Wersja audio

Rysunek Anna Głąbicka
„The New Yorker”, legendarny tygodnik i źródło inspiracji dla naszej redakcji, w ubiegłym roku hucznie obchodził stulecie istnienia. „Pismo” ma swoje święto dziś: właśnie trzymacie w ręku jego 100. numer. I przy zachowaniu wszystkich proporcji mam poczucie, że to nie mniej ważna okazja.
Nasz miesięcznik powstał w czasach o wiele trudniejszych dla prasy niż lata 20. XX wieku, kiedy debiutował amerykański magazyn. W 2018 roku drukowanym tytułom spadała sprzedaż, a cięcia w budżetach wydawnictw odbijały się na jakości publikowanych treści. Rewolucja internetowa, trwająca od początku lat 2000., oznaczała coraz częściej pogoń za klikami oraz podporządkowywanie się reżimowi algorytmów wyszukiwarek i platform społecznościowych.
Pomysł, aby w tej sytuacji stworzyć zupełnie nowy tytuł, który nie będzie szedł na kompromisy – ani pod względem dbałości o proces redakcyjny, ani doboru tematów, ani estetycznej formy – sprawiał wrażenie karkołomnego. Czy da się jeszcze wydawać magazyn, w którym znajdzie się miejsce na ambitną fotografię, ilustracje polskich artystek i artystów, współczesną prozę i poezję, długie, przygotowywane miesiącami reportaże i eseje? Który jednocześnie nie stroni od nowoczesności, oferując swoje treści także na stronie internetowej, w wersji na czytniki i audio czytane przez lektorki i lektorów?
Wy, nasi Czytelnicy i Czytelniczki, udowodniliście, że ten pomysł miał sens. Że jest grupa osób, która szukała takiego tytułu i chce po niego regularnie sięgać. Która wspiera nas od ponad ośmiu lat, pisząc do nas listy, komentując nasze teksty, kupując prenumeratę, wpłacając darowizny na Fundację „Pismo” (w tym roku po raz pierwszy można nas też wesprzeć 1,5 procentem swojego podatku przy rozliczaniu PIT-u). Ten 100. numer powstał dla Was i dzięki Wam.
Przygotowaliśmy prawdziwą ucztę: od wyjątkowej okładki stworzonej przez Joannę Karpowicz, przez eseje i reportaże Tomasza Stawiszyńskiego, Sylwii Czubkowskiej, Katarzyny Kasi i Mirosława Wlekłego, po najnowsze opowiadania Małgorzaty Rejmer i Ignacego Karpowicza. Mamy też dla Was niespodzianki – Ewa Wołkanowska-Kołodziej wraca z aparatem fotograficznym do bohaterów i bohaterek swojego głośnego tekstu Więźniowie czwartego piętra z pierwszego numeru „Pisma”, a Wasi ulubieni twórcy (i jedna twórczyni) żartów rysunkowych przygotowali całostronicowe szkice. I to wciąż nie wszystko! Zapraszam do lektury.
Urszula Kifer
redaktorka naczelna