Portret

López Obrador. Rewolucjonista w fotelu prezydenta

Meksykańscy wyborcy mają dość korupcji i dość Donalda Trumpa. Wykorzystał to zuchwały lewicujący polityk Andrés Manuel López Obrador.
rysunki Iza Dudzik

l

 

 


Od redakcji:1 lipca zeszłego roku w Meksyku odbyły się łączone wybory prezydenckie, parlamentarne i – w części stanów – samorządowe. Andrés Manuel López Obrador zdeklasował rywali, zgarniając pięćdziesiąt trzy procent głosów i zdobywając fotel prezydenta. Jego partia MORENA wraz ze sprzymierzonymi ugrupowaniami zyskała 307 z 500 miejsc w Izbie Deputowanych i 69 ze 128 w Senacie. Tym samym zakończyła się najkrwawsza kampania polityczna w najnowszej historii kraju: w ciągu ośmiu miesięcy zginęło 132 działaczy partyjnych.

Jeszcze zanim 1 grudnia López Obrador objął urząd, jego partia zorganizowała referendum w miejscowościach otaczających stolicę kraju w sprawie planów budowy nowego międzynarodowego lotniska. Głosujący (1,1 miliona ze 124 milionów obywateli państwa) postanowili wyrzucić je do kosza. Kolejne referendum, tym razem obejmujące dziewięćset tysięcy Meksykan, przypieczętowało plan budowy linii kolejowej łączącej plaże półwyspu Yucatán z ruinami miast Majów. Wyniki obu głosowań były zgodne z kampanijnymi obietnicami prezydenta elekta, który natychmiast obiecał je uszanować, mimo że prawo uznaje referendum za wiążące w skali kraju w przypadku frekwencji minimum czterdziestu procent. Obrador zdaje się nie przejmować ani reakcją rynków, ani zarzutami o niekonstytucyjność swoich działań (większość parlamentarna pozwala mu na zmianę składu Sądu Najwyższego).

Po objęciu urzędu nie przeniósł się do dziewiętnastowiecznego kompleksu Los Pinos, służącego jego poprzednikom za siedzibę. Otworzył drzwi rezydencji Meksykanom, którzy w dniu inauguracji jego prezydentury mogli się przekonać, jak wygodnie żyło się kolejnym głowom państwa.

 


Kiedyw 2006 roku Andrés Manuel López Obrador pierwszy raz ubiegał się o urząd prezydenta Meksyku, zyskał niezwykle wiernych zwolenników. Ludzie wsuwali mu do kieszeni liściki, w których pisali o swoich marzeniach. W epoce naznaczonej globalizmem López Obrador jawił się jako obrońca klasy pracującej; krytykował Partido Revolucionario Institucional (Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną, PRI), dominującą w krajowej polityce przez większość ubiegłego stulecia. Entuzjazm wyborców nie wystarczył: López Obrador przegrał niewielką różnicą głosów. Za drugim razem, w 2012 roku, znowu wzbudził zapał, ale rezultat był podobny. Teraz jednak Meksyk jest pogrążony w kryzysie, boryka się z korupcją i z przestępczością narkotykową, a także z nieprzychylnością administracji Donalda Trumpa.

 Pierwszego lipca 2018 roku odbywają się nowe wybory. López Obrador startuje raz jeszcze. Obiecuje reformy w duchu rewolucyjnych ojców założycieli Meksyku. Według sondaży jego wygrana jest niemal pewna.

W marcu 2018 roku zorganizował wiec z udziałem setek zwolenników w sali konferencyjnej w Culiacán. López Obrador, nazywany w Meksyku AMLO, to smukły sześćdziesięciopięciolatek. Ma młodzieńczą, starannie ogoloną twarz, gęste, srebrne włosy i swobody chód. Kiedy tylko wszedł, ludzie wstali i zaczęli skandować: „To zaszczyt głosować na Lópeza Obradora!”. Było wśród nich wielu robotników rolnych w słomkowych kapeluszach i zdartych butach. Wzywał, by umieszczali obserwatorów w lokalach wyborczych, ostrzegał przed kupowaniem głosów (PRI od dawna stosuje tę praktykę). „Pozbędziemy się tego!” – zapowiadał. Obiecywał „trzeźwe, skromne rządy, bez żadnych przywilejów dla władzy”. Często posługuje się pejoratywnymi słowami „przywilej”, „elita” czy „rządząca mafia”, kiedy opisuje rywali ze sfery polityki i biznesu. „Obniżymy pensje tym na samej górze, aby podnieść tym na dole” – ogłosił i dodał w biblijnym tonie: „Wszystko, co powiedziałem, będzie uczynione”. López Obrador ma ciepły głos, robi długie pauzy, posługuje się prostym językiem, zrozumiałym dla zwykłych ludzi. Lubi rymy i slogany, niekiedy więc zebrani podchwytywali jego słowa jak fani na koncercie. Kiedy zaczął: „Nie będziemy pomagać rządzącej mafii…”, ktoś z obecnych dokończył: „W rozkradaniu kraju!”. „Działając razem – dodał kandydat – osiągniemy historyczny przełom”.

López Obrador: Trump i jego doradcy mówią o Meksykanach tak, jak Hitler mówił o Żydach, zanim rozpoczął niesławne prześladowania i przeprowadził ohydną eksterminację.

Obecnie na czele meksykańskiego rządu stoi centroprawicowy prezydent Enrique Peña Nieto. Jego partia, PRI, próbowała przypiąć Lópezowi Obradorowi łatkę radykalnego populisty w rodzaju Hugo Cháveza. Ostrzegano, że zrobi z Meksyku drugą Wenezuelę. Administracja Donalda Trumpa też wyraża rozmaite obawy. Roberta Jacobson, która do niedawna piastowała stanowisko ambasadorki Stanów Zjednoczonych w Meksyku, mówiła mi, że wysokiej rangi amerykańscy urzędnicy wiele razy wypowiadali się z niepokojem o kandydacie: – Wieszczą katastrofę, powtarzają, że „jego wygrana będzie najgorszym, co się może zdarzyć”.

Jak na ironię, swoją popularność López Obrador zawdzięcza po części Trumpowi. Krótko po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych meksykańscy analitycy przewidywali, że agresywny ton Trumpa wobec południowego sąsiada spotka się z politycznym oporem. Mentor Tijerina, ceniony badacz opinii publicznej z Monterrey, mówił mi wtedy: – Zwycięstwo Trumpa zwiastuje kryzys w Meksyku, a to bardzo pomoże AMLO. – Niedługo po inauguracji López Obrador opublikował bestseller zatytułowanyOye, Trump(Słuchaj no, Trump). Przytaczał harde fragmenty własnych przemówień. W jednym z nich stwierdzał na przykład: „Trump i jego …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Artykuł ukazał się w wydaniu „The New Yorker” z 25 czerwca 2018 roku pt. A New Revolution in Mexico. Copyright © Jon Lee Anderson 2018. Opublikowany za zgodą The Wylie Agency (UK) Limited.

FreshMail.pl