Opowiadanie

Gorzko, gorzko

Kalina czuła się w życiu jak podróżna, która boi się, że spóźni się na pociąg, ale nie wiedziała, dokąd właściwie jedzie. W odróżnieniu od swojej babki i matki miała jednak pewność, że stać ją na bilet, i ta różnica okazała się bardzo znacząca i wiele ułatwiała. Oprócz tego, co pozostawało trudne, jak Konrad, jego brak. Taki właśnie był stan emocjonalny Kaliny Serce, córki Violetty, wnuczki Barbary i prawnuczki Berty, na zakupach, na które wybrała się akurat tego dnia, gdy z nieba spadł znak. Wleciał prosto do środka galerii handlowej, zwieńczonej przeszklonym bulwiastym dachem przypominającym żabi skrzek. Poniżej kłębili się konsumenci, trawieni głodem rzeczy zbędnych, a wśród nich ona, przytłoczona od dawna niewidzianym tłumem. I wtedy rąbnął. Ani jak ptak, ani tym bardziej jak anioł, ale dla potrzebujących znaku na bezrybiu i rak ryba, choć w pierwszej chwili w ogóle nie wiadomo było, co to.

Był piątek, środek sierpnia, noce zrobiły się już chłodne, w powietrzu unosił się pył po długich suchych miesiącach, które wykańczały wszystko, co żywe, podmuchami saharyjskiego gorąca. Za dnia wracał upał, ale nocami temperatura spadała do kilku stopni i ludzie chorowali. Zalecano chodzenie w maseczkach, bo pojawiały się wciąż nowe odmiany wirusów, pustoszących na zmianę jelita albo drogi oddechowe. Nie mogąc spać, Kalina słyszała, jak kaszle jej sąsiad z dołu, ale na próżno próbowała usłyszeć w jego rzężeniu słowo Kilimandżaro, które przez całe dzieciństwo charczał tuż przy jej uchu nieszczęsny Zbyszek Papuga. Czasem za tym tęskniłam w ten szczególny sposób, który sprawia, że brakuje nam rzeczy znanych, nawet jeśli były uciążliwe i nieprzyjemne. Po śmierci Barbary Serce Zbyszek Papuga stał się cichszy, spokojniejszy, ale za to ostatni lokatorzy kamienicy musieli słuchać tuptania małych stópek Buni i jej niemieckich szeptów, przenikliwych jak wiatr od gór.

rysunki Joanna Strutyńska

Kalina nie była tam od pięciu lat, od dnia, w którym zdecydowała, że zamieszka w Warszawie, która teraz wydawała jej się obca i niemiła. W mediach bito na alarm, obwieszczając klęskę po klęsce, bo począwszy od truskawek, wszystko albo wysychało, albo ulegało …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Fragment pochodzi z książki Joanny Bator Gorzko, gorzko, która ukaże się 25 listopada nakładem wydawnictwa Znak.

FreshMail.pl