Esej

Rodzicielstwo. Smoki, lęk i trwoga

  • autor
  • Karolina Lewestam
Jeśli tylko ty widzisz smoka, a wszyscy wokół ciebie są spokojni, są szanse, że tak naprawdę smoka nie ma i nie ma się czego bać.
rysunki Iza Dudzik

Mój mąż jest świetnym kompanem przede wszystkim dlatego, że programowo nie widzi smoków. A jeśli nikt oprócz ciebie nie widzi smoków, są szanse, że tak naprawdę ich nie ma. Nawet jeśli ty widzisz całe ich stado, nawet jeśli po zamknięciu oczu lecą ku tobie smocze chmary i wszędzie słyszysz łopot skórzastych skrzydeł. „Niech nikt inny ich nie widzi – myślisz sobie – zwłaszcza gdy smoki to natrętne, złe myśli związane z dziećmi”. O tym, że jakoś dawno już nie było wojny, że ciało dziecka jest wyjątkowo delikatne, a los może odmienić się z jednym podmuchem wiatru, który – jak w jakiejś ponurej wersjiMary Poppins – przyniesie dzieciom nie supernianię, ale klimatyczną apokalipsę. Niech nikt inny nie widzi smoków, bo to by znaczyło, że są naprawdę.

Mój mąż nie widzi smoków. W jego obecności stają się więc nierealne i śmieszne, jak gigantyczne, cherlawe origami. Jesteśmy na wycieczce z naszym dziesięcioletnim synem; idziemy już długo, dziecko powłóczy nogami, marudzi, nie chce dalej iść, nie chce być cicho; jest głodne i zamierza to z rozmachem manifestować. 

– Dobrze, że nie musimy nigdzie uchodzić – wyrywa mi się niepotrzebnie, bo papierowe smoki się poruszyły, a mnie stają przed oczami obrazy dzieci na pontonach na Morzu Śródziemnym. Co w takich sytuacjach ludzie mówią narzekającym dzieciom? I jak marudzą dzieci, gdy chodzi nie o głód, ale o życie? „Kto wie, co przydarzy nam się jutro” – myślę, chociaż świeci słońce, dziecko Maks ma nową bluzę, niedaleko jest sklep i wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi nie grozi nam absolutnie nic. 

Mąż milczy, smoki opadają powoli, jak zmęczone latawce. Śpiewają ptaki.

– Albo siedzieć cicho w piwnicy, chowając się przed hitlerowcami – słyszę nagle. I wcale, w ogóle nie brzmi to jak żart, mój mąż naprawdę to sobie wyobraził, na jeden krótki moment. A więc zdradził się z tym, że on też się boi, też umieszcza nas w mniej i najmniej prawdopodobnych scenariuszach, w których dzieciom dzieje się straszna krzywda i w których nic, zupełnie nic nie da się zrobić, żeby je ochronić.

I wtedy smoki podnoszą się jak flaczejące balony na filmie puszczonym od tyłu; patrzą na mnie wyzywająco, nosami wydmuchując czarny dym. 

„Być rodzicem – myślę sobie – to jak być Świętym Jerzym, nieudacznikiem, który najpierw próbował dźgać to tego, to owego smoka, w końcu jednak dał za wygraną, otworzył szeroko drzwi i wpuścił do domu całe stado”. Może jeśli będzie chodził na palcach i szeptał zaklęcia, przynajmniej te większe bestie będą budzić się tylko z rzadka. Może jeśli będzie hołubił te małe, pochylał się nad nimi, te duże się nie poruszą. Czy syn jest głodny? Czy córka dostanie się do dobrej szkoły? Czy w szkolnej stołówce dokładnie myją naczynia? Ćśś, małe smoki, nie budźmy myśli o końcu świata, niech śpią raki, wojny i globalne krachy giełdowe.

Być rodzicem to tyle, co się bać. Raz apokalipsy klimatycznej, raz przemoczonych butów, innym razem własnej niekompetencji. Rodzic to po prostu nieudolny pasterz różnej wielkości smoków. 

Ćśś, małe smoki, nie budźmy myśli o końcu świata, niech śpią raki, wojny i globalne krachy giełdowe.

Dlatego chcę pisać o strachu, dlatego to mnie zajmuje. Strach o dzieci był w nas oczywiście zawsze, sto, dwieście, tysiąc lat temu. Ale w ostatnich dziesięcioleciach coś jednak zaczęło się zmieniać; strach pojawia się w nowych miejscach, atakując rodziców (i innych ludzi, którzy wychowują dzieci) z nową siłą i częstotliwością. Nawet w świetle dnia wszędzie można natknąć się na smocze łuski. Nie tylko ja, spacerując, ciągle zbieram je z chodnika. 

Przyjrzyjmy się razem tym lękom.

 


kompendium smoków— lęki, strachy, panika i przerażenie. Wszyscy czujemy, że strachu jest coraz więcej. Lawinowy przyrost lęków rodzicielskich jest widoczny zwłaszcza u zachodniej klasy średniej, której praktyki są o tyle istotne, że przez swoją centralną pozycję w kulturze i popkulturze zarządzają zbiorową wyobraźnią wspólnoty. To, co robi klasa średnia, chciałaby robić klasa ludowa i często z rozpędu nadal robi klasa wyższa. A klasa średnia boi się coraz bardziej. 

O co? Na przykład o bezpieczeństwo fizyczne dziecka. Jako jej przedstawiciel czuję i widzę te lęki wszędzie dookoła. Wokół mnie do …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl