Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Rozmowa

Chcesz pisać prozę? Zacznij czytać poezję

Selva Almada — argentyńska pisarka i finalistka Nagrody Bookera, fot. Federico Paul-Pengüin
W „To nie rzeka” Enero i El Negro zabierają na leżącą na rzece wyspę Tilo, nastoletniego syna ich przyjaciela, który przed laty w niej utonął. Łowią ryby, piją wino, próbują odpędzić duchy przeszłości, ale napięcie narasta, a zabicie ogromnej płaszczki uruchamia wydarzenia prowadzące ku przemocy. Selva Almada mówi, że pochodzenie z prowincji daje inny sposób patrzenia na świat. W jej powieści widać to bardzo wyraźnie: natura nie jest tłem, wyspa rządzi się własnym czasem, a ludzie pozostają częścią porządku, którego nie są w stanie w pełni kontrolować.

Sponsorem tekstu jest Fervor Latino – festiwal Literatury Latynoamerykańskiej, który odbędzie się w Warszawie w dniach 2-4 października w Kolektywnej Instytucji Kultury Prześwit.

Aleksandra Pakieła: Przyznam, że To nie rzeka jest pierwszą czytaną przeze mnie argentyńską powieścią, która nie prowadzi mnie do Buenos Aires. Kiedy bowiem myślimy o literaturze argentyńskiej z perspektywy Europy, stolica właściwie przesłania nam resztę kraju. Pani tymczasem konsekwentnie mówi o „literaturach prowincji”. Dlaczego?

Selva Almada: Argentyna to ogromny kraj. I niezwykle zróżnicowany. Nawet w obrębie jednego regionu istnieją bardzo duże różnice. To, że autorka lub autor pochodzi z Santa Fe, nie oznacza, że wszyscy pisarze z Santa Fe piszą podobnie albo reprezentują jeden sposób opowiadania. W jednej prowincji mogą powstawać przecież bardzo różne książki. Są tam duże miasta i małe miejscowości, więc mamy zarówno literaturę miejską, jak i wiejską, powieści gatunkowe, kryminały, horrory.

Nie ma jednego sposobu pisania właściwego dla danego regionu. I ta różnorodność jest tym, co najbardziej podoba mi się w literaturze argentyńskiej ostatnich lat. Bardzo dużą rolę w poszerzaniu tego krajobrazu odegrały niezależne wydawnictwa.

Czy warto jednak w ogóle zachowywać takie rozróżnienie – na literaturę centrum i literatury prowincji?

Urodziłam się i wychowałam na prowincji. I myślę, że pochodzenie daje bardzo określony sposób patrzenia na świat – inny niż ten, który ma ktoś urodzony i wychowany w Buenos Aires. Zależy mi na dowartościowaniu tego spojrzenia wobec hegemonicznej, scentralizowanej perspektywy stolicy.

Wydaje mi się to szczególnie istotne dzisiaj, w czasach globalizacji. Bo choć wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni przez internet i media społecznościowe, to różnice nie znikają. Ale to dobrze. Warto je zaznaczać, bo właśnie one sprawiają, że zachowujemy swoją odrębność.

Urodziłam się i wychowałam na prowincji. I myślę, że pochodzenie daje bardzo określony sposób patrzenia na świat – inny niż ten, który ma ktoś urodzony i wychowany w Buenos Aires.

W To nie rzeka bohaterowie mówią niewiele. Wiemy, że bardzo dużo dzieje się w ich głowach, ale oni sami rzadko nazywają swoje emocje. Cisza wydaje się tu równie ważna jak słowa.

Tak, czułam, że ten świat bardzo dobrze znosi ciszę. To postaci o niezwykle intensywnym życiu wewnętrznym, które jednocześnie bardzo niewiele z tego życia uzewnętrzniają. Nie potrzebują wielu słów. Wystarczy kilka mocnych, wyrazistych zdań, a później słowo może ustąpić miejsca ciszy.

Z tego wynika tak zwięzła forma narracji, która jednocześnie nie traci poetyckiej siły. Chciałam osiągnąć kondensację, skupienie, ale bez zamykania zdania. Ono może być krótkie, a mimo to rozwijać kolejne warstwy opowieści.

Ta poetyckość bardzo mocno przebija przez pani prozę. W jednej z rozmów, których słuchałam, powiedziała pani nawet, że trudno pani sobie wyobrazić prozaika, który nie czyta poezji.

Kiedy studiowałam, miałam niezwykle błyskotliwą wykładowczynię, Claudię Rosę. To od niej pierwszej usłyszeliśmy, że jeśli chcemy pisać prozę, powinniśmy czytać poetów. Zajęło mi wiele lat, zanim naprawdę zrozumiałam, co miała na myśli, i zanim sama stałam się czytelniczką poezji. Moja relacja z nią jest dużo młodsza niż relacja z powieściami czy opowiadaniami. Prozę bowiem czytałam właściwie od chwili, kiedy stałam się świadomą czytelniczką.

W pewnym momencie zaczęłam jednak dostrzegać, że poezja rozświetla pewne obszary mojej własnej prozy. Wtedy zrozumiałam, jak dużo racji miała Claudia. Od czasu pracy nad To nie rzeka mam nawet poczucie, że podczas pisania lepiej rozmawia mi się z poetkami i poetami niż z prozaikami.

Co takiego daje pani dziś poezja, czego nie daje proza?

Kiedy pracuję nad powieścią, nie szukam innych powieści czy opowiadań, które podejmowały podobne tematy, przedstawiały podobnych bohaterów albo budowały zbliżony świat. Więcej znajduję dla siebie w poezji. Ten dialog jest dla mnie ciekawszy. Jest też coś w atmosferze, którą można zbudować w wierszu, co bardzo pomaga mi później tworzyć atmosferę powieści.

Co ma pani na myśli?

Myślę na przykład o opisach krajobrazu. Czasami mam wrażenie, że potrafię lepiej oddać jakieś miejsce, posługując się wyliczeniem – środkiem bardzo często używanym w poezji – niż wtedy, gdy próbuję je po prostu szczegółowo opisać. Zestawiam ze sobą konkretne słowa, rzeczowniki, słucham ich brzmienia i nagle okazuje się, że w ten sposób mogę powiedzieć o krajobrazie więcej.

Poezja jest sugestywna. Potrafi przekazać bardzo wiele, nie dopowiadając wszystkiego. I dzięki temu można stworzyć w powieści szczególną atmosferę, ale też tę ciszę, o której wcześniej rozmawiałyśmy.

Zastanawiam się, jak konstruuje się taką ciszę. Bo struktura książki To nie rzeka sprawia wrażenie niezwykle precyzyjnej – plany czasowe nakładają się na siebie, wiele scen poznajemy we fragmentach, które sami musimy ułożyć.

Na początku niektóre sceny powieści napisałam całkowicie linearnie. Myślę na przykład o fragmencie z dzieciństwa bohaterów, kiedy Enero, Tilo, El Negro i Eusebio idą do uzdrowiciela. To była jedna ciągła sekwencja. Dopiero później zaczęłam ją rozcinać i zastanawiać się, gdzie powinny znaleźć się jej poszczególne części, żeby powstały przeskoki w czasie.

Praca redakcyjna nad tą książką była więc bardzo intensywna. Zdarzało się, że najpierw opisywałam scenę bardzo szczegółowo, niemal wyczerpująco, a później zaczynałam usuwać kolejne elementy. Chciałam, żeby tekst stawał się coraz bardziej skondensowany.

To chyba trudne – rezygnować z własnego tekstu?

Z czasem nauczyłam się odpuszczać. Kiedy pracuje się nad tekstem, właściwie zawsze pojawia się w nim coś zbędnego. W jego pierwszej wersji jest go zwykle o 20–30 procent za dużo. Czasem oczywiście żal akapitu lub zdania, które lubimy, ale później okazuje się, że po prostu nie służą one tej konkretnej książce. To część pracy.

Poza tym pisanie daje możliwość recyklingu. To, co nie znalazło miejsca w jednym tekście, może kiedyś pojawić się w innej powieści lub opowiadaniu.

Kiedy mówi pani o prowincji i patrzeniu z miejsca oddalonego od centrum, od razu myślę o wyspie z To nie rzeka. Życie na niej wydaje się podporządkowane zupełnie innemu porządkowi niż życie na lądzie. Jeden z mężczyzn ma nawet osobny zestaw ubrań, który zakłada tylko wtedy, gdy musi udać się na kontynent.

Chciałam myśleć o wyspie jako o przestrzeni hybrydycznej, a zarazem dziwnej. Takiej, w której wszystko, co się wydarza, zyskuje pewien efekt obcości. Umieszczenie powieści na wyspie pozwoliło mi też bawić się płaszczyznami życia i śmierci, a także samym czasem. Wyspa może mieć własny czas, odmienny od tego poza nią. Dzięki temu żywi i byty widmowe mogą tam właściwie współistnieć.

Przeczytaj też opowiadanie Lektura uproszczona Cristiny Morales

Wyspa jest też bardzo literackim miejscem.

Oczywiście, myślałam o całej tradycji literackich wysp. W Argentynie bardzo znaną książką jest Wynalazek Morela Adolfa Bioya Casaresa. W niej również pojawia się coś widmowego – maszyna, która sprawia, że obrazy ludzi są bez końca odtwarzane na wyspie. Jest też Wyspa doktora Moreau Herberta George’a Wellsa i wszystkie dziwne eksperymenty, które odbywają się właśnie tam.

Interesowało mnie to dziedzictwo wysp jako miejsc osobnych, niesamowitych, pozwalających literaturze budować poczucie obcości. Ale nawet jeśli odłożymy całą literaturę na bok, sama natura wyspy jest czymś osobliwym. To przecież kawałek lądu pośrodku wody. Kontakt z tym, co możemy nazwać światem zewnętrznym, z kontynentem, jest z definicji utrudniony. Wszystkie te cechy sprawiły, że wyspa wydała mi się bardzo dobrym miejscem dla historii tak mocno przenikniętej śmiercią i obecnością duchów.

Duchy w To nie rzeka nie robią na bohaterach szczególnego wrażenia. Są częścią świata, podobnie jak sny, przeczucia i natura, która zdaje się coś wiedzieć. Podczas lektury tej książki długo myślałam o naturze jako o jednym z bohaterów. Potem zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest bohaterem najważniejszym. Las wie, że ktoś do niego nie należy. Człowiek właściwie nigdy nie stoi ponad tym światem.

Jedną z osi tej powieści jest dla mnie kruchość życia. I powiedziałabym: życia w ogóle, nie tylko ludzkiego. Przecież książka zaczyna się od sceny, w której zostaje zabite zwierzę – ogromna płaszczka.

Tak jak ludzie mogą oddziaływać na naturę w sposób destrukcyjny, tak natura może czasami „decydować” o życiu ludzi. Interesowało mnie również, jak ta sama przestrzeń może wchodzić w zupełnie odmienne relacje z różnymi postaciami.

Czyli las nie jest taki sam dla wszystkich?

Dla mężczyzn, którzy się tam nie wychowali, staje się przestrzenią groźną, pełną niebezpieczeństwa, wręcz przemocy. Dla tych bohaterów, którzy na wyspie się urodzili i dorastali, las jest znajomy i bliski. W pewnych momentach może przypominać wręcz matczyne łono. W innych jawi się jako figura ojca. To wszystko się miesza. Natura prowadzi więc różny dialog z poszczególnymi postaciami. Dla jednych może być niebezpieczna, dla innych czuła i pełna bliskości.

Przez to długo nie mogłam zrozumieć, dlaczego właściwie mężczyźni zabijają płaszczkę.

To bardzo ważna scena.

Oddają do niej trzy strzały. Nie potrzebują jej mięsa. Rozpinają jej ogromne ciało między drzewami. Długo szukałam odpowiedzi na pytanie „Po co?”.

I o czym pani pomyślała?

Że może jest to rodzaj mszczenia się na naturze, która wcześniej zabrała im przyjaciela.

Ciekawa interpretacja. Sama nie myślałam o tej scenie w ten sposób, kiedy ją pisałam, ale pani odczytanie ma dla mnie dużo sensu. Często zaczynam pisać właśnie od konkretnej sceny, sama nie wiedząc, jak wpisze się ona w większą całość. Nie wiem nawet, co wydarzy się później.

Czyli pisząc o płaszczce, nie wiedziała pani, czym ta scena się stanie?

Nie do końca. Kiedy o niej myślałam, ważniejsze było dla mnie coś innego – że ci mężczyźni nie są źli. Są raczej nieporadni, nie potrafią właściwie postępować i zostali wychowani w środowisku, w którym przyzwyczaili się do przekonania, że mogą robić właściwie wszystko, na co mają ochotę. Dlatego zabicie płaszczki – a szczególnie oddanie trzech strzałów zamiast jednego – wiąże się dla mnie z pewnym rodzajem drapieżności. Z potrzebą eksploatowania i podporządkowania sobie tego, co ich otacza.

Podobnie wygląda stosunek mężczyzn do kobiet. Mówią o nich tak, jakby można było się nimi „częstować”, i nie chcą stosować antykoncepcji. A jednak to właśnie mężczyźni są w książce To nie rzeka na pierwszym planie. Dlaczego chciała pani opowiedzieć o tym świecie przede wszystkim z ich perspektywy?

Moje powieści często właśnie tak pokazują świat. Ale choć postaci kobiece mogą pozostawać dalej od pierwszego planu, nie oznacza to, że feministyczny wymiar tej opowieści znika. Zresztą w Argentynie moje książki są zdecydowanie w ten sposób odczytywane. Wiele pisarek identyfikuje się jako feministki, jest związanych z ruchami feministycznymi, dlatego nasze powieści bardzo często czyta się również z tej perspektywy.

Przeczytaj też: Niesamowite stworzenie. Opowiadanie Samanty Schweblin

W Argentynie feminizm był w ostatnich dekadach niezwykle silnym ruchem społecznym. Jak wygląda to dzisiaj?

Mam nadzieję, że wciąż mamy przed sobą feministyczną drogę i że kiedyś znów znajdzie ona odzwierciedlenie w polityce państwa. W ostatnich latach, od kiedy do władzy doszedł Javier Milei, cofnęliśmy się jednak w wielu obszarach, w których ruchowi feministycznemu udało się wcześniej wywalczyć realne zmiany, także prawne.

A takie rozwiązania są szczególnie ważne, bo kiedy zostają zapisane w prawie i stają się częścią polityki państwa, przestają być przywilejem dostępnym tylko dla części kobiet, mogą służyć wszystkim obywatelkom. Dziś regres widzę nie tylko w ograniczaniu środków przeznaczanych na programy publiczne. Bardzo wyraźnie widać go również w języku i sposobie, w jaki mówi się o prawach kobiet.

Jak ten regres przejawia się w języku?

Przez wiele lat ruch feministyczny pracował nad tym, żeby termin femicidio (kobietobójstwo) wszedł do powszechnego użycia, i żeby udało się go utrwalić także w języku mediów. A Milei i członkowie jego rządu negują istnienie takiej kategorii zbrodni . Wpływa to także na sposób, w jaki o przemocy wobec kobiet mówią media.

To słowo nazywa konkretny rodzaj zbrodni – zabójstwo kobiety przez mężczyznę dlatego, że jest kobietą. Dziś coraz częściej obserwuję odchodzenie od tego określenia. Zastępuje się je bardziej ogólnym „zabójstwem kobiety”, a część takich przypadków przestaje być szerzej nagłaśniana. A skoro cofamy się już na poziomie języka, łatwo wyobrazić sobie, co może oznaczać to w praktyce.

Ruch feministyczny był w Argentynie przez ostatnie dekady niezwykle silny. Dlatego tak trudno patrzeć na podważanie praw i zmian, które wcześniej udało się wywalczyć.

To nie rzeka znalazła się w finale International Booker Prize. Co takie wyróżnienie naprawdę zmienia?

Gdybym wygrała, miałabym na koncie 30 tysięcy funtów! Dla pisarek i pisarzy to kwota nie bez znaczenia. Zwłaszcza w Argentynie, gdzie utrzymanie się wyłącznie z pisania jest właściwie niemożliwe. Można pracować przy literaturze, prowadzić warsztaty, zajmować się innymi rzeczami związanymi z pisaniem, ale niemal nikt nie żyje tylko ze sprzedaży książek.

A poza pieniędzmi, których jednak pani nie dostała?

Najbardziej zmieniła się widoczność moich książek. I nie chodzi tylko o powieść To nie rzeka, która znalazła się na krótkiej liście, ale także o wcześniejsze tytuły. Booker jest ogromną witryną dla literatury, szczególnie tej tłumaczonej na angielski. Dzięki takiemu wyróżnieniu książka może trafić do kolejnych krajów, zostać przełożona na następne języki, znaleźć nowych czytelników.

Czy kiedy siada pani do następnej powieści, da się zapomnieć o tych wszystkich możliwościach?

Staram się. Kiedy piszę, próbuję trzymać wszystko, co dzieje się wokół moich książek, poza polem uwagi. Gdybym zaczęła się zastanawiać, co czytelnicy pomyślą o następnej powieści, jak zareaguje wydawnictwo albo co napiszą krytycy, presja byłaby ogromna.

Oczywiście nie da się całkowicie oddzielić jednego od drugiego. Pisząc kolejną książkę, nadal jeżdżę na festiwale, dostaję zaproszenia, udzielam wywiadów. To wszystko jest częścią mojego życia. Ale podczas samego pisania staram się o tym nie myśleć.

Kiedy piszę, próbuję trzymać wszystko, co dzieje się wokół moich książek, poza polem uwagi. Gdybym zaczęła się zastanawiać, co czytelnicy pomyślą o następnej powieści, jak zareaguje wydawnictwo albo co napiszą krytycy, presja byłaby ogromna.

Nie boi się pani, że kolejna książka będzie porównywana z tą, która trafiła do finału Bookera?

Mam świadomość, że zainteresowanie, które dziś towarzyszy moim książkom, może któregoś dnia po prostu zniknąć. Literatura trochę tak działa. Są okresy, kiedy ma się wielu czytelników, i takie, kiedy jest ich znacznie mniej. To, że dzisiaj moje książki budzą zainteresowanie, wcale nie oznacza, że następna również je wzbudzi. Myślę, że pamiętanie o tym pomaga mi pozostać skupioną na samym pisaniu.

Rozmowa odbyła się z udziałem tłumacza Kamila Serugi.

SELVA ALMADA – jedna z najważniejszych współczesnych pisarek argentyńskich. Autorka powieści El viento que arrasa (2012), Ladrilleros (2013), No es un río (2020) i Una casa sola (2026), zbioru opowiadań Los inocentes (2019) oraz książek non-fiction Chicas muertas (2014) i El mono en el remolino (2017). W 2024 roku jej powieść To nie rzeka (No es un río, przeł. Zuzanna Geremek, Wydawnictwo Cyranka, 2026) znalazła się na krótkiej liście Międzynarodowej Nagrody Bookera. Aktualnie jest jedną z dyrektorek Salvaje Federal – księgarni i projektu promującego literaturę z argentyńskich prowincji. Jej twórczość przełożono na około dwadzieścia języków.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00