Portret

Przedpotopowy internet Nicka Cave’a

„Coś dziwnego dzieje się w internecie” – pisali komentatorzy, kiedy australijski muzyk wyszedł ze swoją żałobą do ludzi.
rysunki Tomek Majewski

Na początku trudno porzucić skojarzenie z lotniskiem. Porządkowi trzymają zwieńczone przezroczystymi rurkami latarki i – machając nimi – zdają się podprowadzać do stanowisk niewidzialne samoloty. W ciemności widać przede wszystkim wahadłowy ruch krótkich snopów światła. W lewo, w prawo, w lewo, w prawo. Najwyraźniej jedne świecą mocniej od innych albo ich bujanie jest bardziej przekonujące, bo lakoniczne, ale zdecydowane „Yeah? Yeah?” rzucone ze sceny ma konkretnego adresata. – Cześć, Nick – męski głos dobiega z balkonu na lewo od sceny. – Gdzieś tam w dole siedzi mój syn Max. Wczoraj skończył szesnaście lat. Co powiedziałbyś szesnastoletniej wersji samego siebie?

Zanim niecałe dwa tysiące osób szczelnie wypełniające przedwojenną berlińską salę Admiralspalast ryknie śmiechem, Nick Cave, jak zawsze w białej koszuli i przylegającym do ciała ciemnym garniturze, swobodnie spacerując po scenie, z jedną ręką w kieszeni i mikrofonem w drugiej, bez zastanowienia rzuca: – Żeby ciebie nie słuchał.

Potem na dłuższą chwilę przerywa, by wybrzmiała burza braw. Wywołuje wspomnianego Maxa („Max, gdzie jesteś?”) i zwraca się bezpośrednio do niego, pół żartem, pół serio: – Słuchaj tylko mnie, Max! – woła prowokacyjnie. Ale zaraz potem konstruuje coś na kształt sensownej odpowiedzi, wciąż jednak podszytej zawadiackim, rockandrollowym przesłaniem. – Powinieneś być wierny tym wszystkim wariactwom, które wymyślamy dla naszych rodziców. Pesz ich, wkurzaj, przerażaj, bo to, młody człowieku, twój obowiązek. Bądź nastolatkiem – mówi, a kiedy wydaje się, że skończył, nagle zmienia adresata. – A wy – teraz jego wzrok nie jest już skierowany na konkretną osobę, ale w górę, pod ogromny, zabezpieczony siatką kryształowy żyrandol – nie klaszczcie po każdej rzeczy, którą powiem. Bo jeśli za którymś razem zaklaszczecie mniej intensywnie, pomyślę, że powiedziałem coś niefajnego. Zacznę oceniać swoje odpowiedzi przez pryzmat innych.

Nie trzeba być Nostradamusem, by przewidzieć, jaką reakcję wywołają te słowa. Jeszcze jedna fala braw, jeszcze jedna eksplozja śmiechu. Majowy występ Cave’a w berlińskim teatrze jeszcze na dobre się nie rozkręcił, a ja – z perspektywy drugiego balkonu pod samym sufitem Admiralspalast – mam wrażenie, że przyjechałem do Niemiec na występ komika, a nie poważnego muzyka.

Że będzie nietypowo, sugeruje pocztówkowego formatu kartka, którą znalazłem wcześniej na swoim fotelu. Pod czerwonym logotypem przedstawiającym wyciągniętą w górę dłoń (przypominającą rękę ucznia zgłaszającego się do tablicy) umieszczono krótkie pytanie i długą odpowiedź: „Po co organizujesz te występy?”. „To coś, co wciąż odkrywam. Kieruję się intuicją, która mówi mi, że z otwartego i szczerego dialogu z publicznością może wyniknąć jakaś konkretna wartość. Chcę przywrócić temu wszystkiemu pierwotną surowość, nagość i klarowność. W tym znaczeniu spotkania sprawiają wrażenie nierozważnego eksperymentu – nie mam żadnego pasa bezpieczeństwa – i przebiegają do pewnego stopnia poza moją kontrolą. To jazda bez trzymanki w intymność, gdzie wszystko może się wydarzyć. Mam nadzieję, że pozwoli mi to jeszcze bardziej pogłębić więź z publicznością. Wszyscy jesteście współautorami tych występów!”. 

Te występy to zainaugurowany w 2018 roku w Australii cykl spotkańIn Conversation, podczas których wygłaszane ze sceny wywody są ważniejsze niż muzyka. Ta ostatnia nie jest zupełnie nieobecna. Na środku sceny stoi fortepian, a Cave regularnie przy nim siada, przeplatając rozmowę z publicznością piosenkami. Wykonania są kameralne. Muszą takie być, bo zamiast kolegów z macierzystego zespołu The Bad Seeds artyście na scenie towarzyszy o wiele więcej ludzi – z zakupionymi biletami. Po trasie w Australii Cave zjechał z cyklemIn Conversationrównież Europę i Stany Zjednoczone, a zapowiedzi na 2020 rok sugerują, że to nie ostatni akord tego przedsięwzięcia. Tym bardziej, że muzyk rozgadał się również w internecie. 

 


trudno pomylić go z …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Portret ukazał się w styczniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (01/2020) pod tytułem Nick Cave chce pogadać.

FreshMail.pl