajną stroną instytucji jest kluczowym elementem tożsamości chrześcijańskiego kapłana: jeśli kapłan poważnie (nie tylko retorycznie) potępia te skandale, to tym samym wyklucza się ze wspólnoty kościelnej. Nie jest już „jednym z nas” (na podobnej zasadzie mieszkaniec amerykańskiego południa w latach dwudziestych XX wieku, który doniósł policji na Ku Klux Klan, wykluczał się ze swojej społeczności, to jest zdradzał jej podstawową solidarność) (Co zaskakujące, obsceniczna podstawa Prawa ujawnia się także w dziedzinie poradników samorozwoju. Standardowe podejście najlepiej oddaje tytuł bestsellera Phillipa McGrawa: Self Matters, książki, która uczy, jak „kreować swoje życie od środka”. Jej logicznym uzupełnieniem są pozycje w rodzaju How to Disappear Completely and Never be Found(Secausus: A Citadel Press Book, 1999) Douga Richmonda – instrukcja, jak wymazać wszystkie ślady swojego poprzedniego życia i „wynaleźć się na nowo”. Książka Richmonda należy do serii poradników, które są odświeżająco obscenicznym sobowtórem „oficjalnych” przedstawicieli gatunku, książek w rodzaju tych, które pisze Dale Carnegie; odpowiadają one na nasze publicznie nieakceptowalne pragnienia – inne tytuły w tej serii to między innymi: Cheaters Always Prosper, Advanced Backstabbing and Mudslinging Techniques, Revenge Tacticsczy Spying on Your Spouse. Łączy je bezpośredni marketing obscenicznej podstawy Prawa, naszych sekretnych, niedopuszczalnych pragnień.).

Podobne przypadki można znaleźć wszędzie, gdzie w grę wchodzi działanie władzy. Podczas długich rządów Kemala Atatürka, „ojca” współczesnej Turcji, od końca I wojny światowej aż do jego śmierci w latach trzydziestych XX wieku, wśród Turków utrzymywała się pogłoska, że wbrew oficjalnemu wizerunkowi ascetycznego lidera pracującego po nocach dla swojego kraju jest on playboyem, który sypia z żonami wszystkich swoich współpracowników. Ludzie mający dokładniejszą wiedzę twierdzą jednak, że przynajmniej od połowy lat dwudziestych XX wieku prawdziwy Atatürk był zapijaczonym impotentem, który mógł zabawiać się tylko sporadycznie, z bardzo młodymi chłopcami – plotki o jego seryjnych podbojach były zaś starannie rozpowszechnionym oficjalnym mitem. Interesujące jest to, że choć publicznie zaprzeczano plotkom o rozwiązłości seksualnej Atatürka (za ich powtarzanie groziła nawet surowa kara), to były one dyskretnie propagowane przez te same władze, które bezwzględnie potępiały ludzi niszczących oficjalny wizerunek Atatürka historiami o jego erotycznych przygodach. Wszystko to odgrywało kluczową rolę w podtrzymywaniu aury otaczającej władcę. Łatwo można sobie wyobrazić, jak w 1930 roku dochodzi w Turcji do żenującej sytuacji: podczas publicznego spotkania rzecznik prasowy kemalistów atakuje ludzi, którzy szerzą obrzydliwe pogłoski o rozwiązłości przywódcy; nieznany mężczyzna wstaje i popiera rzecznika, podkreślając, że wszyscy wiedzą, iż plotki o sprawności seksualnej Atatürka są całkowicie fałszywe. Chociaż tylko potwierdza słowa przedstawiciela rządu, to jednocześnie zaprzecza obscenicznemu awersowi oficjalnej ideologii. Mówiąc inaczej, kiedy rzecznik atakował pogłoski o Atatürku, wszyscy wiedzieli, że robi to pro forma, w rzeczywistości poświadczając ich prawdziwość i status jako czegoś, o czym nie należy rozmawiać publicznie (Na identycznej zasadzie syjonistyczni obrońcy polityki izraelskiej chcą, abyśmy wiedzieli, że kontrolują media (telewizję i prasę) i zapobiegają pojawieniu się w nich zbyt dużej krytyki Izraela; jednakże, chociaż pozwala się nam to wiedzieć (abyśmy obawiali się władzy syjonistów), nie wolno mówić o tym publicznie – w chwili gdy to robimy, jesteśmy oskarżani o antysemityzm.).

Wróćmy do Kościoła katolickiego. Latem 2012 roku mieliśmy do czynienia w Słowenii z niemal idealnym pokazem obsceniczności tej instytucji. Uczestniczyło w nim dwóch aktorów: konserwatywny kardynał Franc Rodé, przedstawiciel najwyższych władz Kościoła, i Alojz Uran, arcybiskup, którego Watykan usunął ze stanowiska, a potem nakazano mu nawet opuścić Słowenię, dopóki oskarżenia przeciwko niemu nie zostaną wyjaśnione. Ponieważ Uran był bardzo popularny wśród zwykłych wierzących katolików, zaczęły krążyć plotki na temat tego, co mogłoby uzasadniać tę niezwykle surową karę. Po około tygodniu wstydliwej ciszy władze kościelne oświadczyły niechętnie, że Uran jest podejrzewany o ojcostwo nieślubnego dziecka – to wyjaśnienie z wielu powodów uznano powszechnie za niewiarygodne.

darowizna na rzecz fundacji pismo

Po pierwsze, plotki o ojcostwie Urana krążyły od dziesięcioleci, więc dlaczego Kościół nie podjął działań wcześniej, kiedy Uran został nominowany na arcybiskupa Słowenii? Po drugie, sam Uran publicznie ogłosił, że jest gotów poddać się testom DNA, aby udowodnić, że nie ma dzieci. Ponadto dobrze wiadomo, że w słoweńskim Kościele przez wiele lat toczyła się walka między konserwatystami (między innymi Rodé) a umiarkowanymi kapłanami (między innymi Uran). Niezależnie od tego, co wydarzyło się naprawdę, społeczeństwo było zszokowane podwójnymi standardami katolickiej nomenklatury: podczas gdy Uranowi nakazano opuścić Słowenię jedynie na podstawie podejrzenia, że jest ojcem dziecka, w wielu przypadkach pedofilii wśród księży reakcja Kościoła była nieskończenie łagodniejsza – nigdy nie zgłaszano tych przestępstw na policję, a odpowiedzialnych księży nie karano, tylko przenoszono ich do innej części Słowenii, z kolei na rodziców wykorzystywanych dzieci wywierano presję, aby zachowali spokój (Inną cyniczną strategią jest obwinianie wroga: amerykańskie władze katolickie powoływały się na badania, które rzekomo pokazywały, że za rozpowszechnioną pedofilię w Kościele odpowiada rewolucja seksualna z lat sześćdziesiątych XX wieku.).

Sytuację pogorszył jeszcze otwarty i cyniczny „realizm” okazywany przez kardynała Rodégo: w jednym z wywiadów radiowych powiedział, że „jest to statystycznie nieistotny problem – jeden lub co najwyżej dwóch na stu kapłanów miało tego rodzaju przygody” (Cyt. za Rode za vecernji – list siol.net, kwiecień 2010.)Opinia publiczna od razu zwróciła uwagę na frazę „rodzaj przygody” użytą jako eufemizm na określnie pedofilii: brutalna zbrodnia polegająca na gwałceniu dzieci została przedstawiona jako normalny przejaw pełnej przygód „żywotności” (kolejne określenie użyte przez Rodégo). Jak żartował kardynał: „To nic niezwykłego, że w ciągu czterdziestu lat pojawiają się drobne grzechy, prawda?” (Tamże.)Mamy tu do czynienia z najczystszą katolicką obscenicznością: brak solidarności z ofiarami (dziećmi) i ledwo skrywana pod pozorami moralności solidarność ze sprawcami, wyrażana w imię cynicznego realizmu (takie jest życie, kapłan też może mieć ryzykowne przygody…), tak że ostatecznie prawdziwą ofiarą wydaje się Kościół i sami sprawcy narażeni na nieuczciwą kampanię medialną. Granice są zatem jasno wytyczone: pedofilia to nasz własny brudny sekret, znormalizowana i ukryta podstawa naszej normalności, podczas gdy ojcostwo dziecka jest prawdziwym wykroczeniem, które należy bezwzględnie potępić – lub, jak określił to Gilbert Chesterton sto lat temu w swojej Ortodoksji (nie zdając sobie oczywiście sprawy z pełnych konsekwencji własnych słów):

Zewnętrznym pierścieniem chrześcijaństwa jest surowa straż etycznych wyrzeczeń i zawodowych kapłanów; ale wewnątrz tego nieludzkiego pierścienia znajdziesz dawne ludzkie życie roztańczone jak dziecko i pijące wino jak mężczyźni; gdyż chrześcijaństwo to jedyna rama dla pogańskiej wolności (Gilbert Keith Chesterton, Ortodoksja, tłum. A. Szymanowski, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1998, s. 203.).

Książka Slavoja Žižka pt. „Kłopoty w raju. Od końca historii do końca kapitalizmu” ukaże się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca 24 lutego 2021 r.

Nie da się uniknąć perwersyjnego wniosku: chcesz cieszyć się pogańskim snem o przyjemnym życiu, nie płacąc za to melancholijnym smutkiem? Wybierz chrześcijaństwo! Możemy dostrzec ślady tego paradoksu w postaci księdza katolickiego (lub zakonnicy), który jest uważany za wcielenie najwyższej mądrości seksualnej. Przypomnijcie sobie prawdopodobnie najmocniejszą scenę z Dźwięków muzyki: Maria ucieka od rodziny von Trappów z powrotem do klasztoru, ponieważ nie może poradzić sobie z pożądaniem seksualnym wobec barona von Trappa, ale nie potrafi znaleźć tam spokoju, ponieważ wciąż tęskni za ukochanym. Matka przełożona wzywa ją i radzi, aby wróciła do rodziny von Trappów i spróbowała uporządkować swój związek z baronem. Wygłasza to przesłanie w dziwnej piosence zatytułowanej Climb Every Mountain, której zaskakujące przesłanie brzmi: Zrób to! Podejmij ryzyko i spróbuj wszystkiego, czego pragnie twoje serce! Nie pozwól, żeby wątpliwości stanęły ci na drodze! Niecodzienna moc tej sceny polega na zaskakującym spektaklu pożądania, co czyni ją naprawdę krępującą: osoba, po której spodziewamy się, że będzie głosiła pochwałę wstrzemięźliwości i wyrzeczenia, zaleca wierność swoim pragnieniom. Dziś, gdy w całym Kościele katolickim występują przypadki pedofilii, łatwo można wyobrazić sobie nową wersję sceny z Dźwięków muzyki: młody ksiądz udaje się do opata, wyznając, że nie może poradzić sobie z pożądaniem wobec małych chłopców, i domaga się surowej kary.

Ta wewnętrzna sprzeczność leżąca u podstaw tożsamości Kościoła czyni go dziś główną siłą antychrześcijańską. Legenda głosi, że kiedy w 1804 roku papież podszedł do Napoleona, aby nałożyć mu koronę cesarza, ten odebrał ją z papieskich rąk i zrobił to sam. Papież skomentował ten gest słowami: „Wiem, że twoim celem jest zniszczenie chrześcijaństwa, ale uwierz mi, panie, poniesiesz porażkę – Kościół stara się to zrobić od dwóch tysięcy lat i wciąż mu się nie udaje…”. Dzięki ludziom takim jak kardynał Rodé ze Słowenii możemy zobaczyć, że Kościół nadal próbuje to osiągnąć. Nie ma powodu, aby cieszyć się tym smutnym faktem – chrześcijańskie dziedzictwo jest zbyt cenne i, w dzisiejszej sytuacji, istotniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. T.S. Eliot w swoich Uwagach ku definicji kultury zauważył, że są chwile, gdy jedynym wyborem są herezja i brak wiary, gdy jedynym sposobem na utrzymanie religii przy życiu jest sekciarskie odłączenie się od głównego nurtu. To właśnie należy zrobić dzisiaj.

 

tłumaczenie  Tomasz S. Markiewka

 

* Artykuł promocyjny. Tekst jest fragmentem książki Slavoja Žižka pt. „Kłopoty w raju. Od końca historii do końca kapitalizmu”, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca 24 lutego 2021 r. Można ją kupić TUTAJ. 

FreshMail.pl