Wersja audio
Przez kilka sekund słyszę jej oddech, przytrzymuję telefon ramieniem i zapalam papierosa. Powoli, starając się nie robić żadnego hałasu, wychodzę na balkon z widokiem na park, siadam na jednym z krzeseł i ściągam sobie sandały, zsuwając je palcami stóp. Chce porozmawiać o Pecie, o swoim synu. Chce wiedzieć, co pamiętam z nocy wypadku. Jej głos jest spokojny i chrapliwy. Zastanawiam się, czy to przez upływ lat, czy też może ten jej słodki tembr zapodział się gdzieś od ostatniego razu, kiedy się widziałyśmy.
Kładę bose stopy na drugim krześle, bolą mnie pięty i nogi. Dziś rano byłam w Madrycie i ledwie zdążyłam wstawić walizkę do mieszkania, kiedy zadzwonił telefon.
– Gdzie jesteś, Eleno? W Buenos Aires?
Pytam, żeby zyskać na czasie i trochę głębiej wejść do domu, zanim pochłonie mnie ta rozmowa. Jej milczenie sugeruje, że nigdy nie wyjechała z Hurlingham, że być może nadal mieszka w tym samym domu, w którym to wszystko się wydarzyło.
– A ty? – pyta Elena. – Wciąż w podróżach?
Myślę o nowym biurze w Marsylii, o katedrze urbanistyki w Barcelonie, o planach komercyjnego rozwoju terenów pod Bordeaux. Ale kiedy wyobrażam sobie Elenę siedzącą na ławce, tej, która stoi u nich w tym szerokim korytarzu między kuchnią a patiem, kiedy wyobrażam sobie, jak mówi do mnie z tej ławki o drewnianym siedzisku i żelaznych nogach, którą jej ojciec alkoholik wykonał własnoręcznie …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści z 100. numeru i całego archiwum. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Opowiadanie pochodzi ze zbioru Dobre i złe, który w przekładzie Tomasza Pindela ukaże się w czerwcu nakładem
Wydawnictwa Pauza.
Samanta Schweblin będzie gościnią sekcji literackiej „Głosy Kobiet” 25 czerwca 2026 podczas Malta Festival w Poznaniu.
