Rozmowa

Gdy lekarz zdecyduje za ciebie

Nie ma słów na to, co się wtedy myśli, co się czuje. Nie można spać, nie można oddychać. Miałam w głowie tylko jedno: pewność, że chcę dla mojego dziecka jak najlepiej.
rysunki Barbara Branco

Chciałabym porozmawiać o miłości.

Decyzja, która jest przyczynkiem do naszej rozmowy, może być jej największym aktem. I nieraz jedynym, co matka może swojemu dziecku dać. Bo nie da mu zdrowia, nie uleczy, ale przynajmniej odejmie cierpienia. Skazywać matkę na to, żeby jej tego jedynego gestu odmówić, to barbarzyństwo.

Pani odmówiono.

Tak. Ale muszę przypomnieć – nasza sprawa nie dotyczyła aborcji. Dotyczyła dostępu do badań.

W swoim wyroku Sąd Administracyjny w Białymstoku orzekł: „Powodowie B. i S. W. wnosili o zasądzenie na ich rzecz solidarnie od pozwanego Szpitala Wojewódzkiego w Ł. i zatrudnionych w nim lekarzy L.P. i A.G. określonych w toku procesu kwot zadośćuczynienia i odszkodowania za krzywdę i szkody poniesione w wyniku odmowy skierowania powódki na badania prenatalne i uniemożliwienia wykonania zabiegu przerwania ciąży, mimo zagrożenia płodu wadą genetyczną”.

Od wyroku w naszej sprawie minęło trzynaście lat, a mnie wydaje się, że w pewnym sensie dziś jest jeszcze gorzej niż wtedy. Współczuję wszystkim kobietom, tym, które są w ciąży, i tym, które nie są, bo jeśli w nią zajdą, będzie im tak samo trudno dostać się na badania prenatalne, jak mnie kiedyś.

Nie mam złudzeń – niezależnie od tego, co kto o nim myśli, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego lekarze będą się bali kierować kobiety na badania.

Barbara Wojnarowska

(ur. 1973), ukończyła liceum ekonomiczne w Bydgoszczy i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu na wydziale geografii, absolwentka kierunków studiów podyplomowych. Była dyrektorką zaocznego liceum, z której to pracy musiała zrezygnować.

W ubiegłym roku, 23 listopada, w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich odbyło się spotkanie w tej sprawie. Zaproszone ekspertki wskazywały bariery w dostępie do badań istniejące jeszcze przed wyrokiem. Profesor Maria Respondek-Liberska przypomniała, że badania prenatalne gwarantują możliwość wdrożenia leczenia, w tym leczenia ratującego życie, już na etapie życia płodowego. I że mitem jest twierdzenie, że badania prenatalne wykonywane są jedynie w celu terminacji ciąży.

To się w ogóle nie przebiło, bo dyskusję zdominował krzyk, że badania służą „mordowaniu dzieci nienarodzonych”.

Zresztą po co kobietom badania, skoro i tak będą musiały urodzić? Jeśli lekarz wystawi skierowanie, a kobieta później usunie ciążę – bo przecież te ciąże będą usuwane, w podziemiu, za granicą – to taki lekarz może mieć kłopoty. A wiem z własnego doświadczenia, że wielu lekarzy prędzej wybierze spokój sumienia niż walkę o zdrowie i życie pacjentek, o życie ich dzieci. Nie wszyscy, ale wielu tak właśnie zrobi.

Ma pani żal do tych, którzy prowadzili pani ciążę i odmówili wystawienia skierowania?

Nie wiem, czy do nich osobiście. Mam żal do państwa, którego jestem obywatelką, że nie stanęło po mojej stronie. Państwo, czyli prawo, które powinno w takiej sytuacji chronić najsłabszych. W naszym przypadku chroniło zaś… sama nie wiem. Procedury? Szpital? Dyrekcję? Na pewno nie mnie i nie moją rodzinę.

Dlaczego wtedy, w marcu 1999 roku, kiedy podejrzewała pani, że jest w ciąży i poszła do poradni ginekologiczno-położniczej, skierowano panią na konsultację do doktora Poppe, ordynatora w szpitalu wojewódzkim?

Niewiele więcej niż rok wcześniej urodziłam Mateusza. Zdiagnozowano u niego ciężką dysplazję kręgosłupowo-przynasadową, nieuleczalną chorobę genetyczną. Objawia się między innymi karłowatością i skróceniem kończyn. To wynika z karłowatości – można powiedzieć, że wszystkie stawy i kości są nieprawidłowo zbudowane czy wykształcone. Baliśmy się z mężem, że kolejne dziecko również będzie chore. I wiedzieliśmy już, jak będzie wyglądało jego życie, bo Mateusz był z nami.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Jak wyglądało?

Musieliśmy sami nauczyć się jego choroby, bo w szpitalu, po porodzie, wydają dziecko i nie mówią – przynajmniej wtedy nie mówili – co dalej. Tego wszystkiego trzeba dowiedzieć się samemu, nikt nas nie pokierował, nie podpowiedział, jak załatwić rehabilitację, jakie badania powinniśmy robić. Nawet o takich prostych rzeczach, jak udogodnienia w mieszkaniu, które trzeba przygotować do życia z dzieckiem z niepełnosprawnością, informacji szukaliśmy sami. Poza tym oboje z mężem jesteśmy nauczycielami, nie zarabiamy dużo. Od razu też było wiadomo, że ktoś – czyli ja – będzie musiał zostać z Mateuszem w domu, bo wymagał …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w marcowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (3/2021) pod tytułem Święto kobiet.

FreshMail.pl