Rozmowa

Duczmal: Orkiestra to najpiękniejszy instrument

Decyzję o tym, że zostanie dyrygentką, podjęła w wieku siedmiu lat. W październiku ubiegłego roku jej orkiestra kameralna obchodziła pięćdziesiąte urodziny. Rozmowa z Agnieszką Duczmal.
Katarzyna Gajewska

Ja sam od Agnieszki Duczmal nie mogę się uwolnić już ponad trzydzieści lat. Gdy studiowałem w Poznaniu, słynna pani dyrygent – w tamtych czasach nie mówiło się jeszcze „dyrygentka” – stanowiła dla mnie, jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, element lokalnego pejzażu. W mojej głowie zajmowała miejsce tuż obok koziołków z ratuszowej wieży i świętomarcińskich rogali z białym makiem. Traktowałem ją jak oczywistą część tego co to miasto ma do zaoferowania najlepszego, najbardziej charakterystycznego. Bo w mieszczańskim Poznaniu na koncerty „Duczmalki” po prostu należało chodzić, podobnie jak „na słodkie” do Hotelu Bazar. Najlepiej w niedzielę. Miałem wrażenie, że poznaniacy traktują Agnieszkę Duczmal z niezwykłym szacunkiem, jako lokalne dobro właśnie, którego stolica nigdy nam nie wyrwała. Dla niektórych ten lokalny patriotyzm był chyba nawet ważniejszy od osiągnięć artystycznych słynnej dyrygentki. Niemądre to tym bardziej, że jej kariera w zasadzie od samego początku nie miała lokalnego charakteru. Ze swoją orkiestrą, a i bez niej, wyjeżdżała, żeby dyrygować do najważniejszych sal koncertowych świata. W 1982 roku Międzynarodowe Centrum Kultury Saint Vincent w Rzymie (pod patronatem UNESCO i prezydenta Włoch) w uznaniu zasług na polu kultury nadało jej tytuł La Donna del Mondo, Kobiety świata. Z powodu stanu wojennego dowiedziała się o nagrodzie wiele miesięcy później. 

Agnieszka Duczmal

(ur. 1946), dyrygentka. Założycielka i dyrygentka Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus, występowała również z innymi orkiestrami symfonicznymi w kraju i za granicą. Uhonorowana między innymi Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski i „Złotym Fryderykiem”.

Nasze pierwsze spotkanie sprzed kilkunastu laty nie należało do udanych. Choć przygotowałem się do niego jak wzorowy uczeń (a do tego założyłem gustowne skarpetki w nutki), to jej serca nie rozmiękczyłem. Nie miała czasu na rozmowę. Właśnie skończyła próbę w poznańskiej auli Uniwersytetu Adama Mickiewicza, gdzieś biegła, coś załatwiała, a poza tym widziałem, że była po prostu zmęczona. Potem mijaliśmy się przy różnych okazjach, w Polsce i za granicą. Trzeba było aż półwiecza Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus, byśmy wreszcie się spotkali. Gnałem na to spotkanie przez zatłoczoną i deszczową Warszawę, do której ja przez ostatnie lata jakoś przywykłem, a wobec której ona pozostała trochę sceptyczna. I do której, wbrew namowom, nigdy się nie przeniosła. 

Jest Pani pierwszą dyrygentką, która wystąpiła w mediolańskiej La Scali. Ma Pani jeszcze siłę odpowiadać na pytania o to, jak kobieta radzi sobie z batutą? 

Przez kilka lat, gdy stawiałam pierwsze kroki na estradzie, podczas wywiadów od razu pojawiała się kwestia: kobieta – dyrygent. W końcu postawiłam warunek – możemy rozmawiać o wszystkim, ale nie o tym, jak to jest być dyrygentką. Prosiłam, by nie poruszać tego tematu. Chciałam być traktowana jako muzyk, bez względu na płeć, która w tym wypadku jest na drugim planie. Długo byłam konsekwentna. Dopiero po jakimś czasie, gdy ugruntowała się moja pozycja w …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Rozmowa ukazała się w styczniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (01/2019) pod tytułem Tak zwany dryg.

FreshMail.pl