Sponsorem tekstu jest 22. Międzynarodowy Festiwal Opowiadania, który odbędzie się we Wrocławiu w dniach 2-3 października na 25. piętrze wieżowca Sky Tower.
Agnieszka Wolny-Hamkało
poetka, autorka powieści, opowiadań i sztuk teatralnych. Dyrektorka Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania. Współzałożycielka i redaktorka społeczno-poetyckiego magazynu „Zakład” i redaktorka „Notatnika Literackiego”. Członkini zespołu badawczego Archiwum Kobiet IBL PAN. Od trzech lat prowadzi interdyscyplinarne seminaria humanistyczne we Wrocławiu. Ostatnio wydała „Wiersze dla twojej córki”.
Magdalena Kicińska: Czasem wydaje mi się, że żyjemy w świecie, w którym wszyscy wszystkim mówią na każdy temat. Czy w ogóle zostało jeszcze coś do opowiedzenia?
Agnieszka Wolny-Hamkało: Żyjemy także w świecie potężnych przyspieszeń. Ich tematyzacja, konceptualizowanie, integrowanie to spore wyzwanie dla kultury. A dla ludzi po prostu ogromny wysiłek. Krótko mówiąc – codziennie pojawia się masa nowych zjawisk, które trzeba nazywać po to, żeby wciągnąć je w siatkę znaczeń, w nasz budowany na bieżąco świat. Albo żeby się przed nimi bronić. Ważne jest nie tylko to, co będziemy mówić, ale też skąd, jak i po co mówimy. Literatura ma swoje sposoby, żeby przekazywać to, czego nie da się powiedzieć inaczej niż na przykład poprzez sprzeczność, metaforę, polifoniczność. Wystarczy wyobrazić sobie, ile tracimy, kiedy próbujemy komuś opowiedzieć wiersz. Wszystko, co przy okazji ucieka, to właśnie literatura. Wyobraźmy sobie, że pisząc Fugę śmierci Paul Celan zamiast puenty „Złoto twoich włosów Małgorzato / Popiół twoich włosów Sulamit” (tłum. Stanisław Jerzy Lec) pisze coś w rodzaju: w tym samym czasie, kiedy Małgorzata chełpiła się swoimi złotymi włosami, kiedy je czesała, aby potem je podziwiano – inna dziewczyna – Sulamit, płonęła w piecu, ona też miała ładne włosy, ale został z nich tylko popiół. Informację estetyczną, którą przenosi literatura, po prostu trudno zastąpić.
Międzynarodowy Festiwal Opowiadania to celebracja krótkiej prozy, tymczasem tej jesieni powraca tęsknota za długą, rozbudowaną. Dwie Lalki, serialowa i filmowa reanimowały dyskusję o tym, kiedy „nowa, wielka polska powieść”, Odyseja Nolana też przypomniała, jak bardzo lubimy zakopywać się w opowieściach totalnych. Jak widzisz w tym krajobrazie pozycję opowiadania?
Tęsknota za wielką, rozbudowaną powieścią realistyczną także wynika z potrzeby wiązania tego, co przychodzi do nas w formie sypkiej. Na co dzień zbieramy ten proszek porozrzucany w wiadomościach, obrazach, sprzecznych ze sobą poradach i alternatywnych wobec siebie wizjach tożsamości. Dodajmy do tego nieustannie rozrastającą się ofertę, która jest serią wmówionych pragnień: spójrz, jakie piękne włosy (żeby pozostać przy wątku trychologicznym), chcesz takich. Może właśnie takim ktoś cię pokocha. Nasza klinika zmieni twoje życie na zawsze. Albo te buty, o których istnieniu nie wiedziałaś jeszcze wczoraj – dziś ich zakup niemal stanowi o twojej tożsamości, całkowicie od nich zależysz.
Zaspokojenie tych wmówionych pragnień przez szeroko rozumianą reklamę, ma nam coś przynieść: spokój, poczucie własnej wartości. Ale wpływowy obraz, efektowna historyjka natychmiast otwiera w nas kolejny lej. A w środku czeka stara, udomowiona pustka. Wielka narracja miałaby nadać temu wszystkiemu sens. Ułożyć to dla nas. Ale to także iluzja: powieść realistyczna to chyba najbardziej skonwencjonalizowany, na wielu poziomach umowny gatunek literacki. Do tego niesłusznie dowartościowany, przereklamowany, za dużo od niego oczekujemy i pewnie dlatego zbyt wiele mu przez ostatnie 200 lat wybaczaliśmy, wierząc, że oszukuje czytelnika najskuteczniej, wygrywa za nas najważniejsze – egzystencjalne powiedzmy – bitwy. Opowiadanie jest w tym kontekście zawsze czarnym koniem, przychodzi cichcem i uderza znienacka. Lubimy na Opowiadaniach zresztą wszelkie gatunkowe granice przekraczać, twórczo przekształcać, testować ich zdolność do dialogu i linie brzegowe.
Żyjemy także w świecie potężnych przyspieszeń. Ich tematyzacja, konceptualizowanie, integrowanie to spore wyzwanie dla kultury. A dla ludzi po prostu ogromny wysiłek. Krótko mówiąc – codziennie pojawia się masa nowych zjawisk, które trzeba nazywać po to, żeby wciągnąć je w siatkę znaczeń, w nasz budowany na bieżąco świat.
Często myślimy o festiwalach literackich jako o miejscach świętowania tekstu, ale Opowiadania to przede wszystkim przestrzeń żywego głosu i ciała. Co dzieje się z intymną strukturą krótkiej prozy, kiedy wyciąga się ją z samotnej lektury i wystawia na próbę performansu i innych form, przed publicznością?
Masz rację, obecność autora – podczas czytania jego ciało to pudło rezonansowe, jak u śpiewaczki – jego akcent, gesty na scenie, to wszystko jest dla nas ważne. Nie żartuję. Nasza publiczność szanuje wysiłek, który autorzy wkładają, żeby przylecieć do nas z bardzo czasem odległych miejsc, „tylko” po to, żeby przeczytać w języku oryginalnym swoje opowiadanie. Ale autorka z Polski też musi coś przekroczyć, coś zaryzykować za każdym razem, kiedy konfrontuje się – przynosząc ze sobą całą swoją cielesność, charakter, mimikę – z publicznością, która, no cóż, bardzo uważnie słucha i patrzy. To są ważne momenty dla pisarek i pisarzy, a różnie bywa z naszą dyspozycją. Także „na scenie”. Poza tym tak zwana „osoba mówiąca w tekście” to nie jest osoba autorska. Iluzja tego utożsamienia może być dla autorki stresująca. Nikt nie chce rozczarować ludzi, którzy przyszli na takie spotkanie.


Krótka forma wymaga bezwzględnej dyscypliny i rezygnacji z dygresji. Czy organizowanie festiwalu poświęconego opowiadaniu uczy podobnej selekcji? Czego w tym roku nie odrzuciliście?
Kilka lat temu poczuliśmy, że nasz festiwal balansuje między bezkompromisowymi, ambitnymi wyborami kuratorskimi (teksty, które mogą stawiać opór i nie muszą, a nawet nie chcą się wszystkim podobać), a obsadą gwiazdorską, która gwarantuje tłumy. To te kilka nazwisk, które wszyscy chcą mieć. Znane i lubiane postacie. I także – najczęściej – autorzy z sukcesem komercyjnym i kolejkami po autografy. A ponieważ przez te 23 lata powołano wiele innych festiwali związanych z literaturą, postanowiliśmy trochę się zradykalizować. To dlatego oprócz pisarzy z zagranicy występują u nas autorzy i autorki – jakby to powiedzieć – kultowi w pewnych kręgach, poszukujący, skupieni także na medium przekazu, czyli języku swoich opowiadań. Piszący w mniej popowych estetykach, takich jak weird (podgatunek literacki, który operuje atmosferą tajemnicy i subtelnym zaburzeniem rzeczywistości), czy kamp (niewygodny, bo oscylujący między powagą, a żartem, bólem i radością, wartością i czymś powierzchownym, płaskim, zużytym).
Czasem przyjeżdżają do nas autorzy związani na co dzień z dramaturgią współczesną, hip-hopem, poezją. Wszyscy oni piszą oczywiście także opowiadania. W tym roku to na przykład Natalka Suszczyńska, Jerzy Franczak, Karolina Krasny, czy Maciej Bobula. W panelu dyskusyjnym na temat grozy klasowej i jej przekształceń w popkulturze wezmą udział Jakub Majmurek, Florentyna Gust i Dawid Kujawa. Przegląd filmów związanych z wysokością (tegoroczny festiwal odbywa się na 25. piętrze Sky Tower, najwyższego budynku we Wrocławiu) przygotowuje Igor Kierkosz, a inscenizacje teatralne Zdenka Pszczołowska i Grzegorz Jaremko.

Pisarze, pisarki – piszący krótkie formy – często mówią o „porzuconych światach”, czyli historiach, które nie zmieściły się w obramowaniu jednego opowiadania. Czy jako dyrektorka festiwalu masz czasami poczucie tęsknoty za wątkami, autorami lub koncepcjami, które z braku miejsca w programie musiały zostać poza nawiasem? I czy w tegorocznym harmonogramie wracacie do tych dawniej porzuconych, czy zawieszonych?
Pisarze, pisarki i artyści (bo to także aktorzy, muzycy, performerki) przynoszą ze sobą swoje „porzucone światy”. One cały czas w nich pracują. Jak złość albo zazdrość, którą chcemy ukryć. To „niewypowiedziane” przynosi napięcie, czasem smutek i żal, a czasem niemal ekstatyczną histerię. Wszystko to bardzo nas ciekawi, bo przychodzi poprzez literaturę i sztukę. Myślę, że po tylu latach śmiało możemy też zdefiniować tematy, które są dla nas szczególnie ważne: w jaki sposób literatura radzi sobie z przetwarzaniem rzeczywistości? Gdzie i jak rodzi się awangarda, rozumiana jako praca z tematami czy formami, które dopiero rodzą się na marginesach kultury? W jaki sposób utrzymać tę baśniową oscylację między komunikatywnością tekstu, a jego bezkompromisowym temperamentem, między zaciemnionym eksperymentem i rodzajami życzliwości, które także może przynosić literatura?
Przeczytaj też: Najlepsza polska i światowa proza w „Piśmie”
Chciałabym teraz przejść z tobą do spojrzenia na uczestników kultury z nieco innej, bardziej socjologicznej strony. Z opublikowanego niedawno raportu Narodowego Centrum Kultury (NCK) Aktywni i nieobecni. Kontekstowe badania uczestnictwa w kulturze wynika, że polskie społeczeństwo dzieli się na aktywnych odbiorców oraz tytułowych „nieobecnych”, oddzielonych barierami symbolicznymi i psychologicznymi. Opowiadania to festiwal pomyślany jako ten oferujący „bezkompromisowe, ambitne wybory kuratorskie”. Jednocześnie podczas paneli poruszacie kwestie niezwykle wrażliwe społecznie, jak „groza klasowa i jej przekształcenia”. Zastanawiam się, w jaki sposób – budując tak literacko wymagające wydarzenie – próbujecie wyciągnąć rękę do „nieobecnych”? Czy radykalna, językowa opowieść ma w ogóle szansę przekroczyć próg lęku osób, które wciąż mają poczucie, że świat tak zwanej „kultury wysokiej” jest przestrzenią z gruntu nie dla nich?
Jako kulturoznawczyni muszę zaprotestować przeciwko podziałowi na kulturę niską i wysoką, nawet jeśli ujmiemy ją w cudzysłów. I nawet nie dlatego, że jesteśmy jako festiwal mało elitystyczni, i jest u nas dużo zabawy, humoru, kampu i znoszenia dystansu między autorami, autorkami a publicznością. A w zeszłym roku Paweł Palcat prowadził festiwal ze swoimi psami, jednocześnie przemycając komunikaty adopcyjne podczas zapowiedzi kolejnych wydarzeń. Po prostu nigdy nie wiadomo, co się wyniesie z rozmowy, a nawet w jakim kierunku rozmowa się potoczy. Proces interpretacji i ekstrapolacji dzieł sztuki nigdy się nie kończy. Wczoraj Szekspir był plebejski, dziś kojarzy się z Teatrem Narodowym. W poprzedniej dekadzie Barbarella była filmem science-fiction, dziś jest kampową perełką dla teoretyków gatunku. Moje przykłady są zresztą toporne, bo wiadomo, że odbiór sztuki zmienia się w czasie, ale naprawdę nie bardzo wiem, co miałoby być tą niską kulturą: komiks? Horror? Street art? Disco? Zaraz nas docisną profesorki, które napisały na ten temat habilitacje, kuratorzy albo zapaleńcy z fandomów. I będą mieli rację. Tymczasem zmęczonych literaturą możemy zaprosić na przykład na przegląd filmowy albo na stand-up z lalką Anny Makowskiej-Kowalczyk. Myślę też, że oba wydarzenia teatralne będą inkluzywne, barwne i – jak zwykle w przypadku Pszczołowskiej i Jaremki – porywające.
Spotkanie z literaturą, teatrem i sztukami wizualnymi daje nam siłę. Trwa wojna i to właśnie siły potrzebujemy teraz najbardziej.
Wspomniany raport NCK kładzie również akcent na to, że nasza aktywność kulturalna przegrywa dziś z natłokiem obowiązków i przebodźcowaniem. Sama zresztą mówisz o wyzwaniach kultury w obliczu „potężnych przyspieszeń” i konieczności nazywania zjawisk choćby po to, „żeby się przed nimi bronić”. Wasz festiwal również wymyka się standardom – dosłownie odrywacie się od poziomu ulicy, czyli tu i teraz, przenosząc miejsce spotkania na 25. piętro najwyższego wieżowca w mieście. Jaka jest twoim zdaniem, tu i teraz, najważniejsza rola takiego literackiego spotkania?
Myślę, że spotkanie z literaturą, teatrem i sztukami wizualnymi daje nam siłę. Trwa wojna i to właśnie siły potrzebujemy teraz najbardziej. Poza tym takie spotkania nas budzą. Przełamują struktury, w których znaleźliśmy się mimochodem, z przyzwyczajenia albo przez nieuwagę. Zbliżają nas do alternatywnych scenariuszy przeżywania rzeczywistości. Sprawiają przyjemność.
Program 22. Międzynarodowego Festiwalu Opowiadania znajdziecie na: www.opowiadania.org/festiwal/22-opowiadania/program