Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Strategie przetrwania

Uważność na dobre życie

Moi klienci rzadko się decydują na radykalne cięcia. Dotychczas nie miałam takiego, który rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady – mówi Anna Matusiak-Wekiera, prawniczka i nauczycielka technik uważności Mindfulness.

W wakacje – jeśli je mamy – staramy się odpocząć od pracy, od rutyny codzienności, zmienić perspektywę. To czas na złapanie dystansu do pracy, do naszego życia, do tego, co robimy na co dzień. Czasem z takiego urlopu wracamy z postanowieniem zmiany: postaram się więcej czasu poświęcać sobie, zacznę ćwiczyć, będę lepszą… (tu można wpisać, zależnie od potrzeb: matką/partnerką/ojcem/mężem/chłopakiem/przyjaciółką), zmienię zawód, zmienię pracę, zmienię życie. Czasem w tych fantazjach płyniemy daleko, czasem są pretekstem do drobnych, ale istotnych przesunięć środka ciężkości w naszym życiu. Ale czy zawsze warto zmieniać? A jeśli tak, to co? I jak? Oraz, jeśli nie zmiana przez duże „z”, to może zmiana jakości, niewielka, ale znacząca? O tym, co i jak zmieniać i czy warto uciekać w Bieszczady, rozmawiam z Anną Matusiak-Wekierą.


Masz przed sobą otwarty tekst, który udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Wykup prenumeratę lub dostęp online.


Katarzyna Kazimierowska: Aniu, kiedy o tobie usłyszałam, powiedziano mi, że jesteś panią od medytacji, którą można wykonać nawet w toalecie.

Anna Matusiak-Wekiera: To zabawne, że ta krótka praktyka medytacyjna, której pełna nazwa brzmi Trzyminutowa przerwa na oddech funkcjonuje już powoli w szerszej świadomości jako praktyka toaletowa. Tak, to prawda, tę minimedytację możemy wykonać, mając do dyspozycji dość ograniczone warunki. Uważam, że przerwa w spotkaniu, przerwa śniadaniowa, podróż tramwajem lub taksówką albo wspomniane wyjście do toalety to wystarczające okoliczności, aby uspokoić umysł.

W tym roku w ramach cyklu Pokój na Lato przy Muzeum Powstania Warszawskiego opowiadasz o praktyce uważności. Na czym polegają te spotkania?

Przychodzą na nie osoby, które szukają dla siebie czegoś nowego, narzędzia lub metody, która wesprze je w trudnych lub wymagających chwilach życia. Moją intencją jest inspirowanie i zachęcanie do tego, aby próbować, sprawdzać i poszukiwać na własną rękę.

Technik wspierania emocjonalnego, pomagania sobie jest mnóstwo, to dzisiaj prawdziwy szwedzki stół, jest z czego wybierać.

Dlatego trzeba dopasować je do swoich potrzeb, możliwości i oczekiwań. W Pokoju na Lato prezentuję uważność jako narzędzie nie tylko na trudne chwile, lecz także na dobre, świadome życie. Ale uważności najlepiej spróbować, a nie o niej rozmawiać.

Dlaczego?

Jeśli powiesz „medytacja”, słowo to może wzbudzić wiele różnych konotacji, emocji, niekoniecznie neutralnych. Dlatego gdy na spotkaniu prezentuję metody medytacji, na której budujemy uważność, mówię: „Zróbmy takie ćwiczenie” i zachęcam uczestników, aby zechcieli tego dotknąć, posmakować, zanurzyć się we własnej praktyce. Wówczas można wyrobić sobie zdanie na podstawie własnego doświadczenia, bez zbędnych założeń czy przekonań, jakie narzuca ten termin.

W czasie takich spotkań jest też miejsce na trochę teorii, w końcu jestem prawniczką z wieloletnim doświadczeniem, lubię, kiedy coś ma solidne podstawy, jest logiczne i spójne. Za praktyką uważności, budowanej w oparciu o medytację, stoi cała masa dowodów i badań naukowych.

Udowodniono na przykład, że już po ośmiu tygodniach regularnej, codziennej praktyki medytacyjnej zmienia się budowa mózgu w obszarach odpowiedzialnych za regulację emocji, pamięć i funkcje poznawcze, spada również nasza reaktywność na bodźce, co oznacza, że odczuwamy mniej napięcia emocjonalnego.

Podsumowując, w trakcie spotkań zmierzam do tego, aby nie tylko wytłumaczyć czym jest uważność i jakie przynosi korzyści, ale przede wszystkim, aby pokazać, na czym ona polega w praktyce, co robię za pomocą ćwiczeń. A resztę – gotowość i odpowiedzialność za kontynuację praktyki – zostawiam w rękach słuchaczy.

Uważność sprawdziła się u mnie, ale jest to dla mnie w porządku, że ktoś nie wybierze tej drogi. Prawda jest taka, że uważność to coś więcej niż narzędzie, to styl życia i nie każdemu on odpowiada.

Dlaczego mindfulness?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musiałabym opowiedzieć o swoim życiu.

Opowiadaj…

Jestem prawniczką, szefową działu ochrony danych osobowych i compliance w kancelarii prawnej. Wcześniej prowadziłam swoją kancelarię, specjalizowałam się w zagadnieniach prywatności, a jeszcze dawniej byłam po prostu ambitną, zmobilizowaną do działania, rokującą prawniczką. W pewnym momencie zgubiłam się w liczbie realizowanych celów, zadań do wykonania, w swoich własnych ambicjach i oczekiwaniach, a także w oczekiwaniach świata w stosunku do mnie.

A jakie były te oczekiwania?

Dwadzieścia lat temu przyjechałam z Bielska-Białej do Warszawy po studiach w Krakowie, rozejrzałam się dookoła i powiedziałam: „Hej, masz tyle do zdobycia, masz tyle do zrobienia”. I rzeczywiście poszłam tą drogą, zaczęłam uzupełniać swoje wykształcenie o dodatkowe studia podyplomowe, potem o kolejne. Byłam ambitna i pracowita, więc w pracy szło mi bardzo dobrze, oceniano mnie jako osobę z potencjałem, chętnie awansowano. Potem zdecydowałam się zrobić aplikację radcowską. Dostać się na aplikację w tamtym czasie nie było łatwo, ale udało się to za drugim podejściem. A potem ponad trzy i pół roku dodatkowej nauki plus wymagający egzamin końcowy – i zdobyłam tytuł radcy prawnego. Wtedy poczułam się tak, jak pewnie czują się sportowcy, gdy zdobędą upragniony cel – czułam totalną pustkę.

Czytaj także: Wypalony jak rodzic?

Nie brzmi to jak spełnienie marzeń.

Zupełnie nie. To był sygnał, który sprawił, że zaczęłam się zastanawiać, czy to świat jest źle poukładany, czy jednak ja. Gdy założyłam upragnioną rodzinę, wyzwania nagle się podwoiły, musiałam łączyć życie rodzinne z wymagającą pracą, która polega na nieustannym uczeniu się i zaangażowaniu. To był dla mnie konflikt najważniejszych wartości, czyli rodziny i pracy. Nie czułam się z tym dobrze. Po kilku latach – w poszukiwaniu równowagi – postanowiłam założyć własną kancelarię i sama decydować o tym, kiedy i ile pracuję. Kancelaria rozwijała się bardzo dobrze, nawet za dobrze, gdyż w pewnym momencie nie byłam w stanie przyjąć tylu zleceń, ile zaczęło do mnie spływać.

Pewnego dnia obudziłam się przestraszona i w stresie, który wynikał z natłoku pracy, odpowiedzialności i uczucia, że wciąż gdzieś biegnę i nie mogę się zatrzymać. Zaczęłam zadawać sobie pytanie, czy na pewno chcę tak żyć. Jeśli ktoś spojrzałby na mnie z boku, powiedziałby, że osiągnęłam sukces, ale tak ogromna presja sprawiała, że moje ciało przepełnione było stresem. Gdy podchodziłam do komputera, drżały mi nogi. Nic mnie nie cieszyło. Wtedy zaczęłam szukać pomocy.

Znalazłaś ją na kursie mindfulness?

Momentem przełomowym stała się rozmowa z koleżanką, też prawniczką, która przeżywała podobne chwile. Pamiętam, gdy zwróciła moją uwagę na to, że świat zewnętrzny jest, jaki jest, że nie ma gwarancji, że to się zmieni wraz z nową pracą, ale że można inaczej reagować na ten świat. To było to – poczułam, że łapię właściwy kierunek. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Najpierw trafiłam na ośmiotygodniowy kurs uważności (redukcji stresu przez medytację), potem na kurs nauczycielski uważności (a dokładniej życia w oparciu o zasady uważności). I to mi w pewnym sensie zrewolucjonizowało życie.

A jednocześnie wszystko zostało takie samo, nie zmieniłam pracy, nie wyjechałam w Bieszczady, za to czułam się zdrowsza, spokojniejsza. Uznałam, że może nie tyle chodzi o to, co robimy, ale jak to robimy, co w moim przypadku sprowadzało się do nastawienia i budowania odporności wewnętrznej.

Pandemia zapoczątkowała trend odchodzenia z pracy, w USA uznano go za masowy. Nagle wiele rzeczy w pracy przestało nam pasować. Ale czy zawsze taka zmiana jest nam potrzebna?

Kiedyś nie lubiłam zmian, ale właściwie całe moje dorosłe życie to były ciągłe zmiany. Może to było źródłem mojego stresu. Dzisiaj mogę powiedzieć, że jestem w zmianie cały czas, od niedawna rozwijam praktykę mentorską i coachingową, jednocześnie wciąż pracuję w biznesie jako radczyni prawna. Dni przestają być przewidywalne. Ale dałam sobie zgodę na to, że mogę tak żyć, zmniejszyłam wewnętrzne ciśnienie, zmierzyłam się z tym, że kontrola jest tylko kolejną iluzją. Zmiany są naturalne i warto postrzegać je jako szanse, a nie zagrożenia.

Jeśli jednak dokonujemy w życiu znaczących zmian, na przykład zmieniamy pracę czy zawód, warto najpierw zadać sobie pytanie, co nas do tego motywuje. Bo jeśli rzucamy pracę, aby od czegoś uciec, to pamiętajmy, że gdziekolwiek pójdziemy, nie uciekniemy od siebie, zabierzemy ze sobą to, kim jesteśmy, jakie mamy nastawienie do świata, ludzi, pracy. Może się okazać, że pomimo zmiany pracy czy zawodu wylądujemy w tym samym miejscu – chociaż pod innym adresem – bo zabraknie zmiany w nas samych. Zabraknie nam odwagi, żeby szczerze i uczciwie popatrzeć na to, co jest w nas, kim jesteśmy.

Co masz na myśli, mówiąc o uczciwości wobec siebie?

Żeby spojrzeć na siebie takich, jacy jesteśmy naprawdę. Ja na przykład długo nie dostrzegałam, że jestem delikatną, wrażliwą osobą, w dodatku bardzo empatyczną. Ale w biznesie takich cech się nie okazuje, a ja chciałam być taka jak inni. Zwłaszcza jako bardzo młoda prawniczka byłam przekonana, że jeśli chcę pozostać w biznesie, muszę być jak mężczyźni – silna, chłodna, niewyrażająca uczuć, w spodniach.

Przełomem było dla mnie zobaczenie, że wartościami, na których zbudowałam sukces własnej kancelarii, były nie tylko profesjonalizm i wiedza, ale również umiejętność budowania relacji, szczerość i otwartość oraz okazywanie empatii podczas kontaktu z drugą osobą.

Zaakceptowałam fakt, że po wielu latach pracy przestałam rywalizować, a radość daje mi wspieranie innych. Odkryłam, że okazywanie siły zastąpiłam zdrowymi granicami i szczerą komunikacją – i z tym jest mi dobrze.

Dlatego jeśli chcemy wszystko rzucić i jechać przed siebie, to super, ale zweryfikujmy, kim jesteśmy w tym działaniu, co jeszcze wesprze lub usprawni tę zmianę, jakie są nasze motywy. Podam przykład: jeśli mam wizję siebie, ale nie potrafię komunikować w środowisku pracy swoich ambicji i potrzeb i zmienię pracę dlatego, że dotychczas nie rozwijałam się zgodnie ze swoim wyobrażeniem, to w kolejnej pracy  to również może się nie zmienić – bo nadal nie  będę potrafiła komunikować swoich potrzeb, wizji i ambicji.

A jak ty działasz?

Dla mnie wszelkie zachowania ucieczkowe to lekcje do przerobienia. Przed czym tak naprawdę uciekam? Warto o to zapytać, zanim wykonamy jakieś gwałtowne ruchy. Jestem zwolenniczką małych zmian, drobnych, ale trwałych, krok po kroku, ewolucji zamiast rewolucji. To mi służy i widzę, że osobom, z którymi pracuję jako mentorka czy coachka, także odpowiada takie podejście. W ten sposób udaje im się na przykład zmienić drobne nawyki, ale również dokonać większych, czasem pozornie niewyobrażalnych zmian. Oczywiście są sytuacje zerojedynkowe, w których należy dokonać zmiany i to szybko, takie jak mobbing, nadużycia, przemoc, toksyczne środowisko.

Wróćmy do twojej opowieści. Zrobiłaś ośmiotygodniowy kurs z medytacji i co dalej?

Pracowałam też z coachem, który pokazał mi, że inaczej pochodzimy do pracy, jeśli wiąże się ona z bliskimi nam wartościami. U mnie taką wartością jest potrzeba dzielenia się wiedzą i doświadczeniem z innymi, współtworzenia nowych jakości, działanie razem. Zaczęłam prowadzić szkolenia, wykładać zagadnienia prawne na uczelni, a także uczyć uważności. W tym czasie wiele osób przychodziło do mnie i opowiadało o wypaleniu zawodowym, stresie, presji. A przecież w środowisku biznesowym ważny jest wizerunek, trzymanie gardy, nieokazywanie słabości. Zaczęłam je wspierać nieformalnie, a z czasem stało się to dla mnie nową ścieżką zawodową. Dziś mogę powiedzieć, że od ponad dwóch lat pomagam osobom borykającym się z wypaleniem zawodowym, presją, chęcią zmiany. Najpierw działałam w Fundacji Liderek Biznesu jako mentorka biznesowa, w międzyczasie zrobiłam kurs coacha i obecnie pracuję indywidualnie z klientami.

ANNA MATUSIAK-WEKIERA – nauczycielka technik uważności Mindfulness. Pasjonatka dzielenia się wiedzą i budowania świadomości w obszarze rozwoju osobistego i dobrostanu. Wspiera innych, zadając pytania i towarzysząc im w szukaniu odpowiedzi jako caochka i mentorka. Szefowa praktyki RODO i Compliance w Kancelarii JDP Drapała&Partners oraz wykładowczyni. Prywatnie żona i matka, mól książkowy oraz domowa ogrodniczka. Każdego dnia rozpoczyna dzień z myślą, że dobre życie zaczyna się od małych gestów.

Z czym najczęściej przychodzą do ciebie osoby w potrzebie? Z czym się borykają zawodowo?

Z moimi klientami łączy mnie podobne środowisko pracy, którym jest zazwyczaj biznes. Często na pierwszej sesji słyszę: „Chcę się rozwijać, znaleźć lepszą pracę, podnieść kwalifikacje”. Jednak w trakcie spotkań ten temat często ewoluuje i odsłania zupełnie inne potrzeby, tęsknoty. A gdy do nich dochodzimy, wtedy tak naprawdę zaczyna się spotkanie, bo moi klienci stają w swojej bezradności, delikatności, nierzadko w oporze wobec tego co odkryli. Okazuje się, że nie chodzi o lepszą czy nową pracę bądź awans, a o pracę, która będzie bliska naszym wartościom, pozwoli nam się spełniać, ale w zgodzie z tym, kim jesteśmy dzisiaj.

I co wówczas?

To zależy. Często nie mamy w zanadrzu nowego, gotowego pomysłu na siebie. To jest wymagająca chwila, warto zrobić to delikatnie, przede wszystkim zadbać o siebie, ale nie zapominając też o innych, uszanować to, co chcesz pozostawić za sobą, być może ludzi lub środowisko pracy. Nie zawsze chodzi o to, aby oślepić innych swoją prawdą, ale raczej o to, aby umieć funkcjonować z innymi, z ich wartościami – o ile to możliwe – poszerzać perspektywę zamiast doprowadzać do polaryzacji.

Czytaj także: Duchowość spod lady

Poproszę o przykłady.

Zdarzyło się, że klient przyszedł do mnie z tematem zawodowym, aby odkryć, że jedyne, czego pragnie w tym momencie swojego życia, to zatrzymać się na chwilę, poskładać, odpocząć. Ktoś inny doszedł do wniosku, że zamiast zmieniać pracę, może zmienić dział w firmie i tam znajdzie to, czego szuka. Kolejna osoba zdała sobie sprawę, że drabina była przystawiona nie do tej ściany i może czas na zmianę ścieżki zawodowej. Często dopiero takie odkrycia pozwalają ruszyć do przodu, pchnąć transformację i zaaranżować prawdziwą zmianę.

Jeden z klientów miał bardzo ambitne cele zawodowe. Ale po kilku sesjach uświadomił sobie, że wcale nie chce tego robić, że jego prawdziwy cel, któremu chce poświęcić energię, jest inny.

I co zrobił?

Ten cel był związany z regeneracją zasobów fizycznych i psychicznych. Klient miał taką możliwość, żeby przez dłuższy czas nie wracać do pracy i zająć się sobą, zastanowić się, jak może sobie pomóc, co powoduje spadek formy, zbudować siebie na nowo. W pierwszej chwili to jest szok, gdy dociera do ciebie, że wcale nie chcesz awansu, tylko więcej czasu, aby zająć się sobą.

Być może pierwszy raz w życiu dochodzi do ciebie, że nie chcesz tego, czego chcą wszyscy. To może powodować niepokój o przyszłość, lęk, co dalej.

Klient zniknął, poświęcić czas sobie, również korzystając ze wsparcia psychologicznego, ale po jakimś czasie wrócił, wzmocniony, z klarowną wizją, dokąd chce iść, jakiej zmiany dla siebie pragnie. Można to porównać do samochodu z pustym bakiem: najpierw zatankuj, potem planuj drogę i jedź. Rozpoczęliśmy wspólną pracę na nowo.

Czy często się zdarza, że klienci są tak związani z pracą, z daną firmą, że nagle wizja odejścia, zmiany wydaje im się nie do zniesienia?

Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie o wiele bardziej utożsamiają się z rolą, którą odgrywają w danej firmie, niż z samą organizacją. Czyli ktoś mówi, że jest prawnikiem od prawa pracy, radcą prawnym, szefem, prezesem i tak dalej. Jasne, inaczej to wygląda u osoby, która przepracowała w jednym miejscu dwadzieścia–trzydzieści lat, ale coraz rzadziej mamy do czynienia z takim modelem. Jeśli całe życie jestem doradcą podatkowym, adwokatem, to teraz kim będę? Przyzwyczajamy się do określonego standardu życia, do pewnego wizerunku, który prezentujemy na zewnątrz. Gdy pojawiają się wątpliwości, zawsze warto popracować na wartościach, czyli zastanowić się, dlaczego akurat to jest dla mnie tak ważne, jaką wartość i potrzebę reprezentuje.

Do jakich rozwiązań dochodzisz z osobami, z którymi pracujesz?

Moi klienci rzadko decydują się na radykalne cięcia. Dotychczas nie miałam takiego, który rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady. Są to raczej łagodne poszukiwania alternatywy, co zawsze jest związane z przemodelowaniem siebie. Efekty i rozwiązania wypracowuje sam klient, przy mojej pomocy, na miarę siebie, swoich aktualnych możliwości i zasobów.

Zmiana zaczyna się tam, gdzie przejmujemy odpowiedzialność za siebie. Podam prosty przykład: mogę narzekać na coś, ale mogę też skierować uwagę na siebie z pytaniem: „Co mogę zrobić w tej sytuacji?”. Drugim elementem odpowiedzialności jest rozpoznawanie strefy wpływów. Jeśli odpowiedź brzmi: „Mogę coś zrobić”, to po postu to zróbmy.

Jako coach mogę pomóc rozpoznać zasoby lub ułożyć plan. Ale jeśli odpowiedź brzmi: „Nie mogę nic z tym zrobić, bo jest to poza moją strefą wpływów” – to nic nie róbmy, zostawmy to.

I miejmy pełną świadomość, że jeśli pomimo to wybierzemy narzekanie, będziemy podupadać, nasz dobrostan będzie gorszy. Energia podąża zawsze za uwagą, a myśl, emocja, wypowiadane słowa  – tylko pozornie nic nie kosztują.

Zdarza się, że ktoś ma trudności w komunikowaniu swoich granic w pracy, co prowadzi do ciągłego dyskomfortu, z czasem do wypalenia, a nawet choroby. Są osoby, które uważają, że pilnowanie granic pracowników to zadanie wyłącznie pracodawcy. Ale czym innym jest budowanie zdrowego środowiska pracy, a czym innym – odpowiedzialność pracownika za to, jak będzie w tym środowisku funkcjonował. Ta odpowiedzialność leży po obu stronach. Często moja praca polega na pokazywaniu takich mechanizmów. Na przykład gdy wciąż dajesz  – ponad umówioną między stronami miarę – zawsze znajdzie się ktoś, kto weźmie, choćby to było najzdrowsze środowisko pracy. To ty musisz zdecydować, gdzie leży twoja granica. I dopiero wtedy następuje zmiana w świecie zewnętrznym. Zmianę zawsze zaczynamy od siebie.

Przykład?

Pamiętasz, gdy podczas pandemii wiele osób przeszło na pracę zdalną? Ludzie cieszyli się, że mogą pracować w domach, w dresach, oszczędzając czas poświęcony na dojazdy. I przez chwilę było wspaniale, ale w pewnym momencie nie zachowaliśmy uważności. Pozwoliliśmy, by mejle przychodziły po godzinach pracy, by dzwoniono do nas późno wieczorem czy wcześnie rano. I gdzie ta granica? Trzeba było ją na powrót ustalić. Jasne, znajdą się osoby, które będą się z tym czuć komfortowo, ale dla innych brak rozdzielenia tych sfer – życia osobistego i pracy – będzie bardzo trudny i stresujący. Bo jeśli dostajesz mejl o 22.15, to masz odpisywać czy nie? A jeśli ten mejl jest od szefowej, jak się wówczas poczujesz?

Jeśli mamy w zespole osoby z różnymi oczekiwaniami co do sposobu pracy, to z pewnością pojawia się konflikt. Jak wtedy pracować i mówić o naszych granicach? Kto decyduje o tym, co jest na granicy, a co poza nią? Nawet jeśli doceniamy różne style zawodowe i chcemy tworzyć elastyczne i otwarte środowisko pracy, to trzeba ustalić warunki brzegowe, co jest dopuszczalne, a czego nie chcemy u siebie. Zwłaszcza w Polsce, bo jesteśmy krajem, który nigdy nie śpi. Zawsze pracujemy, wciąż biegniemy po „coś”, a to „coś” nigdy się nie przybliża.

Jesteśmy wiecznie w pracy.

W dodatku przeciążeni, przebodźcowani, chorujemy z przepracowania. Główną przyczyną zgonów u aktywnych zawodowo kobiet są choroby układu krążenia, powiązane między innymi z przepracowaniem, chronicznym stresem, brakiem ruchu. A mimo to trudno nam się zmienić. Dlatego pierwszym krokiem do jakiejkolwiek zmiany jest budowanie świadomości.

Z jakich narzędzi do zarządzania pracą i czasem ty korzystasz?

Pracuję w sposób zaplanowany. Wyciszam telefon, gdy muszę wykonać jakieś wymagające intelektualnie zadanie, określam, jaki efekt chcę osiągnąć w danym czasie, trzymam się tego, dbam o to, aby się nie rozpraszać. Priorytetyzuję zadania, rzeczy nieważnych i niepilnych zazwyczaj nie wrzucam na listę.

Jeśli to możliwe, deleguję zadania, nie przekraczam też swojego obszaru wpływu, co oznacza, że ustalam, kto i za co jest odpowiedzialny w ramach określonego zadania.

Zarządzam swoją pracą, czyli przeglądam zadania, terminy i priorytety, utrzymując komunikację z kluczowymi dla zadania osobami, aby móc zachować elastyczność i responsywność wobec zmieniających się warunków. Dobrym narzędziem bywa układanie zadań w stosy, na przykład teraz odpowiadam na mejle, teraz projektuję dokumenty, teraz oddzwaniam. To pozwala sprawniej realizować niektóre zadania.

Jak możemy sobie pomóc w codziennej bieganinie, kiedy jesteśmy nerwowi, przebodźcowani? Gdy codziennie zmagamy się ze stresem, z wyzwaniami nie tylko zawodowymi, ale i rodzinnymi czy zdrowotnymi?

Zawsze zaczynam od propozycji, żeby znaleźć jedną praktykę, jedno narzędzie. Nie rzucajmy się na kilka technik naraz, na przykład techniki oddechowe rano, medytacja wieczorem, joga o północy. Wybierzmy jedną i sprawdźmy ją na sobie. Dajmy sobie tydzień, dwa na uczciwe testowanie. Jeśli nie służy, pomyślmy o zmianie. A jeżeli nam pasuje, to róbmy to regularnie. Jedna technika powtarzana regularnie jest potężnym narzędziem zmiany.

W sytuacji dużego stresu można iść do łazienki i zanurzyć dłonie w lodowatej wodzie. To od razu zwróci naszą uwagę na ciało. Po chwilowym szoku przychodzi rozprężenie, puszczenie na chwilę tego worka myśli, który ze sobą ciągniemy, pozostaje czyste odczucie zimnych rąk czyli niezmącona niczym uważność na ciało.

Jedną z praktyk, którą stosuję, jest ustawienie zegarka z sygnałem co godzinę lub dwie. Na dźwięk sygnału na kilka chwil przenoszę uwagę z pracy na siebie. To czas na sondowanie siebie: gdzie jestem, co robię, jak się teraz czuję, czego w tym momencie potrzebuję. Kieruję uwagę na ciało, napięcia w nim, moje emocje i myśli. Całość trwa minutę, nawet krócej, a może przynieść istotną różnicę w samopoczuciu.

A w jakiej sytuacji wykonujemy tę trzyminutową przerwę na oddech, o której wspomniałaś na początku? Na czym ona polega?

Tę technikę można sobie wyobrazić w postaci klepsydry z piaskiem. Górna część klepsydry oznacza, że zatrzymujemy się na tym, co dzieje się z nami w tym momencie. Sondę naszej uwagi kierujemy na ciało, emocje, myśli. Zwracamy uwagę na to, jak czujemy się na poziomie fizycznym, emocjonalnym, mentalnym. Trwa to chwilę, ale moc tej chwili leży w zauważeniu tego, jak jest teraz, bez odwracania się od tego, czego doświadczam. Chwilę później przechodzimy do wąskiej części klepsydry. Ta część praktyki polega na przekierowaniu uwagi z napięcia w ciele i pełnych pośpiechu myśli na oddech. Pozostajemy chwilę z oddechem, dając mu pełne skupienie.

Moc tego etapu polega na zmianie punktu skupienia naszego umysłu z myśli, emocji na fizyczne doświadczenie, jakim jest oddychanie. Świadomy kontakt z oddechem jest mocnym narzędziem. I ponownie przechodzimy do dolnej części klepsydry, rozszerzając naszą uwagę z oddechu ponownie na ciało, na to jak teraz się czujemy, ale również na przestrzeń poza ciałem. Kluczem zamykającym praktykę jest akceptacja dla tego, czego doświadczam. Praktyka może trwać 5 minut, 3 minuty lub 60 sekund i można ją wykonać w różnych okolicznościach, jest bardzo „podręczna”.

Jak ty pracujesz z ciałem?

Po dniu pełnym stresu lubię wypoczywać w całkowitej ciszy, chętnie się też ruszam – jeżdżę na rowerze, uprawiam jogę, spaceruję. W okresie dużego napięcia korzystam z narzędzia pracy z ciałem TRE, czyli tension & trauma releasing exercises.

Czytaj także: Nikt nie wyrasta z ADHD

Na czym ono polega?

To metoda autoregulacyjna, wspomagająca terapię leczenia między innymi objawów stresu pourazowego. Wynalazł ją i rozwinął doktor David Berceli podczas pracy z grupami zawodowymi podatnymi na traumę, jak strażacy, wojskowi, policjanci, którzy wykazywali duży opór przed przyjmowaniem pomocy psychologicznej. Ćwiczenia są dość proste, polegają na wprowadzanie ciała w drżenia w celu uwolnienia napięć, stresu, traum. Mechanizm drżenia jest naturalny i mają go wszystkie ssaki, jednak my, ludzie, w procesie wychowania zapominamy o nim. Praca tą metodą opiera się na uważności nakierowanej na ciało, na świadomości jego mechanizmów i wzorców. Bez uważności TRE nie jest możliwe.

Właściwie cała uważność jest o byciu w ciele. Bo kiedy jesteśmy uważni? Gdy mamy świadomość tego, co się dzieje w danym momencie z nami i wokoło nas.

Podczas rozmowy z tobą jestem świadoma tego, jak się zachowuje moje ciało, czy jestem rozluźniona, czy spięta, jestem świadoma swoich zmysłów, jednocześnie obejmuję świadomością swoje emocje, czy coś mnie zaniepokoiło, czy może czuję się podekscytowana.

A gdy przeżywamy stres, konflikt w pracy?

Polecam wykonanie ćwiczenia mentalnego, w którym odsuwamy się od obecnej sytuacji i oglądamy ją z wielu perspektyw. Czyli najpierw widzę siebie w sytuacji kryzysowej, po chwili próbuję spojrzeć na nią oczami mojego oponenta czy współpracownika, następnie swojego szefa, a potem szefa swojego oponenta. Dalej — z perspektywy obcej osoby oraz takiej, przed którą stoją zupełnie inne wyzwania i trudności. Może się okazać, że sytuacja nie do końca wygląda tak, jak się nam wydaje, albo – widziana z cudzej perspektywy – ma w sobie zdecydowanie mniej dramatyzmu czy ważności, niż zakładamy. Zapoznanie się z różnymi perspektywami może wpłynąć na naszą postawę i nastawienie do sytuacji. Dystans i perspektywa są umiejętnościami, które przydają się nie tylko w pracy.

Brzmi jak wyzwanie.

No jasne, to jedno z trudniejszych ćwiczeń. Łapanie perspektywy jest jednym z większych wyzwań, tak jak dystans do siebie lub ról, które odgrywamy. Gdy nie myślisz, że twoja praca jest ważna, że twoja rola jest najważniejsza, a jednocześnie skupiasz się na tym, aby zrobić swoje zadania dobrze, dając tyle z siebie, ile możesz w tej chwil, czyli na 100 procent swoich możliwości, wszystko jest w porządku.

To różnica między byciem profesjonalnym, odpowiedzialnym, rzetelnym a nałożeniem na siebie presji, że to twoja misja, że to takie ważne dla świata, że to ty odpowiadasz za całość, że bez ciebie wszystko się posypie i nie będzie dokładnie takie, jak chcesz.

Prawda jest jednak taka, że mamy ograniczoną odpowiedzialność i możliwości wpływu, więc po co się okłamywać?

Za to odpowiedzialność na pewno spoczywa na barkach pracodawców. Firmy powoli zaczynają deklarować, że ważny jest dla nich dobrostan pracowników. W działach HR pojawiło się stanowisko happiness manager. To osoba odpowiedzialna za dobrostan pracowników. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

Dziś pracodawcy kierują uwagę na dobrostan pracowników, bo widzą, że ma to realne przełożenie na jakość pracy, liczbę błędów, efekty. Gdy obniża się jakość pracy, spada też jakość produktu czy usługi, co ma bezpośrednie przełożenie na wyniki finansowe.

Ale jest coś jeszcze. Gdy człowiek, który nie chodził na urlop, na zwolnienie, pracował cały czas, był solidny, nagle przechodzi kryzys, zapada na zdrowiu albo po prostu rzuca papierami, pracodawca zostaje z ogromnym wyzwaniem. Musi znaleźć kogoś nowego, kto przejmie te obowiązki, wdrożyć go, nauczyć. I znowu rosną koszty. Trzeba więc głośno powtarzać, że najważniejszym zasobem firmy są ludzie. Badania nad dobrostanem pracowników wskazują bardzo wyraźnie: pracownik, który dobrze się czuje, jest lojalny wobec firmy i ma zaufanie do swojego pracodawcy, pracuje lepiej.

Dlatego widzę ogromny sens w mojej pracy, we wspieraniu osób, które tego potrzebują, oraz we wspieraniu firm, które chcą robić więcej dla swoich pracowników. Na końcu wszyscy skorzystamy.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00